Amityville Horror – Jay Anson

Jay Anson stworzył historię bez wątpienia straszną, trzymającą w napięciu i opowiedzianą w bardzo prosty sposób, przez co czytelnik przebrnie przez nią dosłownie w jeden wieczór.Każdy miłośnik horroru odnajdzie w niej coś dla siebie, choć z pewnością w zależności od oczekiwań pozostawi po sobie zgoła inne wrażenie.

Nawiedzony dom to motyw wyjątkowo nośny nie tylko w hollywoodzkich filmach, lecz również we wszelakiej maści powieściach, a dodatkowa fraza „oparte na faktach” tylko podnosi ogólne zainteresowanie ostatecznym produktem. Niepodważalnym prekursorem całej gamy historii o nadprzyrodzonych zjawiskach jest opowieść o rodzinie Lutzów, zamieszkałej w ogromnym domu w Amityville, który z pewnych przyczyn serwował swoim mieszkańcom pełne grozy atrakcje. I choć tę sferę historii można poddawać pod wątpliwość, tak niezaprzeczalnym faktem jest tragedia, która miała tam miejsce 13 listopada 1974 roku, kiedy to Ronald DeFeo zamordował z zimną krwią swoją rodzinę. Zapis znacznie późniejszych dwudziestu ośmiu dniu spędzonych w nowo zakupionym domu przez George’a i Kathleen Lutzów stanowi fabułę recenzowanej książki, którą w zależności od indywidualnego podejścia można traktować dwojako: jako coś zupełnie zmyślonego lub opowiadającego prawdziwe wydarzenia.

Dwupiętrowa posiadłość znajdująca się na przestronnej działce z basenem i hangarem na łodzie choć kupiona za bezcen, nie wydawała się miejscem przesiąkniętym złem. Jednakże wystarczył niespełna miesiąc, aby zamieszkująca go rodzina uciekła z niego w popłochu, pozostawiając w nim cały dobytek. Początkowo niegroźne i z pozoru nic nie znaczące zdarzenia, nie powodowały w nich uczucia strachu, jednak z czasem nie tylko zaczęły przybierać na sile, lecz również bezpośrednio ingerować w ich życie i bezpieczeństwo. Równolegle do wydarzeń rozgrywających się na Ocean Avenue 112, własną walkę z nieczystymi siłami i złem prowadzi zaprzyjaźniony z rodziną Lutzów ksiądz Frank Mancuso. Od momentu poświęcenia domu w Amityville dręczą go nie tylko tajemnicze fizyczne dolegliwości, ale i jego wiara i moralność zostaje wystawiona na próbę. Coraz bardziej nasilające się upiorne przypadki prowadzą czytelnika do finału znanego im od pierwszej strony książki, choć ukazanego w sposób mogący co bardziej bojaźliwych przyprawić o nocne koszmary.

Przedstawiona przez autora historia z obecnego punktu widzenia nie wydaje się być ani unikalna ani przełomowa, jednakże jest to spowodowane jej wielokrotnym nie tyle powielaniem, ile wykorzystywaniem przez wielu twórców zawartych w niej wątków i rozwiązań. Bowiem każdy kto w swoim życiu obejrzał i przeczytał więcej niż jeden horror nieraz natknął się już na opowieści o nawiedzonych domach wybudowanych na indiańskich cmentarzach, w których rzeczy same się przesuwają, małe dzieci rozmawiają z niewidzialnymi „przyjaciółmi”, a dorośli doświadczają na sobie obecności złych mocy. Wszystkie te elementy wyjątkowo dobrze działają w tym konkretnym przypadku, więc nic dziwnego, że bardzo szybko na stałe zadomowiły się w ogromnej masie opowieści grozy. Dodatkowym czynnikiem rozbudzającym wyobraźnię czytelników jest w tym wypadku to, że autor sfabularyzował opowieści i wspomnienia rzeczywistych ludzi, którzy twierdzili, że doświadczyli wszystkich tych przerażających wydarzeń na własnej skórze, co doprowadziło ich do porzucenia domu. Przedmowa autorstwa księdza Johna Nicoli oraz kronikarski, wyzbyty z przesadnej opisowości styl, w jakim autor opowiada historię też znakomicie pozwalają czytelnikowi zatracić się i uwierzyć w przedstawione wydarzenia.

