Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Życie jest jak pudełko czekoladek – nigdy nie wiesz, co ci się trafi – recenzja gry „Fabryka czekolady”

Ten znany cytat z Forersta Gumpa brzmiał mi w głowie, gdy otwierałam paczkę z grą. Tytuł przywodził jednak na myśl tylko i wyłącznie Willy’ego Wonkę, „najbardziej fantastycznego, najbardziej niezwykłego producenta czekolady, jakiego świat kiedykolwiek widział”. Wszak czy coś, co ma w tytule czekoladę może się nie udać? Czekolada ponoć jest dobra na wszystko, zatem zobaczmy, jak sprawdzi się w roli głównej bohaterki gry.

Otwieramy!
Najpierw pojawił się rąbek udający tabliczkę, z logo Naszej Księgarni, czyli oczywiście twórców gry. Logo, które od razu przywołuje wspomnienia z dzieciństwa, gdy większość książek była właśnie tego wydawnictwa. Dalej jest już troszkę gorzej, bo słodki, czekoladowy kolor przełamano czerwienią, z wzorem, który być może miał imitować postać Ciastka ze Shreka, który nijak ma się do czekolady, poza tym ten na pudełku jest zwyczajnie niekształtny.

Spodziewałam się także, że całe pudełko będzie przypominało tabliczkę, jednak nic bardziej mylnego, chociaż plus za imitację przedartego opakowania. Autorem oprawy graficznej jest Przemysław Fornal, zatem jest on odpowiedzialny także za karty, na których opiera się rozgrywka, o której z chwilę. Samo pudełko ozdobione jest zadaniami dla graczy, można sobie odznaczać co się już wykonało.

Zawartość tego pudełka czekoladek nie jest aż tak wielkim zaskoczeniem W małym, ale zgrabnym opakowaniu znajdziemy instrukcję oraz karty do gry. Jest ich łącznie czterdzieści siedem, czterdzieści pięć kart czekolady i dwie karty pomocnicze. W środku znajduje się także żeton pierwszego gracza, element często dodawany do planszówek, sprawdza się w przypadku młodych graczy.

Same karty czekolady wykonano bardzo estetyczne. Przypominają małe tabliczki, każda ma swój dodatek. Trzeba przyznać, że są one bardzo apetyczne, możemy trafić na zatopione w czekoladzie ciasteczka, migdały, borówki czy truskawki oraz kolorowe posypki. Jeśli ktoś jest wzrokowcem, w momencie przeglądania kat automatyczni nabiera ochoty na czekoladę:).

Są też karty z pionkami i kostkami, to oczywiście karty złe, tutaj grafika nie jest już tak smakowita, więc trafienie na nie skutecznie odbiera chęć przekąski. Warto także zaznaczyć, że karty mają idealną wielkość, żeby przykuwać wzrok, trzymanie ich w ręku nie sprawia kłopotu, co jest bardzo ważne w przypadku najmłodszych graczy. Może wydawać się mało istotnym fakt, jakim jest ich grubość, jednak tutaj jest ona idealna, karty nie ślizgają się na stole, dzięki czemu nie ma podczas gry chaosu i kłótni, kto gdzie co dołożył.

Instrukcja wydaje się czytelna, jest opatrzona obrazkami, które pomagają zrozumieć reguły i przedstawiają różne warianty przebiegu rozgrywki, zadbano nawet o ozdobną czcionkę, przypominającą elegancki napis na torcie. Instrukcja jest w formie wygodne książeczki, więc łatwo do niej w trakcie nauki wracać.

Przebieg gry jest bardzo prosty. Gracze tworzą taśmę produkcyjną ze swoich tabliczek, których każdy na wstępie dostaje pięć. Na stół wędrują dwie katy, będące początkiem produkcji. Strategia w grze polega na zebraniu pięciu kart w odpowiednim momencie, tak, aby mieć jak najwięcej punktów. Tutaj wspomniane przeze mnie dodatki do czekolady okazują się bardzo istotne, bo na przykład za ciastka dostaniemy pięć punktów, za borówki sześć, za truskawki siedem, za orientalne migdały aż osiem. Słodkie posypki, w zależności od koloru, dają dwa – to zielona, trzy – żółta, zapewne cytrynowa, i cztery – czerwona.

Pionki, ludzki i kostki na tabliczkach punkty zabierają, dlatego trzeba sprawnie liczyć, aby zatrzymać produkcję w odpowiednim momencie. Niestety, tutaj rzuca się w oczy graficzny brak spójności tematycznej, pionki i kostki mogły być zastąpione na przykład czymś, co do czekolady nie pasuje, kiełbaską, serem, czy innym jedzeniem, motyw ludzika wtopionego w czekoladę jest zwyczajnie nieładny.

Istotna jest także nie wspominana jeszcze przeze mnie karta rarytas, z białą czekoladą. W talii są tylko trzy, jednak kto zdobędzie wszystkie, wygrywa. Podpowiedzi do punktacji znajdują się na kartach pomocniczych, dla każdego gracza przeznaczona jest jedna karta. Gra trwa cztery rundy, jest to wyraźnie zaznaczone, więc nie ma sporów o to, kiedy skończyć grę. W każdej rundzie gacz ma sześć ruchów, tylko jeden z nich może być zbiorem tabliczek czekolady. Po czterech rundach sumuje się punkty i można zaczynać grę od nowa.

Gra przeznaczona jest dla dwóch graczy. Po rozegraniu kilku partii stwierdzam, że śmiało może grać w nią więcej osób, mimo że karty pomocnicze są dwie. Przedział wiekowy od ośmiu do stu ośmiu lat, jak zwykle żart z górnej granicy wiekowej:). Twórcy zaplanowali grę na dwadzieścia minut, aczkolwiek zajmuje ona nieco mniej czasu. Gra jest szybka, nadaje się raczej jako przerywnik, niż plan na długi, jesienny wieczór. Rozgrywka jest prosta i nie obfituje w niespodzianki.

Podsumowując, całkiem niezła szata graficzna i bardzo wysoka jakość wykonania to wielki atut gry. Walor edukacyjny także przemawia na plus. Sama gra jest dość prosta, ale może właśnie to jej największy atut? Wszak czekolada ze byt dużą ilością dodatków byłaby zupełnie niezjadliwa.

Ocena: 4/5

Za grę dziękujemy wydawnictwu Nasza Księgarnia.

Dyskusja