Kosmiczna drobinka – recenzja książki „Wszechświat jako nadmiar”

Niedawno minęła pięćdziesiąta rocznica pierwszego lądowania człowieka na Księżycu. W związku z tym i ze zbliżającą się piątą dekadą od ostatniego lądowania człowieka na naszym naturalnym satelicie, Marek Oramus – pisarz i felietonista, który kojarzony jest zarówno z fantastyką jak i astronomią postanowił wydać zbiór swoich artykułów dotyczących zarówno wyprawy człowieka w kosmos, jak i rozprawie nad jego rolą w kreacji wszystkiego.

Książka została podzielona na części dotyczące konkurencji pomiędzy USA a ZSRR w wyścigu w kierunku Księżyca, rozprawie na temat mnogości planet i możliwości istnienia na nich życia, ludzkich możliwościach samozagłady czy zasadności naukowej futurologii. Kolejne rozdziały prowadzą czytelnika przez sporą ilość danych astronomicznych i historycznych, dzięki którym można poznać rolę człowieka i państw w otaczającej nas pustce. Co prawda dla czytelników zainteresownaych tematem nie będzie tutaj zbyt wiele nowości, jednak dla „świeżych” amatorów tej tematyki, „Wszechświat jako nadmiar” może być interesującym zbiorem ciekawostek i informacji.

Już po samym tytule można jednak wywnioskować jakie motto przyświeca całemu dziełu. Oramus w kolejnych artykułach stara się udowodnić teorię, że całe stworzenie powstało tylko po to, żeby na skutek zbioru nioprawdopodobnych wydarzeń doprowadzić do powstania ludzkiej rasy. Dla niego oczywistym jest fakt, że to, że skoro na jednej z miliardów planet doszło do tak niezwykłego zbiegu okoliczności najpierw pozwalającej na powstanie życia, a potem na kataklizmy usuwające z drogi człowieka innych konkurentów, oznacza że homo sapiens sapiens jest nie tyle szczytowym osiągnięciem, ile celem powstania wszechświata. Chrześcijańska koncepcja przebija z kolejnych scen i wyraźnie pokazuje światopogląd autora. Bo czy gdyby stworzyły nas inne warunki i wyglądalibyśmy inaczej, nie moglibyśmy tak myśleć?

Sama forma zbioru felietonów zbieranych przez lata sprawia, że w książce roi się od powtórzeń i podobnych wniosków wysnuwanych na podstawie różnych przesłanek. Co prawda trudno było tego uniknąć, za co autor we wstępie przeprosił, jednak swego rodzaju determinizm aż bije po oczach. Sprawia to wrażenie, że Oramus nie tyle opisuje fakty i wyciąga z nich wnioski, ile dopasowuje odpowiednie fakty do wniosków. Nie oznacza to jednak, że książka pozbawiona jest warstwy merytorycznej. Tak bynajmniej nie jest, a niekorzystny jest raczej sposób jej ukazania.

Nie ucierpiał na nim styl w jakim cały ten misz-masz został przedstawiony. Kolejne rozdziały można czytać bez problemu, Oramus bowiem nie sili się na szczególnie naukowy ton wypowiedzi. Sprawia to, że „Wszechświat jako nadmiar” przystępny jest dla każdego czytelnika, a brak naukowego, hermetycznego języka pokazuje, że celem ksiązki nie była chęć udowodnienia swojej inteligencji i akademickich aspiracji.

Jeśli interesujecie się historią podboju kosmosu i możliwości jej kontynuacji oraz rolą człowieka we wszechświecie, książka wydana przez wydawnictwo Zysk i s-ka może stanowić dla was nie tyle zbiór informacji, a pokazać inną perspektywę na tę tematykę. Czy słuszną, czy nie, zostaje już w gestii czytelnika. Natomiast jeśli jesteście tym zainteresowani, ale jeszcze jesteście na początku przygoty, może ona stanowić dobry pierwszy krok w tym kierunku.

Dyskusja