Bo jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. I dusze – recenzja gry „Boss Monster: Powstanie Minibossów”

Podziemia, lochy i wszelakie inne dziury w ziemi dosyć mocno zapisały się w popkulturze. Wiele tytułów wręcz opiera się na tym pomyśle, nie wspominając o nawiązaniach i wstawkach. Wystarczy wymienić najpopularniejszą grę fabularną świata, Dungeons & Dragons, czy liczne produkcje komputerowe. W większości przypadków trafia nam się rola „zwiedzania” i pokornego przyjmowania trudności na siebie.

Boss Moster ukazuje jednak to zagadnienie od kuchni. Naszym zadaniem będzie bowiem rzucanie kłód pod nogi i oglądanie z satysfakcją efektów. A im więcej żałosnych bohaterów zakończy swą marną egzystencję, tym lepiej. Dla nas. Jak się prezentuje najnowsze wydanie tej słynnej na całym świecie karcianki?

Bo potwór musi wyglądać

Gra trafia w nasze zbrodnicze łapska zapakowana w bardzo ładne pudełko, ozdobione wszędobylskimi pixelartami w stylu retro. Nie jest ono zbyt wielkie, więc spakujemy je w podróż do torby czy plecaka. A nawet jeśli kończyłoby nam się miejsce na regale, to Boss Monster prawdopodobnie się zmieści, chociaż prościej by było po prostu przestać kupować kolejne produkcje, ale nie oszukujmy się, ciężko. Na spodzie opakowania możemy przeczytać opis rozgrywki i zobaczyć przykłady kart, które dodaje to rozszerzenie. Wewnątrz znajdujemy jaskrawą instrukcję, jej skróconą, podręczną wersję, wypychankę z Monetami oraz wypraskę z trzema przedziałami, zawierającą karty podzielone na kilka podkategorii. Najliczniejszą z nich stanowi Talia Komnat, wykorzystywana do budowania własnych podziemi. Każda z nich ma określoną liczbę obrażeń, jakie zada wchodzącym do niej Bohaterom, typ Skarbu, determinujący profesję przeciwników, którzy będą wabieni do naszych podziemi, oraz specjalną zdolność.

Karty z tej talii dzielą się na dwa typy: zwykłe i Wypaśne (ależ zakręcone tłumaczenie). Te normalne możemy budować gdzie i jak chcemy. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby wznieść je na innej komnacie, zastępując ją. Drugi rodzaj to coś w stylu ulepszenia już obecnego w naszym lochu pomieszczenia, znacznie potężniejszy, ale znaleźć się on może tylko na istniejącej pułapce. Co więcej, muszą się im także zgadzać typy skarbów.

To nie wszystko, co możemy znaleźć w tej talii, ponieważ to wydanie dodaje tytułowych Minibossów, którzy figurują jako Komnaty. Są oni jednak czymś całkowicie odmiennym. Dopisują się do pomieszczenia, w jakim zostali umieszczeni, zwiększając jego potencjał. Każdy Miniboss ma unikalne zdolności. Co więcej, wydając Monety, możemy rozwijać siłę naszego sługusa, odblokowując kolejne efekty.

Wspomniane wyżej Monety to kolejny, całkowicie nowy element w serii Boss Monster. Mają one różnorakie zastosowanie. Możemy dzięki nim wzmacniać niektórych Bohaterów, aktywować komnaty, czy wręcz wyłączać karty przeciwnika. Niestety nie zawarto żadnego woreczka czy sektora do przechowywania pieniążków, co sprawia że plączą się po całym opakowaniu i trzeba je wydłubywać przed sesją.

Kolejnym istotnym elementem jest Talia Czarów. Te potężne karty służą do natychmiastowego wywołania jakiegoś efektu. Najczęściej do zaszkodzenia innym graczom, nie oszukujmy się. Nic tak nie cieszy, jak dokopanie bliźniemu w planszówce :).

W pudełku mamy też oczywiście wspominanych już Bohaterów. Są to odważni poszukiwacze przygód, którzy wyznaczyli sobie za cel podbicie naszych lochów i serc pięknych niewiast. Oczywiście im się to nie uda, ale nadzieja umiera ostatnia. Karty z tej talii występują w dwóch wariantach: pierwszy z nich to tacy przeciętni bohaterowie, słabi i mało warci. Gdy jednak w mieście wyczerpią się słabeusze, na horyzoncie pojawią się LEGENDARNI. Nowe twarze w naszych lochach stanowią spore wyzwanie, nawet dla rozwiniętych podziemi pod koniec rozgrywki. Ich dusze są warte dwa razy więcej niż normalne, co sprawia, że gra zaczyna sprintować do finału. Warto jeszcze wspomnieć o opisach bohaterów, które mają wartość w czystym złocie. Wielokrotnie może się zdarzyć, że gracz „prześpi” swoją turę, czytając opis na przykład Petrosa, Karłowatego Szlachcica. Nawiasem mówiąc, gra zawiera bardzo dużo nawiązań do popkultury.

Ostatnim, ale nie najmniej ważnym typem kart są nasze podobizny. Może nie dosłownie, chyba że za waszą domeną uważacie pazury i zębiska. Mam na myśli Talię Bossów. Każdy z nich ma unikalną zdolność oraz liczbę PeDeków. Te ostatnie służą do ustalania kolejności w grze.

Warto zaznaczyć, że wszystkie karty Boss Monstera mają własny, pixelowy obrazek, będący majstersztykiem w swojej dziedzinie. Kolorowe retro-grafiki cieszą oko i umilają czas oczekiwania na swoją turę.

