Sprawa dla detektywa! – recenzja gry „Sherlock. Jak kamień w wodę”

Każdemu wielbicielowi zagadek zapewne niejednokrotnie marzyła się (bądź nadal tak jest) kariera światowej sławy detektywa na miarę Sherlocka Holmesa. Niestety szara rzeczywistość potrafi skutecznie ściągnąć na ziemie i udaremnić wszelkie nasze plany. Pozostaje więc tylko wzdychanie do serialowego aktora wcielającego się we wspomnianego literackiego bohatera i z podekscytowaniem śledzenie jego poczynań. Ale czy na pewno?

Otóż nie! Już od dłuższego czasu na polskim rynku pojawiają się gry, które pozwalają nam samodzielnie (a także w gronie znajomych) rozwiązywać zagadki i najczęściej wtedy możemy właśnie poczuć się jak sam Sherlock. Zapewne słyszeliście o takich tytułach jak Sherlock Holmes – Detektyw doradczy, Holmes: Sherlock & Mycroft czy Sherlook (moje trzy ulubione), a także o komiksach paragrafowych z serii Sherlock Holmes – komiks, w którym bohaterem jesteś ty. Do tej zacnej puli wydanych już rozgrywek niedługo dołączą kolejne za sprawą Naszej Księgarni.

Sherlock: Śmierć 4 lipca, Sherlock: Klątwa Inków i Sherlock: Ostatnie wezwanie niedługo będą miały swoją premierę i to w ograniczonej liczbie. Dzięki uprzejmości wspomnianego wydawnictwa wraz ze znajomymi miałam okazję zagrać w demo takiej gry zatytułowane Sherlock: Jak kamień w wodę, który nie będzie jednak dostępny w sprzedaży. Czy ta rozgrywka spodobała mi się na tyle, żeby sięgnąć także po pozostałe tytuły? O tym przekonacie się w dalszej części recenzji.

Zabawa od samego początku

Jakie było moje zdziwienie, kiedy kurier wręczył mi ogromną paczkę. W środku znalazłam kopertę, na której widniała pieczęć z wizerunkiem Sherlocka Holmesa. Podpisana była moim imieniem i nazwiskiem. Jak się okazało zawierała ona: kartkę z czerpanego papieru z dziwnym szlaczkiem, lupę i talię do gry.

Nie od dziś wiadomo, że szkło powiększające to niezbędnik każdego prawdziwego detektywa. I tutaj okazało się ono niezastąpione. Otóż wspomniane szlaczki okazały się listem od samego Sherlocka Holmesa! Znany detektyw napisał, że ukrył w kopercie coś jeszcze. I faktycznie tak było. Na spodzie koperty można było wyczuć zgrubienie, a po oderwaniu z dna kawałka papieru, znalazłam pendrive. To właśnie na nim dołączona została instrukcja do gry, oraz plik dźwiękowy wprowadzenia. I dopiero teraz mogłam przystąpić do rozwiązania zagadki.

Włamanie w Barcelonie

Cała rozgrywka rozpoczyna się od przesłuchania zapisu rozmowy telefonicznej. Na numer alarmowy 112 zadzwoniła zdenerwowana kobieta, która zgłosiła włamanie do mieszkania. Od tej pory zaczyna się całe śledztwo. Przyjeżdżamy na miejsce zdarzenia, zbieramy dowody i przesłuchujemy świadków.

W tego typu grę można zagrać wraz ze znajomymi, albo też spróbować swoich sił samemu. W zależności, ilu nas siedzi przy stole, dobieramy odpowiednią liczbę kart (nie ujawniając ich nikomu). Z pozostałych tworzymy stos. Rozgrywkę rozpoczyna osoba, która ostatnio rozwiązała jakąś zagadkę lub najstarszy gracz. Każda tura wygląda tak samo: ujawniamy posiadaną przez nas wskazówkę kładąc ją na środku stołu, bądź odrzucamy i dobieramy kolejne. Jednak jeżeli pozbędziemy się ważnej karty niezbędnej do rozwiązania sprawy, dostaniemy punkt ujemny. Ważne jest też, aby przez czas trwania rozgrywki odłożyć przynajmniej sześć kart.

