Każdy może być wariatem – recenzja książki „Psychoza”

Mimo że „Psychoza” Roberta Blocha liczy sobie ponad pół wieku – co czasem nienachalnie da się wyczuć – wciąż ma czytelnikowi wiele do zaoferowania. Potrafi zaskoczyć, zszokować, czasem nawet rozbawić, ale daje też wiele powodów do zastanowienia nad kondycją ludzkiej psychiki.

Mary Crane, zmęczona życiem kobieta, okrada szefa i ucieka z tysiącami pieniędzy. Podczas podróży trafia do niezwracającego uwagi, wręcz odpychającego motelu, prowadzonego przez niejakiego Normana Batesa. Jednak pobyt w tym ustronnym miejscu wbrew okaże się dla Mary koszmarem.

Być może dla kogoś główna oś fabularna będzie wielkim zaskoczeniem – nie ukrywajmy, że finalny twist został poprawnie napisany, a Bloch prowadził do niego po mistrzowsku. Z tym, że popkultura zdołała przez ostatnie półwiecze przerzuć i przetrawić „Psychozę”, a adaptacja Hitchcocka wgryzła się w zbiorową świadomość bodaj jako jedne z najważniejszych arcydzieł kina, przez co podstawowe motywy stały się właściwie powszechnie znane. W powieści Blocha udaje się jednak odnaleźć kilka akcentów, które i nie są silnie wyeksploatowane, i realnie potrafią zaskoczyć, choć największym atutem „Psychozy” jest niezwykła wiarygodność bohaterów, z przyćmiewającym wszystkich pozostałych Normanem Batesem.

Robert Bloch tworząc kreację Batesa i konstrukcję motelu wyraźnie inspirował się teorią osobowości Zygmunta Freuda (id, ego i superego), realizując te treści w powieści w metaforyczny, nienachalny sposób. Stopniowa psychoanaliza bohatera pozwala autorowi na wiele – czytelnik ostatecznie niedowierza, że ktoś taki mógłby zrobić to, co dokonał, jednocześnie odbiorca ufa, że coś takiego mogło się wydarzyć, ponieważ pieczołowitość i swoista logika jest tu nad wyraz autentyczna.

Obszerne posłowie Wiesława Kota stara się analizować i interpretować książkę z kilku stron, dookreślając i objaśniając naprawdę wiele kwestii. Szczególną uwagę przywiązuje do spojrzenia na bohaterów, na to, co wypracowała fabuła i jej rozwiązania. Częstokroć Kot wybiega poza obszar literackiej „Psychozy”, penetrując zagadnienia związane z filmem, z wpływem zjawiska na kulturę, na tworzenie i przedstawianie, nie zapominając o tym, jak kształtowała się przez lata „franczyza”.

Raczej ciekawostką będzie metodologia Blocha, która podobno opierała się na zaadaptowaniu prawdziwych wydarzeń, a przynajmniej podanych jako fakty w prasie czytanej przez autora. Ponoć kreacja Batesa to odwzorowanie rzeczywistego człowieka, oczywiście z silnym uwzględnieniem swobody twórczej.

Główne pytanie jakie staje przed potencjalnym odbiorcą „Psychozy” to, czy wciąż powieść może czymś zaskoczyć i coś zaoferować? Trudno odpowiedzieć inaczej niż twierdząco, chociaż w istocie sama odpowiedź powinna być niejednoznaczna. Wiele w filmach (głównie tym Hitchcocka) powiedziano, ale mimo że książka Blocha wydaje się niewielka zaskakuje tam, gdzie się tego czytelnik może nie spodziewać, niektóre aspekty są w niej mocno rozbudowane i trochę inaczej poprowadzone.

Psychoza

Dyskusja