Polscy naukowcy kontra Specnaz: 2-0 – recenzja książki „Białe noce”

Kiedy porwana zostaje córka potężnego rosyjskiego oligarchy, od którego tylko Władimir Władimirowicz Putin dysponuje większą władzą, żadne siły specjalne nie mogą sprostać zadaniu. W tym wypadku pozostaje jedyna deska ratunku – Janusz Korpacki. Polski naukowiec o zadziwiająco szerokich horyzontach wiedzowych i jeszcze liczniejszych kontaktach wśród wysoko postawionych osób w środkowo wschodniej Europie może doprowadzić sprawę do końca. Czy jednak się zgodzi, kiedy jego sytuacja rodzinna maluje się w wyjątkowo ciemnych barwach?

Adam Przechrzta tworząc postać Janusza Korpackiego postawił na jeden przepis – wzorując się na postaci Jamesa Bonda, czyli najlepszego agenta specjalnego świata dodał mu sporo siły, inteligencji i wiedzy, zabierając jednak nieco z uroku osobistego. Choć Janusz również działa jak lep na kobiety i jego pojawienie się sprawia, że wszystkim żywiej bije serce. Polską dumę bardzo łatwo połechtać przedstawiając tego typu postać. Już w pierwszym tomie, czyli „Chorągwi Michała Archanioła” nasz bohater pokazał się z jak najlepszej strony udowadniając, że polscy pracownicy uczelni wyższych nie mają sobie równych! O dziwo fakt ten nie razi absurdalnością, ponieważ widać, że autor dokonał takiego zabiegu z absolutnym rozmysłem i sam dobrze bawi się pisząc kolejne rozdziały. Czytelnikom również lektura może zapewnić sporo rozrywki, szczególnie że czasami pojawiają się niespodziewane zwroty akcji, a bohaterowie mimo swoich licznych zalet nie są skazani na zwycięstwo.

W „Białych nocach” pojawiają się również liczne nawiązania do drugiego serialu autora, czyli cyklu o Razumowskim. Dzięki temu zabiegowi sprawił, że przygody Korpackiego są w pewien sposób kontynuacją tamtej historii, której akcja zaczyna się podczas oblężenia Leningradu. Nie robi tego jednak na siłę i sprytnie splata wątki, a czytelnik z jeszcze większym zaciekawieniem może śledzić obie serie.

Jedyną wadą „Białych nocy” jest fakt, że spora część postaci poza pojedynczymi została przedstawiona bardzo pobieżnie, choć niektóre przejawiają pewien potencjał. Pytanie, czy przy zwyczaju autora do powracania do starych wątków jeszcze kiedyś się pojawią. Tego nie da się przewidzieć, ale znowu w pewien sposób pobudza to ciekawość. Jest to pozytywna cecha w przypadku powieści, która skupia się na akcji i zagadce kryminalno-szpiegowskiej. Mimo, że główne wątki nie są szczególnie skomplikowane, autorowi udało się przedstawić całą intrygę tak dawkując kolejne fakty, że jej rozwiązanie nie jest tak bardzo oczywiste.

„Białe noce” jak praktycznie wszystkie książki Adama Przechrzty napisane są poprawnie, a jej styl idealnie odwzorowuje treść. Trudno tu spodziewać się literatury wyższych lotów, ale powieść nie miała na celu zmieniać światopoglądu czytelnika, czy go zachwycić artyzmem, a zapewnić mu dużą dawkę szybkiej i wciągającej rozrywki. To zadanie spełniła w pełni. Mimo ogólnej prostoty aż chce się sięgać po kolejne powieści tego autora.

Jeśli zatem interesują was książki z dużą dozą akcji, bohaterami przy których inni agencji specjalni są jak przedszkolacy, a wszystko to w rosyjskim sosie z elementami Specnazu, mafii i wódki, „Białe noce” są lekturą dla was. Mimo, że jest to drugi tom cyklu (a wliczając cykl o Razumowskim nawet o wiele dalszy), można bez większych problemów rozpocząć od niego lekturę. Co prawda warto zapoznać się z „Chorągwią Michała Archanioła”, ponieważ część nawiązań może bez jej znajomości okazać się niejasna, jednak jej lektura nie jest konieczna.

Dyskusja