Jak nie kolce, to kobold

Gra przebiega w systemie turowym. Zaczyna gracz z największą ilością PeDeków. Najpierw odkrywamy Bohaterów w mieście i każdy przy stole dociąga Komnatę, a następnie wszyscy możemy wybudować jedną ze swojej ręki, by wzmocnić swój loch. Płacąc Monetę mamy zamiast tego możliwość zrekrutować Minibossa do istniejącej już komnaty. Następnie następuje faza Przygód. Herosi wychodzą z karczem i udają się do podziemi gracza mającego najwięcej nęcących ich skarbów. Na przykład Mag uda się do Podziemi, gdzie umieszczono najwięcej ksiąg. Wiadomo, nie da się oprzeć perspektywie poznania innej wersji kuli ognia czy przepisu na naleśniki. Później pozostaje sprawdzić, czy uśmierciliśmy śmiałków wchodzących do naszych dziur w ziemi. Jeśli tak, ich dusze dodają punkty odpowiednim Bossom. Jeżeli nie, zadają oni obrażenia naszemu awatarowi. A potem zaczyna się kolejna tura. W międzyczasie w powietrzu cały czas fruwają Zaklęcia i triumfalne okrzyki. Gra toczy się do momentu, gdy jakiś gracz uzbiera dziesięć dusz w swojej kolekcji. Kiedy jakiś uczestnik odniesie pięć ran, odpada. Ostatecznie i nieubłaganie.

Ile razy można do jednego lochu włazić?

Powstanie Minibossów to trzecie już wydanie tej kultowej gry. Zawiera ono wiele nowych elementów, które ukazują zabawę w knucie z innej perspektywy. Dochodzą bowiem Monety potrafiące nieźle zamieszać. Ponadto dodatkowi sługusi niezwykle urozmaicają szare, pixelowe ściany naszych kryjówek. Z racji nowych mechanik niestety podstawowe rozwiązania znane z klasycznego Boss Monstera nie zostały zbyt rozwinięte. Sprawia to, że gra tylko w tę wersję momentami opiera się na liczeniu – Monet i na to, że dostaniemy dobrego Minibossa. A jak z połączeniem z innymi zestawami? Nawet jeśli zastosujemy tylko jeden zestaw Bohaterów i dodamy opcjonalną zasadę, wedle której w zamian za odrzucenie karty dostajemy Monetę, problematyczne jest dobranie Minibossa, akurat gdy mamy z nim synergię. Nie zmienia to faktu, że gra się wybitnie. Zarówno w związku z klasycznym Boss Monsterem, jak i singlowo.

Partie w Boss Monstera nie są długie. Ekipa znająca zasady może ukończyć sesję w trzydzieści minut. Jest to jednak intensywny czas, gdyż planować musimy nie tylko optymalizację obrażeń i efektów naszych podziemi, ale także liczbę skarbów, jakie mamy u siebie. Nawet najmocniejszy loch nie zwycięży, jeśli żaden śmiałek do niego nie wejdzie. Atmosfera często jest gorąca, gdy kilku uczestników chce dopaść tego, który odważył się wyjść na prowadzenie. Śledzenie aktywnego gracza czasami może sprawić problemy, zwłaszcza w dużym gronie, więc przydaje się plakietka „Active Player”. Albo zakrętka od długopisu…

Element losowości ma w tej grze całkiem spore znaczenie, gdyż nigdy nie wiemy, czy dobierzemy to, czego potrzebujemy. Nie zaburza on jednak rozgrywki, tylko czyni ją bardziej nieprzewidywalną i unikatową. Zwiększa też regrywalność produkcji, która i tak jest naprawdę wysoka. Do kolorowego świata pixelartu po prostu chce się wracać. Choćby po to, żeby dokopać innym graczom. Albo Bohaterom.

Chociaż gra jest przeznaczona dla od dwóch do czterech uczestników, to najlepsza zabawa pojawia się w pełnym komplecie. Walka o upragnionych śmiałków staje się wtedy naprawdę zacięta, a obserwowanie skarbów i „poker face’ów” innych dodaje smaczku. Niemniej jednak, w mniejszym gronie także jest to dobra produkcja.

Do kogo skierowano tę grę? W gruncie rzeczy możemy zagrać w nią z kimkolwiek, przy każdej okazji. Wyjątek stanowią małe dzieci, które nie dorosły jeszcze do tematyki karcianki. Podawać możemy ją jako aperitif lub jako główne danie przy kilkugodzinnym posiedzeniu nad stołem. Jest ona także świetnym prezentem dla każdego, komu podobają się klimaty fantasy z humorem. Jeśli posiadacie już podstawową wersję tej gry, możecie rozważyć zakup tego wydania. Dodaje ono sporo naprawdę udanych pomysłów. Macie możliwość także pokusić się o połączenie zestawów, jednak karty opierające się na Minibossach nie zawsze mają dobre synergie, gdyż znacznie zwiększona ilość kart Komnat sprawia, że dobranie Małego Szefa często rodzi problemy.

Tytuł ten jest naprawdę udany i cieszy się sporą popularnością na świecie. Bo nawet, jeśli nie kupiły was te grafiki, to z pewnością zrobi to możliwość zagrania „tym złym”.

Ocena: 9/10
Za grę dziękujemy wydawnictwu Fabryka Kart Trefl-Kraków.
Dyskusja