Kiedy legendy stają się rzeczywistością… – recenzja książki „Everless”

Wśród książek dla młodzieży pojawiło się już wiele tytułów, których motywem przewodnim są podziały. Bogaci i biedni, ciemiężcy i uciemiężeni, te motywy znamy bardzo dobrze. Zatem co sprawia, że nam się nie nudzą? Cóż, każda pozycja ma pewien znak rozpoznawczy, coś czym się wyróżnia na tle innych książek. W zasadzie musi go mieć, aby wzbudzić ciekawość czytelnika. Tak jest i tym razem.

Jules Ember to dziewczyna, która potrafi zatrzymać czas i poniekąd go kontrolować. Razem z ojcem wiodła spokojne życie pełniąc służbę w Everless – do czasu. Wypadek, jaki miał miejsce w posiadłości arystokratów Gerlingów zmusił ją i ojca do opuszczenia murów miasta. Od tej pory muszą się ukrywać przed wymierzeniem surowej kary. Los jest przewrotny i po latach ciągnie bohaterkę ponownie w sidła Everless, do którego wraca na służbę. Tym razem będzie usługiwać samej królowej oraz pomagać w przygotowaniach do ślubu jej miłości z dzieciństwa – księcia Roana i córki królowej – księżniczki Iny. Okazuje się, że nie jest to jedyne zmartwienie dziewczyny…

Witajcie w Semperze, gdzie walutą jest czas

Po lekturze „Everless zaczniecie postrzegać pojęcie czasu zupełnie inaczej. W królestwie Sempery czas jest dosłownie walutą w postaci krwawych monet, które starannie są odlewane ze „specjalnego” żelaza. Nie bez powodu nazywane są krwawymi, gdyż do ich wytworzenia potrzebna jest ludzka krew. Tą brudną pracą zajmują się lichwiarze, przy pomocy alchemii wysączają z ludzi życie w postaci godzin, dni, a nawet lat. Jest to zapłata dla wysoko postawionych, dla tych, którzy sprawują władzę i „chronią” ziemie Sempery – dla arystokracji. Dzięki takiej zapłacie mogą żyć nawet kilkaset lat, jak? Rozpuszczając monety w grzanym winie i pijąc go wtłaczają do swych ciał kolejne dni życia, które już dawne powinno zakończyć swój ziemski padół. O ile nie miałam problemu z zaakceptowaniem czasu jako krwawej waluty to ciężko było mi zaakceptować sposób „wydawania” tych jakże kosztownych monet. Zwyczajnie nie pasowało mi do tego ich przeznaczenie i funkcja znana chociażby z dnia codziennego i innych książek, a to dlatego, że pierwszy raz spotkałam się z tak unikatowym pomysłem połączenia czasu, krwi i pieniędzy. Z każdą kolejną stroną książki przyzwyczajałam się do zasad panujących w Semperze i ostatecznie nie wyobrażam sobie królestwa w innej postaci i z innymi zasadami.

Legenda staje się prawdą

Każde szanujące się królestwo w powieściach musi posiadać swoją religię, wierzenia oparte na heroicznych bohaterach, a wręcz bóstwach. Tworząc świat „Sempery” autorka o tym nie zapomniała. Przy czym legenda o Czarodziejce i Alchemiku nie jest tylko pustą opowieścią przekazywaną z pokolenia na pokolenie, zawiera głębszy sens, przesłanie, które mogą zrozumieć tylko nieliczni – wybrani. Sama legenda opowiada o zdradzie i powstaniu pradawnej alchemii, dzięki której powstały krwawe monety. Pomysł ciekawy, ponieważ w logiczny sposób spina w całość wątek związany z obowiązującą walutą. Nie jest to tylko ckliwa historyjka, przedstawiona na samym początku przygód Jules. Wydarzenia wciąż nawiązują do legendy, tłumaczą ją a na samym końcu powieści – urzeczywistniają, z jakim skutkiem? Tego nie mogę zdradzić, ale obiecuję, że czytelnicy będą zaskoczeni.

Uciekaj Jules, uciekaj!

W powieści nie zabrakło także miłosnych rozterek, choć przyznam, że autorka nie przesadziła w tej kwestii. Umiejętnie wyważyła sercowe problemy bohaterki wplatając je w akcję. Dzięki temu czytelnicy śledzą poczynania Jules bez zbędnych miłosnych opisów spowalniających przebieg fabuły. Sama postać pierwszoplanowa została dobrze przemyślana, Jules jest silną młodą kobietą, jednak w obliczu największego niebezpieczeństwa nie jest niezwyciężona pomimo ukrytych zdolności, którymi dysponuje. Może miałaby większe szanse w walce, gdyby lepiej poznała swoją moc. I tutaj płynnie przejdę do kolejnej zalety powieści. Bohaterka wciąż się rozwija, ale nie w supernadnaturalnym tempie, co czyni ją bardziej ludzką. Brak całkowitej wiedzy na swój temat stał się pretekstem do napisania kolejnej odsłony przygód Jules, ponieważ pierwszy tom nie ma finalnego zakończenia. Walka trwa nadal i odejście w cień jest tylko tymczasowe.

Sara Holland wykreowała piękny świat osadzony w realiach fantasy. Zadebiutowała powieścią, która wzbudzi ciekawość nie tylko młodszych czytelników. Z niecierpliwością czekam na kontynuację „Evermore i mocno trzymam kciuki za Jules, jak i za samą autorkę.

Dyskusja