Nadzieja umiera ostatnia – recenzja gry planszowej „Ostatni Bastion”

Już od jakiegoś czasu na sklepowych półkach z grami planszowymi można znaleźć jeden z najnowszych tytułów od wydawnictwa Rebel. Ostatni Bastion przeniesie was do świata dzielnych bohaterów, którzy będą musieli stawić czoła hordzie potworów i obronić mury Bastionu Pradawnych Królów, tylko od was zależy czy im się to uda.

Ostatni Bastion to gra kooperacyjna, w której do walki staną od jednego do czterech najdzielniejszych wojowników. Już na samym początku będą musieli wykazać się doświadczeniem, ponieważ najmłodszy śmiałek musi mieć ukończone czternaście lat. Wasz bój potrwa czterdzieści pięć minut, jednak od tego jak zawalczycie i z jakim skutkiem będą zależały losy całego świata.

Czas przygotować się na bój!

W pudełku znajdziemy niezbędne komponenty do utworzenia cytadeli zaczynając od dziewięciu płytek bastionu, czterech płytek muru oraz czterech plansz hord. Ponadto do wyboru mamy ośmiu bohaterów i specjalnie przeznaczone dla nich plansze wraz z figurkami. Cztery kolorowe podstawki pomogą oznaczyć graczom swoich wojowników. W boju pomogą nam żetony, których jest aż czterdzieści siedem: żetony wyposażenia pozwolą skuteczniej pokonywać potwory, żetony mobilizacji umożliwią graczom dodatkowe akcje, żetony życia odliczą siłę witalną bohaterów, dodatkowo żetony sztandarów oraz niektóre żetony specjalnie dedykowane postaciom usprawnią walkę. Nieodzownym elementem, pełniącym broń w grze są kości, które zadecydują o wyniku na polu bitwy. W zestawie znajdziemy trzy białe, szarą przypisaną do jednego z bohaterów broniącego bastionu oraz kość spaczenia wywołująca negatywne efekty dla wojowników. Potwory widnieją na sześćdziesięciu czterech kartach, przy czym posiadają dwa różne awersy, ponieważ dzielimy je na dwa rodzaje, standardowe oraz wodzów – to właśnie ich musimy pokonać, aby ostatecznie wygrać. Pomogą nam przy tym również sieci, sztandar oraz pułapka w postaci figurek, oprócz potworów będziemy musieli bronić się również przed figurkami zła.

Całość prezentuje się bardzo solidnie i wytrzyma niejeden najazd hordy. Płytki i żetony wykonano z grubej tektury, natomiast figurki w najdrobniejszym detalu odzwierciadlają sylwetki bohaterów znajdujących się na planszach równie precyzyjnie wyglądają figurki sieci, pułapki i sztandaru oraz figurki zła. Instrukcja w przejrzysty i czytelny sposób poprowadzi graczy przez poszczególne etapy gry począwszy od jej przygotowania, poprzez przebieg tury. Zasady wzbogacono o przykłady, co uważam za plus, ponieważ wpływa to na lepsze zobrazowanie mechaniki gry.

Rozłożenie bastionu

Na początku należy ułożyć płytki muru, a następnie umieścić w nich losowo dziewięć płytek bastionu. Na bokach murów kładziemy plansze hord. Planszę należy obrócić tak aby każda z pojedynczych plansz hordy była zwrócona w kierunku graczy. Jest to istotne, ponieważ pod ową płytką hordy należy umieścić wybranego bohatera, w którego wcielimy się w grze. Tym samym wybieramy odpowiednią figurkę oraz podstawkę w kolorze planszy hordy, zwróconą w naszym kierunku. Każdy wojownik otrzymuje trzy żetony życia, żeton wyposażenia w swoim kolorze oraz żeton mobilizacji. Figurki sieci, pułapki i sztandaru umieszczamy w przeznaczonych dla nich miejscach na planszy. Pozostałe figurki zła oraz żetony powinny znajdować się w zasięgu graczy. Na koniec należy przygotować talię potworów w zależności od wybranego przez nas poziomu trudności. Teraz jesteśmy gotowi na mityczną walkę!

