Nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet… – recenzja dodatku „Wsiąść do Pociągu: Polska”

Historia kolejnictwa na planszy

Kiedy prawie 15 lat temu zagrałem po raz pierwszy w Ticket to Ride: USA autorstwa Alana R. Moona, uznałem ją za idealną grę rodzinną. Prosta, acz niebanalna mechanika, polegająca na zbieraniu kart i budowaniu tras kolejowych między miastami w USA, spodobała się wielu graczom. Wkrótce powstała wersja europejska, której jestem posiadaczem, a potem, jak grzyby po deszczu, zaczęły się pojawiać kolejne części z mapami różnych regionów świata, gra kościana i karciana, a także edycje dla najmłodszych. Warto dodać, że każdy dodatek, oprócz planszy, wprowadza indywidualną zasadę, która ma za zadanie urozmaicić rozgrywkę. Twórcy tytułu, Days of Wonder, chwalą się ponad 6 milionami sprzedanych egzemplarzy. Jeśli ktoś nigdy nie grał w planszówki, to jest to świetna pozycja na początek – nie odrzuci wysokim poziomem trudności, przyciągnie koniecznością rywalizacji i będzie cieszyć oko starannym, estetycznym wydaniem. Potwierdza to wysoka pozycja Wsiąść do pociągu w rankingu gier familijnych na portalu Board Game Geek.

Teraz Polska!

W tym roku do serii Wsiąść do Pociągu dołączyła długo oczekiwana przez polskich graczy mapa. Zawartość opakowania jest skromna – w środku znajdziemy oczywiście składaną planszę ze współczesną mapą kraju oraz karty Biletów, Państw i krótką instrukcję. Jak w przypadku każdego innego dodatku będziemy do rozgrywki potrzebowali egzemplarza Wsiąść do Pociągu: USA lub Europa, z którego musimy pożyczyć karty Wagonów, plastikowe wagoniki oraz znaczniki punktacji. Obowiązują reguły z wersji podstawowej, a instrukcja opisuje sposób działania unikatowej zasady, która jest charakterystyczna dla każdej nowej części. Grać możemy od dwóch do czterech osób.

Twoja kolej

Jak pisałem wyżej, Wsiąść do Pociągu charakteryzuje się niesamowitą prostotą. Przed rozpoczęciem każdy uczestnik rozgrywki losuje Bilety, które wskazują mu jakie miasta ma połączyć siecią kolejową. W celu zbudowania trasy między dwoma miastami gracz zbiera kolorowe karty pociągów (do wyboru ma pięć odkrytych i stos, z którego może brać w ciemno), a gdy będzie miał ich wymaganą ilość, to oddaje je na stos kart użytych i wystawia na mapę wagoniki w swoim kolorze, otrzymując punkty za zrobiony odcinek. Oczywiście inni uczestnicy zabawy mogą nam przeszkodzić, warto obserwować ich poczynania i dostosować kolejność budowania do posunięć przeciwników. Tym bardziej, że podwójne trasy między niektórymi miastami w grze dwu- i trzyosobowej są dostępne tylko dla jednego gracza – jeśli ktoś zajmie jeden tor, to pozostali będą musieli się nagimnastykować nad objazdem. Bez dworców z podstawowej wersji gry może być to niezwykle trudne, a nawet niemożliwe.

Jeśli ktoś zrealizuje wszystkie swoje Bilety, to w ramach tury może dobrać kolejne. Warto jednak pamiętać, że jeśli jakiegoś nie uda mu się zrobić, to jego wartość trzeba będzie odjąć od końcowej punktacji, ponieważ przynajmniej jeden Bilet musimy zatrzymać.

Proszę wsiadać, drzwi zamykać

Dodatkową zasadą w polskim dodatku jest budowa tras łączących kraje sąsiadujące. Na początku rozgrywki kładziemy karty Państw obok planszy, w taki sposób, że najwyżej punktowane leżą na wierzchu. Gdy wybudujemy odcinek, który połączy dwa kraje, możemy wziąć po jednej karcie z odpowiednich stosów. Jeśli się pospieszymy i żaden przeciwnik nas nie ubiegnie, to możemy w ten sposób zdobyć sporo punktów, ale skupienie się tylko na tych trasach nie daje gwarancji zwycięstwa, o czym przekonaliśmy się podczas rozgrywek testowych. Jak w większości tego typu gier sukces zapewnia równomierny rozwój i uważne obserwowanie poczynań naszych adwersarzy.

