Wydech – fragment

Ludzie często uważają, że każdy musi przyjść na świat w każdej gałęzi, w której jego rodzice się spotkali i mieli ze sobą dzieci, w rzeczywistości jednak niczyje narodziny nie są nieuniknione. Za pomocą swego całorocznego eksperymentu Silitonga chciał wykazać, że akt poczęcia w wielkim stopniu zależy od sytuacji, w tym również od pogody panującej danego dnia.

Jajeczkowanie jest ciągłym, regulowanym procesem. Z pęcherzyka Graafa wyłania się ta sama komórka jajowa bez względu na to, czy danego dnia pada deszcz, czy świeci słońce. Jednakże plemnik, który ją zapładnia, jest jak wygrywająca piłeczka wypadająca z bębna losującego. Jego sukces zależy od wielu całkowicie przypadkowych czynników. Nawet jeśli w obu gałęziach warunki zewnętrzne podczas stosunku płciowego będą z pozoru identyczne, wystarczy maleńka, niedostrzegalna różnica, by inny plemnik połączył się z komórką jajową. Co za tym idzie, jeśli warunki pogodowe w obu gałęziach wyraźnie się od siebie różnią, wpływa to na wszystkie akty zapłodnienia. Dziewięć miesięcy później każda matka na ziemskim globie wydaje na świat inne dziecko. To staje się oczywiste, gdy w jednej gałęzi rodzi się chłopiec, a w drugiej dziewczynka, niemniej pozostaje prawdą również wtedy, gdy dzieci są tej samej płci. Chłopczyk, któremu przed chwilą nadano imię Dylan, nie jest w obu gałęziach tym samym Dylanem. Dwaj Dylanowie są braćmi. To właśnie udowodnił Silitonga, gdy on i jego parajaźń wymienili się wynikami testów DNA dzieci urodzonych rok po aktywacji pryzmatów. Jego praca miała tytuł „Wpływ atmosferycznych zaburzeń na poczęcie u człowieka”. Tym razem użył innego pryzmatu niż przy pierwszym doświadczeniu, by uniknąć pytania, czy opublikowanie jego wcześniejszych wyników mogło spowodować zmiany, do których w przeciwnym razie by nie doszło. W chwili poczęcia tych dzieci między dwiema gałęziami nie było żadnego połączenia. Mimo to każde z nich miało inne markery niż jego odpowiednik z drugiej gałęzi. Jedynym możliwym wytłumaczeniem tego faktu były wyniki jednego pomiaru kwantowego.

Niektórzy nadal uparcie twierdzili, że wydarzenia historyczne na wielką skalę muszą w obu gałęziach pozostać takie same, lecz ich argumenty brzmiały coraz mniej przekonująco. Silitonga udowodnił, że nawet najmniejsze wyobrażalne zmiany prowadzą do skutków o globalnym zasięgu. Gdyby hipotetyczny podróżnik w czasie chciał się cofnąć w przeszłość, by zapobiec przejęciu władzy przez Hitlera, minimalną potrzebną do tego ingerencją wcale nie byłoby zaduszenie małego Adolfa w kołysce. Wystarczyłoby, żeby cofnął się do chwili poprzedzającej o miesiąc jego poczęcie i przesunął jedną cząsteczkę tlenu. I nie skończyłoby się na zastąpieniu Adolfa bratem lub siostrą. Zastąpieni zostaliby wszyscy ludzie w jego wieku lub młodsi. W roku 1920 byłaby to już połowa ludności świata.

* * *

Morrow podjął pracę w Rozmowie ze Sobą mniej więcej w tym samym czasie co Nat. Żadne z nich nie pracowało tu, gdy firma była w rozkwicie. Wtedy na pryzmaty mogły sobie pozwolić wyłącznie korporacje, ludzie z chęcią chodzili do sklepów, by porozmawiać z równoległymi wersja- mi samych siebie. Teraz, gdy prawie każdego było stać na kupno pryzmatu, firmie pozostało tylko kilka placówek. Ich klientami były głównie nastolatki, którym rodzice nie pozwalali korzystać z pryzmatów, albo seniorzy tak słabo zaznajomieni z nowoczesną techniką, że parajaźnie nadal wydawały się im czymś nowym.