Ta specyficzna formuła książki raczej nie pozwala na zbytnie poznanie i polubienie głównych bohaterów, gdyż nie dostajemy w żadnym momencie wglądu w ich motywację czy nawet przemyślenia, jedynie jesteśmy świadkami kolejnych wydarzeń z ich udziałem. Z rodziny Lutzów wręcz śledzimy jedynie rodziców – Georga i Kathleen, zaś trójka ich dzieci stanowi postacie drugoplanowe, nie doświadczamy przerażających sytuacji razem z nimi ani z ich perspektywy, zdają się być jedynie tłem i jednym z elementów niewytłumaczalnych zjawisk. Zgoła inne wrażenia budzi postać księdza Mancuso, który toczy niemalże nieustającą walkę nie tylko z nieczystymi siłami, lecz również z samym sobą. Boryka się on bowiem nie raz z wyrzutami sumienia, iż nie jest w stanie fizycznie oraz psychicznie uporać się z zaistniałą sytuacją oraz w jakikolwiek sposób pomóc rodzinie Lutzów. Ta nierówność w traktowaniu bohaterów zaburza nieco ich wiarygodność, w żaden sposób nie można do nich nabrać ani sympatii, ani ustosunkować się do podejmowanych przez nich decyzji, które nierzadko wydają się być nielogiczne czy wręcz irracjonalne.

Mimo wszystko jest to powieść, którą pochłania się na jedno posiedzenie. Specyficzna narracja, prosty język i skrupulatnie dawkowane napięcie, które wyraźnie wzmaga się pod koniec książki, nie pozwala oderwać się od prezentowanej historii. Zastosowana przez autora formuła dziennika odliczającego kolejne dni do wielkiej ucieczki jest zabiegiem odzierającym fabułę z emocjonalności, na korzyść jej płynności oraz lekkości. Niemniej po lekturze całości zdajemy sobie sprawę z niekonsekwencji niektórych wątków, wiele kwestii pozostaje nierozstrzygniętych, a niektóre wydarzenia nie prowadzą do żadnych konkluzji. Jednocześnie możliwość samodzielnej interpretacji fabuły pod względem jej prawdziwości (co nawet sugeruje sam autor w posłowiu), pozostawia zdecydowanie pozytywne wrażenie, gdyż utrzymywanie niepodważalności przedstawionych wydarzeń byłoby mocno naciąganym i odbierającym przyjemność z lektury działaniem.

„Amityville Horror” to bez wątpienia tytuł warty uwagi każdego miłośnika opowieści o duchach, tym bardziej jeżeli po zapoznaniu się z kilkoma już ekranizacjami niniejszej historii wciąż czują niedosyt i pragną poznać wydarzenia z nieco innej perspektywy. Nie jest to oczywiście horror idealny, bowiem nie tylko fabuła w niektórych miejscach pozostawia wiele do życzenia, również groza przedstawiona przez autora niekoniecznie dla wszystkich będzie czymś strasznym i budzącym lęk. Z drugiej zaś strony inspirowanie się rzekomo prawdziwymi wydarzeniami może stanowić dla niektórych największą zaletę powieści, która od momentu pojawienia się na rynku zyskała status kultowej.

Nie wypada nie wspomnieć o wspaniałym wydaniu Vespera, klimatyczna okładka oraz ilustracje wewnątrz książki, przyjemna w dotyku twarda oprawa i posłowie autorstwa Bartosza Czartoryskiego (odzierającą nieco fabułę z jej magii i sprowadza na ziemię tych, którzy dali się jej uwieść), sprawiają, że tomik pięknie prezentuje się na półce obok innych pozycji wydawnictwa.

Dyskusja