Szybko, łatwo i przyjemnie? – recenzja gry „Kieszonkowe kasyno”

Fani Las Vegas będą zawiedzeni. Próżno tu szukać ogromnych neonów i zdobionych złotem sal, nie ma też dużych stawek, niebotycznych wygranych i wielkich… przegranych. Co więc oferuje wydana przez Trefl niewielka planszówka Kieszonkowe kasyno? No i przede wszystkim, czy w ogóle warto na nią postawić? O tym w poniższej recenzji.
Kieszonkowe tylko z nazwy, ale za to… ładne

Jeśli ktoś myśli, że Kieszonkowe kasyno zmieści mu się w kieszeni, to prawda, o ile jest kangurem albo lubi mocno oversize’owe ciuchy. Pudełko ma aż 21 na 14 cm, mimo że wszystkie znajdujące się w nim elementy realnie zajmują mniej niż jego połowę. Szkoda, bo jeśli nie chce się marnować miejsca, przy zabieraniu gry ze sobą, trzeba zorganizować na nią opakowanie zastępcze. Co jest w pudełku oprócz niepotrzebnego powietrza?

Zawartość otwiera siedem ładnych i solidnie wykonanych białych kostek o szesnastomilimetrowym boku. Na każdej z nich znajduje się taki sam zestaw sześciu różnych symboli rodem z jednorękich bandytów. Znaki umieszczono również w różnej liczbie na 35 kartach. Te są standardowej grubości, za to dobrze wycięte, do tego połączono na nich minimalistyczne grafiki z przyjemnymi kolorami, co cieszy oko. Ostatnim ogniwem jest 50 tekturowych żetoników. Wbrew pozorom potrzeba stosunkowo dużo siły, aby je złamać (tak, sprawdziłem), dlatego wytrzymają sporo rozgrywek. Miłym dodatkiem są dwa woreczki strunowe ułatwiające przechowywanie elementów.

Proste i losowe, ale… chyba o to chodzi

Tytuł przeznaczono dla od dwóch do pięciu graczy w wieku powyżej 8 lat. Jego instrukcja jest krótka i przejrzysta. Pozostawia niedomówienie tylko w jednym aspekcie, ale jakkolwiek się go nie rozwiąże, nie wpływa to aż tak znacząco na grę. Przygotowanie trwa dwie minuty, a sama rozgrywka plus/minus kwadrans w zależności od liczby rywalizujących. Przed startem zabawy bierze się siedem kart na gracza i razem tasuje. Następnie pięć rozkłada odsłonięte na środku stołu, z reszty tworzy się stos dobierania. Każdy otrzymuje także dziesięć żetonów. I tyle, już można zaczynać.

W swojej turze zawodnik rzuca siedmioma kośćmi i dopasowuje symbole, które wypadły, do tych znajdujących się na kartach. Zawsze jeśli trafi chociaż jeden, może wydać żeton, aby przerzucić pozostałe kości, jeśli nie trafi, zostaje z niczym. Jeżeli uzbiera wszystkie obrazki z wybranych kart, próbuje je zabezpieczyć. W tym celu ponownie turla wszystkimi kośćmi. Gdy znajdzie się na nich przynajmniej połowa grafik, może zabrać karty. Jeśli nie, aż do jego następnej tury inni gracze będą mogli ją przechwycić. Kolejna osoba uzupełnia pulę odsłoniętych kart do pięciu no, chyba że wyczerpał się stosik. Wtedy gra dobiega końca. Wygrywa gracz, który po zsumowaniu punktów z kart i żetonów osiągnie najwyższy wynik.

Nie dla wszystkich, ale… wielu się spodoba

Kieszonkowe kasyno jest mocno losowe, ale to nie powinno nikogo dziwić. Ogromną rolę szczęścia nieco niweluje możliwość wyboru kart z różną liczbą symboli, a tym samym stawiania na mniejsze, lecz pewniejsze wygrane lub bardziej znaczące, ale obarczone dużym ryzykiem. Trzeba także rozważnie gospodarować żetonami, bo to one często na końcu decydują o wygranej lub porażce. Do zwycięstwa przybliża również obserwowanie, jaką pulę aktualnie zgromadzili rywale, aby wiedzieć, czy wystarczy spokojnie ciułać punkciki, czy trzeba zacząć grać bardziej agresywnie. Trudno jednak mówić o wielkich strategiach i złożonych decyzjach.

Gra spodoba się osobom szukającym szybkiej i prostej pozycji, którą bez trudu zrozumieją gracze na co dzień stroniący od planszówek albo zagrywający się co najwyżej w Monopoly czy Chińczyka. Kieszonkowekasyno może też być dobrym wyborem dla dzieci. Nauczy je rozumienia konsekwencji podejmowanych decyzji i prostej oceny ryzyka. Z pewnością pokaże również, że czasami nie liczą się umiejętności, strategia, ani zdolności przewidywania, bo wygrywa ten, do którego akurat uśmiechnął się los… Zupełnie jak w życiu.

Nie jako danie główne, ale… lekka przekąska

Kieszonkowe kasyno to niewymagająca dużo czasu oraz większego skupienia gierka, która może sprawdzić się na imprezach, podczas rodzinnych spotkań, pikników, wycieczek czy jako odskocznia po zaciętej rywalizacji przy skomplikowanym tytule. Da się w nią także grać w dwójkę, ale lepiej wypada przy większej liczbie osób. Nie jest to pozycja, w którą zagrywa się godzinami i wraca do niej z wypiekami na twarzy, a raczej mała (po wyjęciu z pudełka), zjadliwa przekąska, którą warto mieć czasem przy sobie.

Ocena: 5/10

Za grę dziękujemy wydawnictwu Fabryka Kart Trefl-Kraków.

Dyskusja