Przeludnienie winnym zbrodni – recenzja książki „Przestrzeni! Przestrzeni!”

Harry Harrison to jeden z twórców fantastyki, którego nieszablonowa wyobraźnia tworzyła kolejne światy w czasach, kiedy ten gatunek przeżywał swoją złotą erę. Niemal każda kolejna jego książka była zupełnie inna od poprzednich. Od pastiszowych parodii space opery w postaci cyklu o Stalowym Szczurze, przez niemal klasyczne fantasy „Młot i Krzyż” do poważnych thrillerów takich jak właśnie „Przestrzeni! Przestrzeni!”.

Harrison w tej powstałej w latach sześćdziesiątych książce tworzy wizję ludzkości na przełomie drugiego i trzeciego milenium. Świat jest przepełniony, a najcenniejszymi dobrami są żywność i woda. Ludzie tak wyjałowili świat, że kropla czystej wody powoli zaczyna stanowić niesamowity rarytas. Coraz trudniej zapanować nad stale rosnącymi masami – ubóstwo prowadzi do niekontrolowanego przyrostu naturalnego, ten natomiast jeszcze bardziej pogłębia kryzys. Kiedy w takich warunkach zostanie popełnione morderstwo, znalezienie winnego stanowi cud, więc policja nawet się nie fatyguje. Chyba, że na komisarza wywiera się wpływy polityczne, żeby tę jedną konkretną sprawę rozwiązać w trybie priorytetowym.

„Przestrzeni, przestrzeni!” to podróż detektywa Andy Ruscha przez zatłoczoną metropolię. Tutaj głównym bohaterem nie są postaci z książki, lecz społeczeństwo, które czytelnik poznaje krok po kroku. Podąża ciemnymi ulicami pozbawionymi prądu, zagląda w oczy głodnych dzieci i zastanawia się czy dla ludzkości istnieje jeszcze jakaś perspektywa. Co prawda wielu potrafi w tym świecie znaleźć swoją odrobinę szczęścia, jednak nie jest to wcale miła perspektywa. Niesamowite jak autor sześćdziesiąt lat temu potrafił przewidzieć w jaką stronę podąży rozwój świata. W czasach, kiedy jeszcze nie rozważano kwestii ekologii przewidział, że najgroźniejsze dla przetrwania ludzkości będzie nie wojna nuklearna, a stopniowe wyjałowienie globu przez samego człowieka. Czy to wygląda znajomo? Czy w wiadomościach nie słyszymy o kolejnych konfliktach zbrojnych wynikających z tego, że następne tereny przestają rodzić plony, bo nie są zasilane odpowiednią ilością wody? Czy nieustannie napływające fale uchodźców nie doprowadzają do powolnej degradacji bogatych dotąd terenów? Niewiele osób było w stanie ponad pół wieku temu przewidzieć taką kolej rzeczy. Harry Harrison tego dokonał. Nie przewidywał, że ludzkość skona na skutek laserowych strzałów zbuntowanych androidów. Według niego ludzkość sama zadusi się pod swoim ciężarem. Pozostaje pytanie, czy dla autora była to tylko zabawa z przewidywaniem przyszłości, czy ciche wołanie o zaprzestanie nadmiernego konsumpcjonizmu. Z perspektywy naszych czasów wiemy, że już na to za późno.

Harrison, jak wielu autorów lat sześćdziesiątych charakteryzował się swoim własnym stylem literackim. W jego zdaniach można znaleźć echa minionych dni, jednak „Przestrzeni, przestrzeni!” nie postarzało się ani odrobinę. Jej przekaz jest nadal świeży, a jedynie mniej zaskakujący, kiedy czyta ją ktoś, kto w wiadomościach ogląda zalążki tego, co zostało w niej opisane. Trudno znaleźć społeczną fantastykę sprzed kilkudziesięciu lat, która obecnie nie wydawałaby się archaiczna. Harrisonowi udało się jednak stworzyć dzieło poniekąd ponadczasowe. Łącząc losy głównego bohatera (społeczeństwa) z jego przedstawicielem (Rusch’iem) tworzy piękny (choć to chyba nieodpowiednie słowo) obraz świata. Jako, że emocje i reakcje postaci również sprawiają wrażenie bardzo „ludzkich” – są nieprzewidywalne, emocjonalne, niemal każdy w swoim związku może dopatrzeć się elementów relacji Andy’ego ze swoją dziewczyną. To tylko podkreśla, że otaczająca ich bieda pełna jest prawdziwych osób.

Wydawnictwo Rebis jak zwykle stanęło na wysokości zadania i wydało książkę w przyjemnej dla oka szacie graficznej z twardą okładką, a tłumaczenie Radosława Kota również nie pozostaje w tyle.

„Przestrzeni! Przestrzeni!” jest zatem pozycją obowiązkową dla każdego fana socjologicznej fantastyki, która nie stawia na szybką akcję, wybuchy i efekty specjalne, a kreuje niezwykłe wizje przyszłości i wypełnia je realnymi postaciami. Polecamy ją zatem bardzo gorąco!

Dyskusja