Ulubiony sport Polaków

Jak zapewne zwróciliście uwagę, nie wspomniałem jeszcze ani słowa o stronie graficznej, ani o jakości merytorycznej czy historycznej zgodności dodatku. Zazwyczaj opisuję te cechy na początku recenzji, ale tu postanowiłem wyjątkowo zachować swoje opinie na koniec. Ktoś kiedyś zażartował, że ulubionym sportem Polaków jest narzekanie i niestety Wsiąść do Pociągu: Polska kilka powodów do tegoż dostarcza.

Zacznijmy od tego, co rzuca się najbardziej w oczy, czyli od oprawy graficznej. Na okładce widnieje parowóz FabLok Ol49-69, samochód Syrena oraz trzy osoby w ubiorach z lat 50. ubiegłego wieku, a to wszystko na tle panoramy Warszawy. Mimo to zaznaczone na planszy granice są współczesne. Przyznam, że jak to ujrzałem, to byłem lekko zaskoczony. Z wyjaśnieniem spieszy jednak instrukcja:

Wprawne oko z pewnością zauważy, że stylistyka dodatku Wsiąść do Pociągu: Polska nawiązuje do lat 50., chociaż plansza przedstawia współczesne granice Polski i krajów sąsiadujących. Zdecydowaliśmy się na to rozwiązanie, aby wprowadzić graczy w klimat kolejnictwa minionego stulecia i jednocześnie zachować czytelność mapy. Dzięki temu gra nie traci walorów edukacyjnych, a rozgrywka może być niezwykle ciekawą lekcją geografii!

Mnie to niestety nie przekonuje. Tym bardziej, że odwzorowanie układu linii kolejowych nijak nie ma się do rzeczywistości, a cała Polska pokryta jest gęstym, ponurym, ciemnozielonym lasem. Do chaosu graficznego dorzucę jeszcze niezbyt dobry wybór zabytków będących ikonami miast, gdzie nie zawsze wybrano ten najbardziej kojarzony z daną lokacją. Na osobną wzmiankę zasługują rysunki reprezentujące ościenne państwa. Wszystkie są zilustrowane najbardziej znanymi i rozpoznawanymi zabytkami (np. Brama Brandenburska, Ławra Peczerska, Sobór Wasyla Błogosławionego czy Most Karola), jedynie Białoruś symbolizuje jakaś stara, wiejska chata. Te niedoróbki nie wpływają może na mechanikę rozgrywki, ale w jakiś sposób wpływają na negatywne wrażenia estetyczne, które mogą odnieść niektórzy gracze.

Dlaczego tak się stało? Można tylko gdybać, ale studiując wnikliwie instrukcję natkniemy się na końcu na stopkę redakcyjną, w której wśród autorów, grafików i testerów gry nie znajdziemy ani jednego polskiego nazwiska. W samych zasadach próżno też szukać jednej ważnej informacji – czy gracz z najdłuższą nieprzerwaną trasą na koniec gry otrzymuje 10-punktowy bonus? Zasada ta obowiązuje w podstawowej wersji gry, a także w innych dodatkach, np. w Szwajcarii i nie wiadomo, czy tu pominięto ją celowo czy też przez pomyłkę.

Stacja końcowa

Czy warto kupić Wsiąść do Pociągu: Polska? Tak, jeśli nie mamy żadnego innego dodatku, jesteśmy zagorzałymi patriotami, zbieramy każdą odsłonę serii lub gramy często w mniejszym gronie (dwie, trzy osoby). Osobna jest kwestia finansowa. W nieco niższej cenie (różnica 10 zł) zakupimy Wsiąść do Pociągu: Londyn, który znakomicie sprawdza się na mniejszą liczbę graczy, a w nieco wyższej (o 30 zł) Wsiąść do Pociągu: Indie i Szwajcaria, gdzie znajdziemy dwie mapy, co sprawia, że jeśli posiadamy te dodatki lub chcemy koniecznie mieć inną część dla urozmaicenia, to możemy Polskę ominąć.

Z grę dziękujemy wydawnictwu Rebel.
Dyskusja