Kiedy bycie bogiem to za mało – recenzja książki „Czas silnych istot”

Chyba nawet Marcin Sergiusz Przybyłek rozpoczynając cykl „Gamedec” nie przypuszczał jak bardzo jego seria się rozwinie. Z opowieści cyberpunkowej z elementami ezoteryki i kilku innych gatunków wyewoluowała opowieść, którą trudno zaklasyfikować do jednego, konkretnego rodzaju. Z pewnością jest to science-fiction, jednak dzięki inspiracjom zaczerpniętym z różnych źródeł jest to z pewnością niebanalny rodzaj fantastyki.

W czwartym tomie autor rzuca bohaterów w głęboką wodę międzygalaktycznego konfliktu. Będą oni musieli sprostać nie tylko najazdowi wroga zagrażającemu istnieniu ludzkiego Imperium, ale również swoim wewnętrznym rozterkom. Czy ktoś, kto jest niemal nieśmiertelny i posiada potężną moc może uważać się za boga? Czy mając możliwość kreowania i chronienia słabszych jednostek a nawet całych społeczeństw, powinien to robić? Czy wręcz jest do tego zobligowany? Przybyłek ustami swoich postaci pokazuje, że – parafrazując pewien amerykański komiks – wielka moc niesie wielką odpowiedzialność. Co jednak, jeśli jednostka nią obdarzona nie czuje się tego godna? Co więcej – co się stanie, jeśli nie powinna ona takowej mocy posiadać? Czy każdy byłby w stanie podejmować decyzje, które poświęcają setki obywateli w imię przeżycia tysięcy czy milionów?

Gamedec to mariaż klasycznej fantastyki naukowej z elementami ezoteryki. Pogrążeni w boju wojownicy, dzięki subiektywnemu odczuwaniu czasu mogą pozwolić sobie na stawienie tarota, który umożliwia przewidzenie ruchów przeciwnika. Co prawda autor motywuje taką wizję rzeczywistości tym, że wola ludzka ma rolę sprawczą. Jednostki, u których jest ona wyjątkowo silna mogą zmieniać prawdopodobieństwo pewnych określonych ciągów przyczynowo skutkowych. Torkil Aymore ze swoimi przyjaciółmi osiągnął bardzo wysoką rolę w bardzo technokratycznym społeczeństwie właśnie dzięki tej cesze. To ona wielokrotnie ratowała nie tylko jego, ale całe Imperium. Tylko co się wydarzy, jeśli wola jego i jego kompanów zetknie się z równie nieustępliwymi chęciami przeciwnika?

„Gamedec: Czas silnych istot” nie jest książką łatwą. Mnogość neologizmów, wymyślonych technologii oraz powiązań społecznych sprawia, że trzeba się do niej przyzwyczaić. Co prawda osoby, które miały kontakt z poprzednimi tomami będą miały łatwe zadanie, jednak nowi czytelnicy najlepiej, żeby rozpoczęli lekturę od umieszczonych na końcu książki streszczeń poprzednich tomów, słowniczka wyrażeń i opisu historii Imperium. Dzięki nim nawet nowi czytelnicy będą mogli w miarę bezboleśnie sięgnąć po czwarty tom. Z drugiej strony jego oryginalność i mimo wszystko względna lekkość przedstawienia stosunkowo skomplikowanego społeczeństwa sprawiają, że z chęcią można sięgnąć po inne tomy cyklu. A to, że kolejna część jeszcze bardziej rozgrzeje wyobraźnię również stanowi sporą zaletę.

Jeśli lubicie niebanalną fantastykę, w której zarówno przedstawiony świat jak i wydarzenia nie należą do uproszczonych, gdzie autor wykazuje naprawdę sporą wyobraźnię do wymyślania nietuzinkowych technologii i postaci wykazujących jakieś konkretne cechy charakteru, „Gamedec” powinien przypaść wam do gustu. Nie jest to co prawda książka, po którą można sięgnąć wieczorem, żeby spędzić miło kilka godzin na niezobowiązującej lekturze – jest w niej naprawdę spora doza akcji, jednak momentami będzie ona wymagała sporo skupienia i czasami nawet jakichś drobnych przemyśleń ze strony czytelnika. Dzięki temu można bez wątpienia zaliczyć ją do jednych z najlepszych serii fantastyki polskiej, a wydawnictwu Rebis należą się podziękowania za ponowne jej zaprezentowanie na naszym rynku: pierwszy raz w konsekwentnej oprawie w ramach jednego cyklu.

Dyskusja