Nat wolała nie zwracać na siebie uwagi, ale Morrow zawsze miał plany. Dostał awans na kierownika zakładu, gdy wpadł na pomysł pozwalający pozyskiwać nowych klientów. Za każdym razem, gdy dostawali nowy pryzmat, sprawdzał kronikę wypadków z miesiąca poprzedzającego jego aktywację i kierował reklamy do ludzi uczestniczących w tych wypadkach. Wielu z nich nie było się w stanie oprzeć szansie sprawdzenia, jak mogłoby wyglądać ich życie, gdyby wszystko potoczyło się inaczej. Żaden nie został stałym klientem — wielu było przygnębionych tym, czego się do- wiedzieli — ale to był pewny sposób osiągnięcia zysków na każdym nowym pryzmacie.

* * *

W domu opieki Morrow czekał tuż pod drzwiami pokoju pani Oehlsen, podczas gdy kobieta rozmawiała ze swą parajaźnią. Teraz używały przekazu wideo zamiast trybu tekstowego. Staruszka wiedziała, że nie zostało jej wiele czasu, nie było więc sensu oszczędzać notatnika. Ta sytuacja nie była jednak łatwa dla równoległej pani Oehlsen, która musiała się przyglądać umieraniu swej parajaźni. Ich rozmowa była nerwowa — Morrow zostawił w pokoju mikrofon i słyszał wszystko przez słuchawkę w uchu — ale umierająca pani Oehlsen najwyraźniej tego nie zauważyła.

Kiedy skończyły, pani Oehlsen podniosła nieco głos, by zawołać Morrowa.

– Jak poszła rozmowa? — zapytał.

– Bardzo dobrze — odpowiedziała, oddychając z wysiłkiem. — Jeśli z kimkolwiek można rozmawiać bez udawania, to tylko z sobą.

Morrow uniósł pryzmat ze stolika przy łóżku i wsadził z powrotem do kartonu

– Pani Oehlsen, jeśli nie ma pani nic przeciwko temu, chciałbym coś pani doradzić.

– Proszę.

– Jeśli nie zna pani nikogo, kto zasługuje na to, by dostać pani pieniądze, mogłaby pani przekazać je swej parajaźni.

– A można to zrobić?

Dla kłamcy zawsze najważniejsza jest pewność siebie.

– Pieniądze to tylko kolejna postać informacji — zapewnił — Możemy je przekazać przez pryzmat tak samo jak dźwięki albo obrazy.

– Hmm, to ciekawy pomysł. Wiem, że zrobiłaby z nich lepszy użytek niż mój — Skrzywiła się, gdy o nim pomyślała. — Jak mogłabym to zrobić? Czy powinnam poprosić prawnika, żeby zmienił mój testament?

– Mogłaby pani to zrobić, ale załatwienie formalności zajmie sporo czasu, a dobrze by było się pośpieszyć.

– A to dlaczego?

– W przyszłym miesiącu mają wprowadzić nowe prze — Wyjął smartfona i pokazał jej artykuł, który sam sfabrykował. — Rząd chce zniechęcić ludzi do wysyłania pieniędzy do innych linii czasowych. Dlatego mają wprowadzić pięćdziesięcioprocentowy podatek od takich transferów. Żeby uniknąć podatku, musi pani wysłać pieniądze przed jego wprowadzeniem. — Wyczytał z twarzy kobiety, że ten pomysł się jej spodobał. — Rozmowa ze Sobą może to dla pani zorganizować.

– Niech pan wszystko przygotuje — zgodziła się. — Załatwimy to w przyszłym

– Zrobię to — zapewnił Morrow.

