Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Na czarnych skrzydłach – recenzja gry „Kruki”

Kiedy zapada noc, kruki wyruszają w lot poprzez senne krainy. Muszą się spieszyć, aby dotrzeć do końca trasy, zanim nastanie poranek. W drodze czekają je liczne przeszkody, nie pomaga również współtowarzysz lotu, każdy chce wszak dolecieć do mety jako pierwszy, nawet kosztem namieszania nieco w czasie i przestrzeni…

„Kruki” są swoistą kontynuacją gry „Sen”. Choć zasady i perspektywa są nieco inne, to oniryczny klimat, jak i ilustracje Marcina Minora, tworzą most między obiema karciankami. Elementem łączącym jest też tytułowe czarne ptactwo – we „Śnie” stanowiło ono antagonistów, których woleliśmy unikać, a w „Krukach” wcielamy się właśnie w nie. Smaczkiem jest również fakt, że znacznik gracza rozpoczynającego rozgrywkę to grafika wprost wyciągniętą ze „Snu”.

Biały kruk

Grafika zachęca od pierwszego spojrzenia. Im dłużej patrzymy na obrazek na wierzchu pudełka, tym więcej szczegółów zauważamy – tytuł jest zbudowany z czarnych piór, a rysunek ptaka zachwyca detalami i ciekawymi, abstrakcyjnymi dodatkami. Taki styl będzie nam towarzyszył przez resztę gry. Fantastycznie wprowadza nas on w senny klimat, gdzie dziwaczne scenerie ukrywają wizerunki kruków lub po prostu zmusza do dokładnego przyjrzenia się, by stwierdzić, co tak naprawdę autor miał na myśli. „Kruki” to wyjątkowy typ karcianki, w którą zagramy tylko we dwie osoby. Wiąże się z tym kilka interesujących rozwiązań wizualnych. Do gry dołączone są pionki w kształcie ptaków: białego i czarnego. Dodatkowo bardzo ciekawie i praktycznie jest zróżnicowanie kart. W grze przyjdzie nam się nimi podzielić i tu autor ułatwił nam zadanie. Rewersy są w różnych kolorach, a więc nie musimy liczyć i sprawdzać stosików, wystarczy rozdać je według barw dla każdego z graczy.

Kiedy wejdziesz między kruki…
Gra jest zaopatrzona w obszerną instrukcję, która na pierwszy rzut oka może wskazywać, że zabawa będzie niezwykle skomplikowana. Nic bardziej złudnego. Same wskazówki są bardzo przejrzyste i opisane w każdym szczególe. Mamy zatem 2 pionki-kruki, 50 kart lotu, 40 trasy, 16 akcji i znacznik gracza rozpoczynającego. Zasadniczo wszystkim dzielimy się na pół. Tak, jak już wcześniej wspomniano, kartoniki są zróżnicowane graficznie, więc nie ma z tym problemu. Następnie z układamy trasę wyścigu. Każde z pól zawiera dwie ścieżki – po jednej dla każdego z kruków – których będziemy się trzymać, o ile karty akcji nie zezwolą inaczej. Tak przygotowani możemy ruszać w drogę. Do lotu, gotowi…

Kruk krukowi oka nie wykole?
Rozgrywka jest bardzo prosta. Nasz jedyny cel to dostanie się do mety przed przeciwnikiem. Aby tego dokonać, możemy używać kart lotu i akcji. Te pierwsze pozwalają nam na przesunięcie się o odpowiednie pole (czasem pola), a te drugie na coś specjalnego, jak wybudowanie objazdu, usunięcie elementu trasy, bądź cofnięcie przeciwnika. Samo wytłumaczenie zasad trwa moment, ponieważ wszystkie rzeczy, wymagające dłuższej zadumy, mamy ładnie rozpisane na kartach. Gra, która powinna zająć nam około dwudziestu minut, może być o wiele szybsza, w zależności od naszego refleksu i – oczywiście – dobrego rozdania. Odpowiednie ułożenie Snów na ręku potrafi zdziałać prawdziwe cuda. Jednocześnie nie ma tu zastojów spowodowanych sprawdzaniem niejasnych reguł czy doczytywaniem efektów specjalnych. W sennej krainie „Kruków” wszystko jest klarowne. Karty akcji, odpowiednio użyte, potrafią nieźle napsuć krwi współgraczowi, ale możemy także zdecydować się na „pacifist run” i wykorzystać je wyłącznie do przyspieszenia własnego lotu do mety. Ze względu na dużą liczbę kart trasy (40) w stosunku do ich jednorazowego użycia w grze (16), prawdopodobnie nigdy nie uda nam się dwa razy brać udziału w takim samym wyścigu. Sama rozgrywka jest płynna i dynamiczna.

Gniewa kruka czarna wrona…!

Ze względu na swoje tempo, już po pierwszej partyjce poczujemy pewien niedosyt co do „Kruków”, gra zachęca do odkrycia jej pełnego potencjału i wszystkich możliwości zrobienia naszego przeciwnika na… czarno – tak, tak. Na opakowaniu (co typowe dla karcianek Naszej Księgarni) zaoferowane są dla nas „czelendże”, choćby pokonania współgracza, zanim dotrze do połowy trasy (oraz kilka innych, mniej złośliwych). Dzięki swojej przypadkowości, jeśli chodzi o trasę i rozdania, nie będzie problemu z chęcią ponownego sięgnięcia po tytuł. Nie przeszkadza nawet ograniczona liczba uczestników, jest to jeden z tych przypadków, który zdecydowanie przyda się, kiedy nie dopisze towarzystwo, bądź dopadnie nas nagły głód planszówkowy.

„Kruki”, ze względu na swoją prostotę, ucieszą też młodszych graczy, nie jest to jednak opcja imprezowa, właśnie ze względu na ograniczenia „drużynowe”. Wyjątkowa, oniryczna grafika, dopracowane szczegóły i przyjemna mechanika czyni z tego tytułu pozycję godną wypróbowania. Na pewno mile popieści też zmysły fanów Edgara P. Jednak nie byłabym taka pewna, czy ten kruk wypowiedziałby właśnie słowo „Nevermore”.

Ocena: 4,5/5

Dyskusja