Nie tylko ploteczki – recenzja gry „Na Językach”

Kameleony bywają bezwzględne, jeśli w grę wchodzi obiad. Te zwykle łagodne stworzonka, żyjące w harmonii ze swoim stadkiem stają się krwiożercze, brat obraca się przeciwko bratu, nikt nie może stanąć między jego lepkim językiem i tłustą ważką. Wybija godzina posiłku…
Języki w dłoń!

Pudełko gry przyciąga wzrok dynamiczną grafiką. Jest nieco większe niż w przypadku typowych karcianek, a więc obiecuje nam jakieś dodatkowe atrakcje – nie zawodzimy się. Oprócz zestawu różnokolorowych robaczków, które musimy najpierw wypchnąć z kartonowej formy, podobnie zabezpieczonych „monet” i dwóch kostek, otrzymamy coś jeszcze. W pierwszym momencie przywodzi to na myśl żelki, po przeczytaniu instrukcji wychodzi na jaw, że to nasze główne narzędzie gry – tytułowe języki. Muszę przyznać, iż taki rekwizyt mnie zaintrygował, pozytywnie i negatywnie (co okazało się bezpodstawne).

Języki mają nam służyć do „wyłapywania” owadów, a moje obawy wiązały się z trwałością rekwizytu – większość z nas chyba posiadała żelkołapki, dodawane kiedyś do gazetek dla dorastającej młodzieży, teraz dostępne w automatach z kulkami. Wszyscy, którzy odpowiedzieli „tak” pamiętają pewnie, jak łatwo było zakończyć zabawę z tym gadżetem – upuszczenie go na podłogę, złapanie nieodpowiedniego materiału czy po prostu nadmierne używanie sprawiało, że żelki traciły kolor i przyczepność. Póki co jednak (kilka użyć później) języki okazały się trwalsze niż produkt dziecięcej nostalgii. Miejmy nadzieję, że tak pozostanie. Gra przeznaczona jest dla od dwóch, do sześciu osób, w wieku od sześciu lat wzwyż i powinna potrwać około piętnastu minut. Gotowi? No to do dzieła.

Koniec języka za przewodnika

Przygotowanie gry wymaga od nas znalezienia płaskiej powierzchni (dla dobra języków unikajmy włochatości) i rozłożenia na niej kolorowych robaczków, tworzymy również „skarbiec”, składający się z monet, i sięgamy po kostki. Naszym zadaniem w każdej rundzie jest oczywiście zdobycie najtłustszego, najbardziej apetycznego – dla kameleona, w którego się wcielamy – owada. To właśnie kości powiedzą nam, o którego stoczy się batalia – jedna z nich wylosuje nam kolor, a druga – typ owada. Potem pozostaje nam już tylko jak najszybciej śmignąć lepkim językiem, aby przykleić wybrany kartonik i przyciągnąć go do siebie. Mamy tu kilka przeszkód. Pierwszym są osy – jeśli niechcący upolujemy pasiastego drapieżnika, nasz język spuchnie i nawet jeśli udało nam się dopaść ofiarę, musimy ją odłożyć na stół, polowanie jest nieudane. Drugim, oczywiście, jest nasz przeciwnik. Może być szybszy, a dodatkowo nasze języki mogą się splątać, natomiast trzeci wariant zakłada, że rywal trafi w naszego – już upolowanego – robaczka i podkradnie go, zanim uda nam się odłożyć go na stół. Musimy więc być szybcy. W grze nie wolno używać rąk, poza momentem odczepiania kartonika od żelkowej powierzchni. Punkt, czyli złotą monetę, zdobędziemy jedynie, gdy uda nam się ofiarę pochwycić, odkleić i odłożyć. Rozgrywka trwa do momentu, gdy któryś z graczy zdobędzie pięć pieniążków.

Języczek uwagi?

Gra jest bardzo dynamiczna, wręcz emocjonująca, wymaga od nas wprawnego oka i szybkiej reakcji. Języki zdecydowanie są przeznaczone dla osób, które nie lubią rozgrywek wymagających rozważania kolejnych ruchów i planowania. Tutaj strategia ogranicza się do zlokalizowania robaka i sieknięcia w niego żelkowym językiem, zanim zrobią to przeciwnicy. Tak proste, jak to brzmi, zupełnie się nie nudzi. Jedyną wadą jest to, jak krótka jest rozgrywka, ale i na to istnieje lek – możemy zagrać kilka partii pod rząd, w ogóle nie tracąc zapału. Taka konstrukcja gry eliminuje nam element znudzenia materiału typu „ale to już było”, różne wielkości owadów sprawiają, że niektóre są bardziej satysfakcjonujące do zdobycia, jednak wszystkie nagradzane są jedną monetą.

Oczywiście panuje tu też zasada: im więcej, tym weselej. Partia na dwie osoby absolutnie nie ma wad w rodzaju „zbyt łatwa” czy „zbyt szybka”, jednak z każdą kolejną osobą poziom trudności rośnie, a ryzyko splątania języków jest jeszcze większe. Jeśli chodzi o grupy wiekowe, to z pewnością Języki trafią w gusta młodszych graczy, którzy doceniają potencjał walenia żelkami w kolorowe kartoniki, co jednak i dla dorosłych jest nie lada atrakcją. Tutaj dodatkowa uwaga – instrukcja podkreśla, żeby językami nie celować w ludzi i zwierzęta, ale w ferworze walki i z zasadą „robaczek na języku ciągle może być ukradziony”, nie raz nie dwa oberwiemy gumą po rękach. I trochę to boli, ale jest wojna, to i ofiary muszą być! Robaczki mają też tendencję do odfruwania ze stołu, zatem polecam grę w otoczeniu, które umożliwi odnalezienie wszystkich elementów.

Języki zapewniają świetną, dynamiczną rozrywkę, nadającą się dla rozluźnienia atmosfery, gdy nie mamy ochoty na skomplikowane gry strategiczne, a raczej coś do śmiechu. Być może rój robaczków mógłby być nieco większy, ale ze względu na użycie kostek oczywiście nie byłoby to logiczne rozwiązanie. Mimo tej małej wady Języki to tytuł, który wart jest polecenia i z pewnością rozbawi zarówno starszych, jak i młodszych graczy.

Ocena: 9/10
Za grę dziękujemy wydawnictwu FoxGames.
Dyskusja