Po powrocie do Rozmowy ze Sobą Morrow wysłał przez pryzmat wiadomość do swej parajaźni, prosząc o pomoc w realizacji planu. Obaj powiedzą równoległej pani Oehlsen, że jej odpowiednik ma urojenia od nadużycia środków przeciwbólowych i jest przekonana, że wysłała jej pieniądze przez pryzmat. Lepiej będzie nie wyprowadzać jej z błędu przez krótki okres, jaki jej jeszcze pozostał. To powinno wystarczyć, ale w razie czego zawsze będą mogli całkowicie zakończyć rozmowy obu pań Oehlsen, mówiąc, że inny klient niespodziewanie wyczerpał notatnik pryzmatu.

Następnie Morrow założył fałszywe konto, na które miały wpłynąć pieniądze. Nie liczył na to, że zbije majątek. Pani Oehlsen zapewne miała jakieś oszczędności, ale nie była bogata. Wielkie pieniądze da im grupa wsparcia Nat, jeśli szczęście się do nich uśmiechnie.

Jednym z obowiązków Morrowa w Rozmowie ze Sobą było prowadzenie listy grup wsparcia dla osób mających problemy z pryzmatami. Wiedział, że niektóre z nich będą chciały sprzedać swoje urządzenia. Dlatego regularnie chodził do kościołów i ośrodków kultury, gdzie spotykały się grupy, i zostawiał ulotki z napisem: KUPUJEMY PRYZMATY. NAJLEPSZE CENY. Trzy miesiące temu, gdy przypinał ulotkę do tablicy ogłoszeń, podsłuchał rozmowę dwojga członków grupy wsparcia, czekających pod drzwiami z kubkami kawy w rękach.

– Zastanawiałeś się kiedyś, czy zniszczyłeś komuś życie, aktywując swój pryzmat?

– Nie rozumiem.

– Na przykład w drugiej gałęzi ktoś mógł zginąć w wypadku samochodowym, ale w tym przeżył.

– Skoro już o tym wspomniałaś, czy pamiętasz ten wypadek w Hollywood przed kilkoma miesiącami? W gałęzi mojej parajaźni zginął Scott zamiast Rodericka.

– O to właśnie mi chodziło. Aktywując pryzmat, wywarłeś wpływ na czyjeś życie. Zastanawiasz się czasem nad tym?

– Właściwie nie. Może jestem zbyt egocentryczny, ale na ogół myślę tylko o własnych problemach.

Mężczyzna mówił o małżeństwie dwóch celebrytów — piosenkarzu nazwiskiem Scott Otsuka oraz gwiazdorze filmowym, który nazywał się Roderick Ferris. Gdy jechali na premierę filmu, w ich limuzynę uderzył pijany kierowca. Roderick zginął, a Scott został pogrążonym w żałobie wdowcem. Ale pryzmat tego faceta łączył się z gałęzią, której to Scott zginął, a Roderick ocalał.

Ten pryzmat prawdopodobnie był wart mnóstwo forsy, ale Morrow nie mógł po prostu podejść do mężczyzny i zaproponować, że go kupi. Dlatego wysłał Nat do grupy, każąc jej udawać kogoś, kto próbuje się uwolnić od uzależnienia od pryzmatu. Facet nazywał się Lyle, a jej zadaniem było zaprzyjaźnić się z nim. Nie chodziło o seks — Morrow wiedział, że o to lepiej jej nie prosić. Po prostu miała się do nie- go zbliżyć, zdobyć jego sympatię i zaufanie. Później mogła dyskretnie podsunąć mu myśl o pozbyciu się pryzmatu. Gdy Natuda się przekonać Lyle’a, powie mu, że ona również jest gotowa sprzedać swoje urządzenie i zna kogoś, kto oferuje dobre ceny za używane pryzmaty, więc może sprzedaliby oba jednocześnie. Następnie przyprowadzi go do Rozmowy ze Sobą i Morrow kupi oba ich urządzenia.

A później umówi się ze Scottem Otsuką i zaproponuje, że sprzeda mu pryzmat, który umożliwi mu rozmowę ze zmarłym mężem.

Dyskusja