Gdzie dwie głowy, tam nie trzy – recenzja gry „Kieszonkowy bystrzak”

Kieszonkowy bystrzak to prosta gra, przy której już od lat dobrze bawią się kolejne pokolenia. Jej banalne zasady w połączeniu z tym, że może w nią grać jednocześnie od jednej do dziesięciu osób sprawiają, że trudno znaleźć lepszą zabawę w podróży.
Jak wygląda Bystrzak?

W pudełku z grą znajduje się instrukcja oraz 55 kart, które z jednej strony mają jedną konkretną literkę, z drugiej natomiast kategorię (np. „Ryby”, „Budowa” czy „Części ciała”).

Można się nimi bawić na kilka sposobów:

  • w pierwszym wariancie tasuje się karty i umieszcza na środku stołu, literami ku górze. Ciągnie się pierwszą kartę i kładzie obok stosu, odkrywając kategorię. Gracze wykrzykują słowa pasujące do tematyki i rozpoczynające się na widoczną literę, a najszybszy z nich otrzymuje kartę w nagrodę. Gra toczy się do wyczerpania talii.
  • w drugiej opcji rozpoczęcie wygląda podobnie, jednak gracze nie przekrzykują się, a wszyscy w kolejności muszą wypowiedzieć odpowiednie słowo z widocznej kategorii, rozpoczynające się na daną literę. Nie mogą jednak użyć wyrazu, który już w tej turze padł. Runda kończy się, jeśli ktoś nie zna odpowiedzi (za karę otrzymuje wszystkie karty ze stosu odrzuconych) lub każdy powie po jednym słowie (wtedy karta kategorii zostaje odrzucona i dobiera się nową). Gra toczy się do końca talii.
  • w trzecim wariancie każdy powinien zaopatrzyć się w kartkę i ołówek. Karty jak zwykle układa się w stos z widoczną literą, odsłania się cztery kategorie i uruchamia stoper lub klepsydrę. W ciągu jednej minuty należy wypisać możliwie najwięcej słów rozpoczynających się na odpowiednią literę, związanych z odsłoniętymi tematami. Każde unikatowe słowo warte jest 3 punkty, pozostałe – 1 punkt. Każda kategoria, z której gracz nie wymyślił ani jednego słowa, powoduje stratę 2 punktów. Tradycyjnie gra kończy się wraz z talią.

Czy warto być bystrym?

Jak widać Kieszonkowy bystrzak oferuje szybką, niezobowiązującą zabawę, jednak wymuszającą używania szarych komórek. By się w nią grać, nie potrzeba ani miejsca, stołu, czy czegokolwiek innego (oprócz ostatniego wariantu). Instrukcja proponuje wręcz możliwość skracania lub wydłużania czasu czy zmieniania liczby kart. Całe szczęście, dzięki własnej inicjatywie, można samodzielnie wzbogacić grę. Jest to konieczne, gdyż w drugim, najbardziej rozpoznawanym, trybie gry, wedle zasad, rozgrywka jest stosunkowo nudna. Kiedy każdy ma wymyślić tylko jedno słowo z kategorii, jest to banalne zadanie. Jeśli jednak gra się bez tego ograniczenia i kolejka przechodzi na następnego gracza aż do momentu, kiedy ktoś się nie podda, zabawa wiele zyskuje.

Nawet istniejące wady mechaniki można łatwo modyfikować, wedle własnych upodobań. Drugim drobnym minusem jest strona estetyczna. Co prawda rysunki nie są brzydkie i nie można im zarzucić braku czytelności, jednak dzisiejsze dzieciaki, do których jest ona głównie skierowana, mogą nie odebrać ich jako atrakcyjnych. Co prawda ilustracja na pudełku, w porównaniu z poprzednią wersją, poprawiła się, jednak wnętrze pozostało takie samo. Co trzeba przyznać wydawnictwu Trefl, karty jak zwykle nie sugerują oszczędności w produkcji, a ich wielkość i czytelność również mają pozytywny wpływ na grywalność.

Czy uczyć się na błędach?

Kieszonkowy bystrzak mimo kilku drobnych wad jest grą, która wielu osobom – niezależnie od wieku – umili czas w podróży czy spotkanie ze znajomymi. Każda rozgrywka trwa maksymalnie kilkanaście minut, dzięki czemu nawet dzieci nie powinny zdążyć się znużyć, natomiast banalne zasady sprawiają, że jest to tytuł uniwersalny niemal dla każdego. W połączeniu z przyzwoitą jakością wykonania i niską ceną, stawia to tę pozycję wśród innych, którymi warto się zainteresować.

Za grę dziękujemy Fabryce Kart Trefl-Kraków.
Dyskusja