Powrót króla – recenzja wydania Blu-ray „Król Lew”

Jedna z najsłynniejszych animacji Disneya powraca po ćwierć wieku w nowej szacie, aby pokazać do czego zdolna jest współczesna technologia. Dlatego fabuła „Króla Lwa” nikogo nie powinna zaskoczyć, acz wizualnie marketing nie kłamał – to cudo, które przynosi satysfakcję i dodaje głębi niektórym aspektom.

Fabuła nie zmieniła się znacznie względem pierwowzoru z 1994 roku, choć twórcom udało się wprowadzić kilka – nieinwazyjnych – zmian, które w większości wychodzą in plus. Pogłębiono przede wszystkim relacje bohaterów, kontekst władzy Skazy i subtelnie nakreślono parę wątków filozoficznych (krąg życia, hakuna matata). Z tym, że w wielu przypadkach autorzy postanowili ocenić konkretne podejścia, wartości i podstawy, a same racje przedstawili w dość wyraźnych, umotywowanych zresztą barwach. W obecnej formule tyrania uzurpatora jest klarowniejsza, jej podłoże wskazuje, że wcale nie chodziło o niwelację nierówności „społecznych”, tylko o zdobycie władzy przez podkupienie poparcia. Dzięki temu zabiegowi dostrzega się przyczynę i skutek, rzeka interpretacji staje się węższa, ale wciąż dająca wiele możliwych odczytań.

Czasem niestety odnosi się wrażenie niepotrzebnego zinfantylizowania treści, bohaterowie przechodzą zbyt gwałtowne, drastyczne przemiany. Sam świat wydaje się nieraz pełen baniek, w których życie – i to biologiczne – toczy się zupełnie inaczej, obowiązują zgoła inne prawa, i choć zdaje się to możliwe, w filmie wypada sztucznie.

Nowego „Króla Lwa” ogląda się jednak nie dla scenariusza (ciężar emocjonalny i narracyjny mimo to jest wysoki), lecz aby podziwiać pracę animatorów starających się, żeby zwierzęta na ekranie prezentowały się jak z dokumentu National Geographic. W zasadzie ich dążenie się spełniły, acz w niektórych scenach idealna prezencja psuta jest odrobinę przez nieperfekcyjnie wygenerowaną „mimikę” (szczególnie podczas rozmów). Jeżeli pominiemy te nieuciążliwe potknięcie, trudno doszukiwać się w wizualnych stronach produkcji czegoś niedopracowanego, jakichś rażąco niepoprawnych efektów specjalnych – wręcz przeciwnie, wszystko, choć w pewnym sensie syntetyczne ogląda się z uznaniem.

Dodatkowym plusem wydania są liczne dodatki, poszerzające horyzont filmu. Za ich sprawą widz będzie mógł zrozumieć jak trudna, wymagająca jest praca animatora, jak powstaje muzyka, co sprawia, że „Król Lew” jest tak wyjątkowy” i wiele innych. W tym teledyski – z udziałem Eltona Johna czy Beyonce. A bodaj najciekawszym materiałem dodatkowym jest ten poświęcony ruchowi na rzecz ochrony lwów.

Wciąż bawi, wciąż wzrusza, wciąż zastanawia. Wydanie Blu-ray zostało wyposażone nie tylko w pełnometrażowy film w wysokiej jakości obrazu i dźwięku, ale też bogaty zestaw dodatków, pozwalających cieszyć się wszystkim tym, co w „Królu Lwie” dobre oraz poznać, w jaki sposób zostało to stworzone. Być może to odgrzany kotlet, ale jego smak nadal oszołamia.

Dyskusja