Dookoła świata w jeden dzień – recenzja interaktywnej gry książkowej „Poszukiwacze Zaginionego Skarbu”

Warianty jednoosobowe w planszówkach zaczynają być już standardem tuż obok estetycznego wykonania komponentów. Popyt na rozgrywki solo na rynku gier planszowych okazał się na tyle duży, że od razu pojawiły się na nim nowe propozycje dedykowane tylko dla jednej osoby. W ten sposób, w naszym kraju, już od kilku lat zaczytujemy się w komiksach paragrafowych oraz rozwiązujemy zagadki z serii Dzienników od FoxGames. Już od 20 maja możemy cieszyć się nową propozycją dla graczy solo od wydawnictwa Egmont, które zaproponowało nam dwa tytuły z linii Escape Quest. Miałam przyjemność wyruszyć na poszukiwania zaginionego skarbu, a o tym, co z tego wyszło, przekonacie się sami!

Na wstępie warto zaznaczyć, że za tytuł odpowiedzialna jest grupa Kaedama, w której skład wchodzą znani i doceniani przez graczy: Antoine Bauza (7 Cudów Świata, Takenoko), Corentin Lebrat (Takenoko: Chibis), Ludovic Maublanc (Cyklady, Mr. Jack) oraz Théo Rivière (Nagaraja, Morze Chmur). Autorzy postanowili stworzyć tytuł, który zabierze nas w podróż dookoła świata w celu poszukiwania drogocennych dla historii kultury skarbów. Niestety po śmierci znanej podróżniczki, Sarah Edson-Taylor, obowiązek znalezienia owych skarbów spadł właśnie na nas. Jednak w tej angażującej przygodzie pomoże pamiętnik odkrywczyni, zawierający niezbędne wskazówki dotyczące szczegółów, gdzie znajdują się skarby. Podążając tropami Edson-Taylor oraz dokładnie analizując pozostawione przez nią wskazówki, jesteśmy coraz bliżej nie tylko wykonania powierzonego zadania, ale również ujawnienia naszej sekretnej misji.

Plecak spakowany? Paszport zabrany? No to w drogę!

Ze względu na fakt, że tytuł dedykowany jest graczom powyżej dwunastego roku życia, zagadki nie są bardzo wymagające, dlatego momentami były one jedynie przerywnikami pomiędzy fabularnymi opisami. Oczywiście nie wszystkie dadzą się rozwiązać w dwie minuty, ponieważ przetestują one spostrzegawczość oraz logiczne myślenie graczy. Bardzo często zatrzymywałam się na z pozoru łatwych łamigłówkach, jednak bez odpowiedniej interpretacji ich schematu nie mogłam sobie poradzić od razu.

Brak natychmiastowego rozwiązania nie zniechęcał mnie, ponieważ autorzy zamieścili na końcu książki strony ze wskazówkami oraz gotowymi odpowiedziami, jednocześnie wyjaśniającymi sposób rozwikłania zagadki. Nie korzystałam z tej pomocy często, choć momentami ta opcja wydawała się bardzo kusząca. Preferowałam robić sobie przerwy w momencie, gdy nie wiedziałam, co robić. Choć na książce podany szacowany czas rozgrywki wynosi około trzech godzin, to nikt nie każe nam rozwiązać łamigłówek „ciągiem”, jedna po drugiej.

Właśnie taka forma Escape Questów do mnie przemawia, zagadki nie są zależne od siebie, dlatego w każdej chwili gracz może zrobić sobie przerwę i po powrocie nie musi się obawiać, że czegoś zapomniał. Ale również na taką okazję autorzy przygotowali dwie strony dedykowane na notatki dla tych bardziej skrzętnych graczy, lubiących wszystko notować i mieć pod kontrolą. Dobrze jest mieć wolną przestrzeń na wypadek, gdyby faktycznie było to konieczne. Dlaczego?

Tytuł samodzielny w 100%

Ponieważ do zabawy i poznania historii wraz z zagadkami wystarczy tylko egzemplarz książki. Miejsce na notatki wyklucza dodatkowy problem, jakim jest posiadanie pod ręką czystych kartek. Brak aplikacji sprawia, że nie potrzebujemy żadnych urządzeń z dostępem do internetu. Zatem całą rozgrywkę generuje sama książka. Jedyny przedmiot, który musi nam towarzyszyć, to coś do pisania, najlepiej ołówek, w razie potrzeby wymazania rozwiązań i własnych notatek w celu udostępnienia książki innym graczom.

Czekaj, czekaj, jak to było…

Na dużą uwagę zasługują łamigłówki oraz sposób użycia dostępnych „komponentów” w grze. Autorzy bardzo sprytnie wykorzystali formę gry, jaką jest książka, ponieważ w zabawie bierze udział dosłownie wszystko, nie tylko samo wnętrze, w postaci stron. Dołączone zakładki łatwo wskażą graczom miejsce ostatniej podróży, śladami Edson-Taylor, jak również do zapisu przyda się okładka ze „skrzydłami”.

W dużej mierze zagadki przetestowały moją spostrzegawczość, choć forma niektórych z nich była dla mnie oczywista na pierwszy rzut oka, ze względu na to, że często odwiedzam escape roomy oraz sięgałam po Dzienniki. Jednak nie uważam, żeby książka bardzo dużo czerpała od innych, dostępnych na rynku, tytułów. Łamigłówki są bardzo kreatywne, za co należą się ogromne brawa dla autorów. Wśród zadań, które napotkamy na swojej drodze, będą też i takie, które sprawdzą naszą wiedzę z nauk ścisłych. Już uspokajam humanistyczne umysły: matematyczne zadania sprowadzają się do najprostszych działań, zatem nikt nie powinien mieć z nimi kłopotów. Pamiętajcie, że gdy będą wam towarzyszyły wątpliwości, zawsze możecie skorzystać z podpowiedzi, a w ostateczności z gotowego rozwiązania.

Świetnie się bawiłam, będąc jednym z Poszukiwaczy Zaginionego Skarbu. Z każdym kolejnym udanym rozwiązaniem czułam rosnącą satysfakcję z własnych dedukcyjnych możliwości, ale przyznaję, że czasami, gdy korzystałam z gotowych rozwiązań, towarzyszyło mi hasło „serio, jak mogłam tego nie zauważyć?”.

Zatem po lekturze tego Escape Questa jestem bogatsza o nowe, łamigłówkowe doświadczenia, które zapewne niejednokrotnie wykorzystam w prawdziwym escape roomie. Zagadki były na przyjemnym poziomie trudności i miały swoje logiczne wytłumaczenie, jednocześnie idealnie zazębiając się z fabułą, poza kilkoma wyjątkami. Grając, nie odczuwałam znużenia wynikającego z długości czasu potrzebnego na rozwiązanie łamigłówek, co uważam za duży plus, ponieważ to one są kluczowym elementem Escape Questa.

Jeśli miałabym doradzić graczom, którzy jeszcze nie rozpoczęli swojej przygody z taką formą rozrywki, to zdecydowanie na początek polecam sięgnąć po tytuł z serii Escape Quest. Dopiero później po rozwiązaniu x stron można rozpocząć zabawę z innymi rynkowymi pozycjami zawierającymi zagadki, ponieważ reprezentują bardziej zaawansowany tryb rozgrywki. Zatem nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć wam powodzenia! Ołówki w dłoń i do dzieła!

Ocena: 9/10
Za grę dziękujemy wydawnictwu Egmont.
Dyskusja