List zamknięty w sakiewce – recenzja gry karcianej „List miłosny”

List miłosny to tytuł, którego raczej nie trzeba nikomu przedstawiać. Mogę śmiało powiedzieć, że to swojego rodzaju klasyk, który podzielił planszówkowiczów na tych co go kochają i tych co nie znoszą. Ta wielokrotnie nagradzana karcianka doczekała się zupełnie nowej, odświeżonej odsłony. Czy i tym razem ponownie podbije nasze serca? Czy może po raz kolejny podzieli graczy na jej wielbicieli i przeciwników?

List miłosny to szybka gra karciana przygotowana dla od 2 do 6 uczestników, wcielających się w rolę absztyfikantów rywalizujących o względy Księżniczki. Ich celem jest dostarczenie listu do młodej damy, wykorzystując pomoc sojuszników, przyjaciół oraz członków rodziny królewskiej. Projektantem gry jest Seiji Kanai, natomiast ilustracje postaci przygotował Adrew Bosley.

List w sakiewce

Tym razem zamiast tradycyjnego pudełka otrzymujemy piękny, zamszowy woreczek z nadrukowaną grafiką. Muszę przyznać, że został naprawdę dobrze wykonany, dzięki czemu gra od samego początku prezentuje się bardzo ładnie. W jego środku znajdziemy 21 kart postaci, 6 kart pomocniczych, 13 żetonów przychylności oraz instrukcję. Te wszystkie elementy również przygotowano z dużą dbałością o szczegóły. Można powiedzieć, że w drobnej sakiewce skrywa się mały skarb. Kartoniki postaci są grube i kolorowe. Znaczniki punktów także prezentują się świetnie.

Jak nadać list?

Przed rozpoczęciem wyścigu o względy królewny należy przetasować karty i rozdać po jednej każdemu uczestnikowi, natomiast resztę talii położyć najlepiej na środku stołu. Pierwszy kartonik z wierzchu odpada z gry i do końca rundy powinien pozostać zakryty obok stosu.

Zasady Listu miłosnego opierają się na prostej regule „Dobierz kartę, zagraj kartę”. Właściwie to wszystko. Więc co sprawia, że ten tytuł jest tak intrygujący? Głównie negatywna interakcja i blef. Uczestnicy walczą między sobą, starając się wyeliminować przeciwników, ponieważ rundę wygrywa ostatni ocalały lub ten kto posiada na ręce najwyżej punktowaną kartę. W talii mamy określoną liczbę postaci obecnych na dworze. Dlatego też po rozpatrzeniu akcji nie odrzucamy bohatera, tylko kładziemy go odkrytego bezpośrednio przed sobą. Dzięki temu reszta uczestników wie, jakie karty zostały zagrane i mogą podejrzewać, które nadal pozostają w grze. Jednym z ważniejszych elementów jest kartonik samej księżniczki. Wyrzucenie go powoduje automatyczne odpadnięcie. Czasem trzeba nakombinować się, aby utrzymać królewnę do końca i nie dać się złapać. Runda kończy się gdy wyczerpią się dostępne karty lub gdy pozostanie tylko jeden absztyfikant na placu boju. To ile przeprowadzimy tur nie jest ściśle określone, gramy do momentu kiedy któryś z obecnych przy stole zbierze odpowiednią liczbę żetonów przychylności.

Warto wspomnieć, że w nowej odsłonie Listu miłosnego pojawiły się dwie zupełnie nowe postacie: Kanclerz oraz Szpieg. Ten pierwszy posiada bardzo interesującą zdolność. Pozwala na dobranie dwóch kart z talii, dzięki czemu będziemy mieć na ręce trzy. Wybieramy jedną z nich, natomiast resztę umieszczamy na samym końcu talii dobieranych bohaterów. Natomiast Szpieg jest dość neutralny i nie wywołuje żadnego efektu gdy zostanie odrzucony lub zagrany celowo. Jednak może zapewnić dodatkowy żeton przychylności. Stanie się to tylko jeśli gracz, który jako jedyny wyrzucił kartę Szpiega przetrwa do zakończenia danej tury. Nie zależnie od tego czy ją wygrał czy nie.

Bez skrupułów

Jak już wcześniej wspomniałam, w Liście miłosnym mamy dużo negatywnej interakcji. Można powiedzieć, że na tym właśnie opiera się ta gra – na przeszkadzaniu sobie nawzajem, blefowaniu i zdobywaniu za wszelką cenę punktów przychylności. Nie zważając na innych, pozbawieni skrupułów staramy się wyeliminować swoich przeciwników. To właśnie ten element sprawia, że bardzo pozytywnie odbieram List. Osobiście przepadam za tytułami z negatywną interakcją, po prostu lubię gdy coś się dzieje przy stole. Kiedy trzeba skrupulatnie obserwować ruchy innych graczy i analizować sytuację. Owszem, nieraz szybkie odpadnięcie (nawet czasem zanim wykonamy pierwszy ruch) z zabawy jest frustrujące. Jednak ja za każdym razem czerpię sporą frajdę z rozgrywki. Angażująca rywalizacja, spora regrywalność to zdecydowanie zalety karcianki.

Gdzie jest list?

Jeśli chodzi o klimat Listu, pomimo historii na temat tajemniczej korespondencji i oczekującej na nią księżniczce, nie wczuwamy się za bardzo w role absztyfikantów. Właściwie podczas rozgrywki nie ma żadnej wzmianki na temat rzekomej przesyłki, ani w jaki sposób zagrane karty wpływają na jej drogę do adresatki. Natomiast sam fakt, że wyrzucenie kartonika z wizerunkiem królewny oznacza natychmiastowe odpadnięcie z gry ma się nijak do fabuły. Chyba nigdy tego nie zrozumiem.

Nowe znaczy lepsze?

Nowe, bajkowe ilustracje zdecydowanie dodają uroku karciance. Są bardzo ładnie wykonane, z dużą dbałością o szczegóły. Jednak postacie rodem z filmu animowanego nie przekonują mnie tym razem. W poprzedniej wersji wizerunki bohaterów przypominały bardziej historyczne obrazy. Co tematycznie nawiązywało do klimatu arystokracji i portretów tworzonych na dworach. W nowej odsłonie Listu dostajemy barwne, wesołe ilustracje, które z pewnością mają przekonać także młodszych graczy. Jednak czy znajdą oni w nim coś dla siebie? Wypełniona po brzegi negatywną interakcją karcianka, może nie przypaść do gustu tym, którzy nie potrafią pogodzić się z szybką przegraną. Zwłaszcza, że bardzo często nie mamy wpływy na to aktualnie dzieje się przy stole.

Z poważaniem

Jak już wspomniałam, dla mnie List miłosny to już klasyk. Bardzo dobra pozycja dla tych co lubią czasem poprzeszkadzać przeciwnikom i czerpać przy tym dużo satysfakcji i zabawy. Dzięki niewielkiej liczbie kart zamkniętych w zamszowym woreczku, zmieści się w każdej kieszeni plecaka lub torebki, więc zabrać ją można dosłownie wszędzie. Na piknik lub do pubu. Gra świetnie sprawdzi się podczas luźnych spotkań z przyjaciółmi, nawet tymi mniej „planszówkowymi”. Proste zasady i szybkość rozgrywki pozwolą na sprawne wprowadzenie nowych uczestników do zabawy. Odświeżona edycja została przygotowana znakomicie. Pomimo tego, że nie jestem fanką nowych ilustracji, List Miłosny z pewnością nie raz zagości na moim stole.

Ocena: 8/10
Za grę dziękujemy wydawnictwu Rebel.
Dyskusja