Przebieg walki

Każdy z wojowników na początku swojej tury aktywuje efekty kart hordy, a następnie dociąga kolejną z talii potworów i umieszcza ją na planszy hordy adekwatnie do koloru, w jakim jest. Wyjątkiem są czarne karty, te należy umieścić według uznania na dowolne puste pole na planszy. Następnie uaktywnia się początkową zdolność potwora. Jeśli plansza hordy gracza jest zapełniona potworami, zamiast dociągania kolejnej karty należy wykonać akcję z planszy hordy, która wywołuje negatywne skutki dla graczy: rzucenie kością spaczenia, odrzucenie karty hordy spod talii, stracenie żetonu życia lub utrata następnego ruchu przez aktywnego gracza.

Po rozpatrzeniu fazy hordy następuje faza bohatera. Może on wykonać tylko jedną z dwóch akcji: albo uaktywnić płytkę bastionu, albo stanąć do walki. Uaktywnienie płytki polega na skorzystaniu z jej zdolności, natomiast stanięcie do walki wymaga od gracza rzucenia trzema kośćmi. Jeśli wynik jest większy lub równy sile potwora, należy odrzucić go na stos kart odrzuconych. Gracze mogą sobie pomóc w trakcie rozgrywki zagrywając żetony wyposażenia lub mobilizacji. Jeśli potwora nie udało się pokonać – nic się nie dzieje, potwór w dalszym ciągu znajduje się na planszy hordy. Każdy wojownik może również wykonać ruch o jedno pole, również po przekątnej, przed lub po wykonaniu swojej akcji. Brzmi łatwo? W praktyce wygląda niestety inaczej…

Wrażenia po oblężeniu cytadeli

Ostatni Bastion to przede wszystkim wznowiona wersja Ghost Stories tego samego autora, Antoine Bauzy. Tytuł wydano z zupełnie nowymi grafikami bohaterów i potworów, adekwatnie do tego zaprojektowano nowe figurki. Mechanicznie rozgrywka posiada te same rozwiązania i pozostaje na tym samym poziomie trudności. Wydaje mi się, że właśnie dzięki ów wysokiemu poziomowi trudności Ostatni Bastion mobilizuje graczy jeszcze bardziej do kooperowania w postaci gry nad stołem, to jest, angażuje do prowadzenia dyskusji i rozmów na temat tego, co się dzieje na planszy.

Dużą regrywalność zapewnia kilka elementów gry. Po pierwsze do wyboru mamy aż ośmiu bohaterów, a każdy z nich posiada inne zdolności. Skompletowanie każdorazowo czterech różnych znacząco zmienia charakter rozgrywki. Mam jednak pewne obawy, co do ich zbalansowania. Wśród nich dwójka wydaje mi się nadzwyczaj „silna”. Są to Sindara, która może użyć płytki bastionu oraz atakować w wybranej przez siebie kolejności oraz Kazgin, który nie dość, że dysponuje dodatkową kością w walce to nie działają na niego negatywne efekty końcowe kart hordy. Nie twierdzę, że każda rozgrywka z wykorzystaniem tych bohaterów jest skazana na sukces, aczkolwiek moim zdaniem zapewniają dużą przewagę.

Kolejną składową gwarantującą regrywalność są karty hordy, o ile w rozgrywce zawsze używa się pięćdziesięciu kart potworów, to kart wodzów nigdy nie wykorzystamy, tylu ile jest (to znaczy dziesięciu). W rozgrywce standardowej potrzebujemy jednej karty wodza, na poziomie trudnym – dwóch, a na bohaterskim – trzech. To gwarantuje graczom nieprzewidywalny koniec rozgrywki ze względu na zmieniających się wodzów. Oczywiście po kilku partiach poznamy już ich sylwetki, natomiast w dalszym ciągu będziemy mogli tylko przypuszczać, jaka karta się ukaże.

