Zło w służbie wyższego dobra – recenzja książki „Rubież”

Rekruci, którzy przeżyli piekło swojego nowicjatu Szarej Straży w Komandorii 54 teraz powoli sami zaczynają obrastać legendą. To, że udało im się nie zginąć podczas poprzednich przygód samo w sobie świadczy, że posiadają pewne konkretne umiejętności. Ponownie będą musieli wykorzystać swój spryt. Obecnie, kiedy zyskali realne wpływy w zakonie, a sytuacja w Imperium staje się coraz mniej pewna, staną w obliczu obcego najazdu. Jeśli do hord coraz bardziej agresywnych plemion barbarzyńców dołącza pradawne bóstwo krwi i przemocy, robi się coraz ciekawiej…

Marcin A. Guzek w kontynuacji pierwszej powieści o przygodach Szarej Straży powrócił do bohaterów, których czytelnicy mogli polubić, lub znienawidzić. Ta druga opcja wygląda na bardzo prawdopodobną, gdyż jedną z zalet powieści była realistyczna kreacja postaci. Miotały nimi najczęściej sprzeczne uczucia. Można było tutaj poznać arystokratę z przerostem ego, ale jednocześnie pogrążonym w kompleksie niższości. Obecny był młodzieniec, który żyje w cieniu swojego ojca, legendarnego Strażnika, ale również uciekinierów przed prawem, dla których zakon był jedyną szansą ucieczki przed stryczkiem. Autor pokazuje wszystkich z nich jako ludzi – kryją się w nich pokłady zarówno dobra, jak i zła. Najmniejsze szanse na przeżycie, jak w realnym świecie będą mieli ci, którzy dążą w jednym z tych kierunków. Paradoksalnie najlepiej mają ci, którzy meandrują w cieniach. I to głównie oni dożyli do drugiej części, by zacząć odgrywać realną rolę w kreowaniu polityki państwa. Jaki z tego morał? Przeżyją nie tyle najsilniejsi, a ci, którzy potrafią się adaptować i naginać swoje zasady.

Autor w drugim tomie również nie będzie szczędził razów swoim postaciom. Nie będą oni mieli łatwego życia. Świat Szarej Straży polega na układach i umowach. Tutaj nie ma zwycięzców, są sami przegrani, jedyną kwestią jest to, żeby przegrać mniej od innych. Pomiędzy bohaterami wytwarza się specyficzna więź, oscylująca pomiędzy miłością, a niechęcią. Na skutek wcześniejszych przeżyć nauczyli się jednak sobie ufać. Straż staje się dla nich nie tylko rodziną, ale również jedynym celem i sensem życia. Niestety to wymagająca rodzina, która często wymaga od swoich członków najwyższego poświęcenia. Czy wyrzutki społeczne, które zostały przyjęte do zakonu będą w stanie dokonać czegoś takiego? Czy zmiany, które się dokonują są pozytywne, czy negatywne? Czy postaci, które wcześniej postrzegały świat w czerni i bieli, dzięki zrozumieniu szarości rozwinęły się, czy coś straciły?

Marcin A. Guzek mimo swojego stosunkowo niewielkiego doświadczenia stworzył intrygujące realia i wiarygodne charaktery. Wzajemnie uzupełniają się i na siebie wpływają. Świat wymusza zmiany w postrzeganiu jego samego, natomiast bohaterowie mogą świadomie go kreować. Cały urok obu tych elementów to ich wiarygodność i nieprzewidywalność. Co prawda drugi tom, podobnie jak pierwszy trudno zaliczyć w poczet szczególnie skomplikowanych, jednak zwiększająca się ilość polityki i nieczystych zagrywek sprawia, że z każdym rozdziałem czyta się go z coraz większym zainteresowaniem. Akcja sukcesywnie porusza się do przodu i jest prowadzona przez autora w z góry zaplanowanym kierunku.

Jeśli jesteście fanami klasycznego fantasy, jednak jednocześnie nie lubicie największej przywary tego gatunku, czyli schematyczności przewidywalności, seria opowiadająca o Szarej Straży może przypaść wam do gustu. Nie unika ona banału, ale mimo wszystko zachowuje pewną świeżość. W natłoku identycznych treści broni się pewną dozą realizmu. Nie tego dotyczącego magii, lecz tego, który ma związek z charakterami postaci i ich rozwojem, ale również tym, że świat nigdy nie okazuje się takim, jak można go postrzegać. Dlatego warto dać Marcinowi A. Guzkowi kredyt zaufania i sięgnąć po jego najnowszą książkę.

 

Dyskusja