Podczas gry można swobodnie rozmawiać na temat ujawnionych dowodów i dzielić się swoimi teoriami i domysłami dotyczącymi zagadki. To pomoże nam podejmować kolejne decyzje odnośnie pozbycia się posiadanych przez nas wskazówek. Gdy już wyczerpiemy całą talię, przechodzimy do rozwiązania sprawy.

Raz jeszcze zapoznajemy się ze wszystkimi odkrytymi kartami, a także możemy ujawnić, co znajdowało się w odrzuconych. Na końcu wspólnie ustalamy prawdopodobny przebieg wydarzeń i udzielamy odpowiedzi na dziesięć pytań zawartych w instrukcji. Za prawidłową odpowiedź otrzymamy dwa punkty, a za każdą nieważną wskazówkę musimy odjąć sobie punkt. Uzyskana wartość to nasz wynik, który w specjalnie przygotowanej tabeli wskaże nam, jaki poziom osiągnęliśmy.

Rusz głową!

Zanim przeczytałam instrukcję, wydawało mi się, że to kolejna wersja gry typu „kieszonkowy escape room”. Na całe szczęście Sherlock. Jak kamień w wodę w rzeczywistości okazał się zupełnie czymś innym. Założeniem twórców było stworzenie rozgrywki z kooperacyjnym system otwierającym przez graczami świat dedykacji i tajemnic, czyli tak zwany „Q System”. To właśnie dzięki niemu mamy możliwość wcielenia się w detektywów, a aby rozwiązać zagadki, nieustannie analizujemy wskazówki i wymieniamy się ze znajomymi swoimi hipotezami. Tutaj jak najbardziej przydadzą się też umiejętności dedukcyjne. Moim zdaniem najlepiej do tego tytułu zasiąść z innymi osobami. Samemu może być ciężko, a tak zawsze przyda się odmienny punkt widzenia.

Dużym plusem jest też to, że nie ogranicza nas czas. Możemy na spokojnie przeanalizować każdą wskazówkę i dobrze zastanowić się nad ujawnieniem bądź odrzuceniem danej karty. Do gry może zasiąść od jednej do ośmiu osób, chociaż według mnie cztery to już maksymalna liczba. Przy większej ilości może nie być takiej frajdy z prowadzeniem śledztwa. Minus? Niestety zagadkę można rozwiązać tylko raz. Po odpowiedzeniu na pytania zawarte w instrukcji dowiadujemy się całej prawdy. Także po ograniu, tytuł można przekazać kolejnym znajomym i obserwować ich poczynania, a także przekonać się, czy osiągną lepszy wynik od waszego.

Ja chcę jeszcze raz!

Czy jesteśmy tak samo dobrzy jak sławny detektyw? A może czeka nas jeszcze dużo pracy i na razie zatrzymaliśmy się na poziomie inspektora Lestrade’a? O tym przekonacie się sięgając po Sherlock: Śmierć 4 lipca, Sherlock: Klątwa Inków bądź Sherlock: Ostatnie wezwanie, które niedługo ukażą się nakładem Wydawnictwa Nasza Księgarnia. Osobiście przy wersji demo zatytułowanej Sherlock. Jak kamień w wodę bawiłam się przednio i naprawdę polecam tę rozgrywkę osobom, którym nie straszne są żadne zagadki. I zapewne sięgnę także po wspomniane wyżej gry. Już jestem ciekawa, co w sobie skrywają. Szkoda tylko, że nie dostanę ich w takiej samej klimatycznej wersji.

Ocena: 9/10
Za grę dziękujemy wydawnictwu Nasza Księgarnia.
Dyskusja