W bandzie raźniej! – recenzja gry „Banda stworów”

Stwory, jak powszechnie wiadomo, zamieszkują obszary częściowo zacienione i ogólnie słabo dostępne. Lubują się w przestrzeniach podłóżkowych i zaszafowych, a także piwnicznych. Wbrew obiegowej opinii nie są one nieprzyjazne, wykazują natomiast nadzwyczajny talent do występowania w identycznych parach i skłonności do gubienia swoich bliźniaków.
W kupie siła

Banda w swojej potwornej oprawie graficznej jest całkiem urocza. Już z wieczka pudełka zerkają na nas dziesiątki oczu – ostrzeżenie i zachęta, banda jest potężna liczbą. Wewnątrz znajdziemy dwa zestawy kart – o niebieskim i czerwonym rewersie (same one też są „potwornie” zdobione, co jest przeurocze), minutową klepsydrę i dwie kostki wraz z objaśnieniem, co przedstawiają znajdujące się na nich symbole. Przygotowanie do gry jest banalnie proste. Rozkładamy niebieski stosik na stole obrazkami do góry, tak, żeby wszystkie potworki były dobrze widoczne – tworzymy bandę – rezerwujemy sobie pół godzinki i do dzieła.

Każda potwora…

W pierwszej chwili gra przywodzi na myśl memo z małym twistem. Naszym zadaniem jest pobieranie kartoników z czerwonego stosu i opisywanie stworka innym graczom tak, żeby zdołali go odnaleźć w bandzie. Mogłaby to być rozgrywka na dziesięć minut, ale przecież mamy jeszcze dwa gadżety – klepsydrę i kostki. Zacznę od tych drugich. Wymalowane na nich symbole, takie jak kolor, numery, czapki i okulary, włosy, łuski i kilka innych wskazują cechy, o których nie wolno nam w danej rundzie powiedzieć. Jeśli wymsknie nam się którykolwiek z zakazanych symboli, musimy odrzucić opisywanego potworka – wróci on potem do czerwonego stosu – i pobrać nowego. Tak postępujemy aż skończy nam się czas, po to właśnie jest nam tajemnicza klepsydra. Piasek w niej przesypuje się w ciągu minuty, jednakże wytrawny gracz zdoła opisać – a jego oponent (równie wytrawny), zgadnąć – dobrych kilka stworów.

Po wprowadzeniu tych utrudnień gra robi się interesująca i bardzo dynamiczna. Upływający czas wywołuje presję, opowiedzenie o danym potworze bez pewnych cech jest trudniejsze niż bez innych, a samych obrazków jest naprawdę dużo, co jest zarówno utrudnieniem, jak i oczywiście ogromnym plusem jeśli chodzi o regrywalność. Mamy też kilka wariantów jeśli chodzi o liczbę graczy. Możemy grać w teamach i dzielić się na w miarę równe grupki, gdy jest nas więcej, wersja dla trzech osób zakłada, że mamy opisywacza i dwóch rywalizujących poszukiwaczy. Gdy jest nas tylko dwoje, możemy uczynić z gry mini-challenge i spróbować odnaleźć wszystkich bliźniaków w jak najmniejszej liczbie rund. Oczywiście mając dwa zestawy identycznych obrazków możemy wykorzystać Bandę jako klasyczne memo, jednak sprawa jest tu ułatwiona przez różne kolory rewersów.

Potworne języki

Instrukcja gry ma również malutkie okienko, które proponuje użycie jej do nauki języków obcych. Jako praktykujący filolog nie mogłam przepuścić okazji, aby wypróbować i ten wariant. Banda jest absolutnym hitem wśród wszystkich grup wiekowych, z którymi miałam okazję pracować. Łatwo dostosować grę do poziomu grających. Oczywiście starsze dzieci są w stanie szybciej uporać się z bandą, ale czas nie gra roli, kiedy w grę wchodzi tak ogromne zaangażowanie i oczywiście zadowolenie. A jeśli przy okazji przemycamy gramatyczne konstrukcje, sytuacja nie ma żadnych minusów.

Co dwie głowy, to nie jedna!

Banda mogłaby być zwyczajnym memo jak wiele innych, wyróżniającym się być może dość wysokim poziomem trudności, ze względu na podobne do siebie obrazki. Mogłaby, ale nie jest. Autorzy zastosowali bowiem genialne w swej prostocie ulepszenia, które przekształciły grę w odgadywankę o dużej dynamice i ogromnym potencjale regrywalności. Stworów jest dużo, ciężko nam zapamiętać obrazki, zwłaszcza, że między sobą różnią się drobnymi szczegółami – oczkami, paskami, liczbą kończyn. Presja czasu sprawia, że przy grze nie możemy się nudzić.

Chociaż mamy tu element rywalizacji i to dosyć poważny – wyższy stosik odgadniętych stworów wygrywa, chcemy więc przebić rywali, musimy jednak z nimi współpracować. W końcu to oni opiszą nam poszukiwanego bliźniaka. Ciężko jest natomiast podłożyć przeciwnikowi przysłowiową świnię. Po pierwsze skutkować to będzie podobnymi działaniami z jego strony, po drugie – nie bardzo jest na to czas, a po trzecie – dzięki zadawaniu pytań przez zgadującego, właściwie nie ma takiej możliwości. Banda to pół godziny doskonałej zabawy, dostosowanej dla wszystkich grup wiekowych i bez niepotrzebnych udziwnień. Mogę śmiało stwierdzić, że jest to dobra gra, po którą już sięgnęłam wielokrotnie i nie zawaham się użyć jej ponownie.

Ocena: 10/10
Za grę dziękujemy Fabryce Kart Trefl-Kraków.
Dyskusja