Na przebieg gry w znacznym stopniu wpływa układ płytek bastionu oraz układ kart potworów. W ten sposób chciałabym przejść do losowości w grze, która jest podyktowana nie tylko obecnością kości. I o ile na ostateczny wynik walki jesteśmy w stanie wpłynąć, jeśli tylko posiadamy odpowiednie żetony wyposażenia, to na układ płytek bastionu i kart potworów – już nie. Losowe ułożenie startowe, jakie przygotujemy towarzyszy nam przez całą rozgrywkę. A czasami ma to całkiem spore znaczenie, dlatego jeśli chcecie rozpocząć nową partię to polecam rozłożyć wszystko od początku.

Co do skalowalności, to polecam rozgrywkę w pełnym czteroosobowym składzie, ponieważ niezależnie od tego ilu jest graczy i tak uaktywniamy wszystkie plansze hordy, z tym wyjątkiem, że plansze pozostające bez obstawionego bohatera traktuje się jako neutralne. W skrócie polega to na tym, że, dla przykładu, przy rozgrywce dwuosobowej uaktywnia się plansze neutralne pomiędzy fazami graczy, co przekłada się na to, że „dostajemy w kość” za czterech graczy, a nie tylko za dwóch. Na szczęście nie wiążę się to z dodatkowym dociąganiem kart potworów. A to należy zaznaczyć, że każdy gracz dociąga kartę tylko za siebie, a nie jeszcze „za” planszę neutralną. Brzmi jak pocieszenie? Niekoniecznie, ponieważ jeśli nie zapanujemy nad pojawiającymi się potworami to efekt neutralnej planszy hordy i tak będzie miał wpływ na któregoś z graczy i trzeba będzie wspólnie podjąć decyzję, kto stanie się tym wybrańcem.

Nie oznacza to, że nie będziemy czerpać przyjemności przy dwu- czy trzyosobowych rozgrywkach, wręcz przeciwnie. Zabawa jest jak najbardziej dużym wyzwaniem i po kilku porażkach w końcu przychodzi pora na słodki smak zwycięstwa, trzeba się tylko trochę bardziej wykazać zdolnościami strategicznymi.

Mechanicznie można poczuć w Ostatnim Bastionie, że ciągle dostajemy przysłowiowe „bęcki”. Za każdym razem, kiedy dobieramy kartę potwora uaktywniamy jego zdolność początkową, jeśli nie uda nam się go pokonać, dalej w trakcie partii rozpatrzymy jego zdolność stałą dopóki go nie pokonamy. Jedyny bonus, który otrzymamy za zwycięstwo nad bestią to rozpatrzenie efektu końcowego, choć tutaj też nie zawsze zostaniemy nagrodzeni! Jako słowo pocieszenia dodam, że można stoczyć walkę z dwoma potworami naraz, więc jeśli obejmiecie stanowisko na narożnej płytce, i jeśli oczywiście dopisze wam szczęście, możecie zlikwidować dwa potwory.

Pozwolę sobie udzielić tylko małej wskazówki. Starajcie się utrzymywać poziom życia na możliwie wysokim poziomie, jeśli skończycie jako ranny bohater to biada wam. W dalszym ciągu będziecie mogli brać udział w walce, jednak nie skorzystacie ze swoich specjalnych zdolności, a żeby to zasygnalizować odwracacie swoją planszę bohatera, na tę drugą, mniej przyjemną stronę. Czy wspominałam, że będzie ciężko?

Ostatni Bastion to jeden z lepszych tytułów kooperacyjnych, w jakie miałam okazję zagrać do tej pory. Od samego początku czujemy, że gramy przeciwko grze. Poziom trudności wzrasta z każdą kolejną dociągniętą kartą potwora. Ze względu na fakt, że osiągnięcie wygranej jest bardzo trudne, to gwarantuję, że jej osiągnięcie po kilku partiach smakuje jeszcze lepiej!

Ocena: 8/10
Za grę dziękujemy wydawnictwu Rebel.
Dyskusja