Graj w innym świecie – recenzja gry książkowej „Za garść neodolarów”

Bywają gry nudne. Są także takie, które pamiętasz zapewne przez całe życie i poruszacie ich temat przy każdej możliwej rozmowie. Gdzie należy zaklasyfikować Za garść neodolarów? Pytanie bardzo subiektywne, ale warto śmiało stwierdzić, że zapamiętacie ją na dłuższy czas. W pierwszej chwili może wydawać się, że to będzie szybka rozgrywka. Jednak gra potrafi trwać długie godziny. Wszystko zależy oczywiście od was.
Za garść neodolarów – wprowadzenie

To trochę więcej niż zwykła gra. Można ją potraktować jako ciekawą książkę z bardzo wciągającą fabułą. Historia została dobrze dopracowana i rzeczywiście interesuje – nawet osoby, które niekoniecznie odnajdują się cyberpunkowych klimatach. Sama gra, co zresztą wskazują informacje na samej okładce, nie skupia się na jak najszybszym rozwiązaniu zagadek – przewidywany czas zabawy to 3 godziny. Jednak nie należy zwracać na to uwagi., ponieważ wszystko zależy od was, jak szybko i w jaki sposób dojdziecie do rozwiązania.

Gra została stworzona przez Corentina Lamy’egp i Joffreya Ricome’a – dziennikarzy La Monde. Specjalizują się oni przede wszystkim w cyfrowych technologiach. Za ilustracje natomiast odpowiadał Laurent Miny.

Fabuła

Gra przedstawia realia z 2047 roku. Atak nuklearny przyczynił się do drastycznego załamania światowej gospodarki, a światem rządzą korporacje. Dla pojedynczych jednostek to bardzo trudny czas. W plotkach można usłyszeć o grupie hakerów, którzy chcą zmienić proporcję władzy, wyrywając oręż ze szponów nikczemnych korporacji. Pewnego dnia na monitorze widzisz napis „Dołącz do nas”. Czujesz się powołany.

Fabuła omawianego tytułu pozwala szybko zapomnieć o świecie, w którym żyjemy. To właśnie ona będzie nakręcać gracza do tego, aby przeszedł przez kolejne strony.

Zagadki

Wszystkie zagadki skupiają się na tym, aby odkryć numer strony, na którą trzeba przejść. To na pewno ciekawe rozwiązanie, jednak ciągłe przewracanie kartek bywa męczące – karciana forma takiej gry wypadłaby lepiej. Za garść neodolarów, wbrew znajomo brzmiącej nazwie „Escape Quest”, na myśl przywodzącej escape roomy, wcale takiego nie przypomina. Nie czuć bowiem specyficznego klimatu tej formy rozrywki, gdzie każda czynność, przedmiot czy wskazówka przybliżają nas do upragnionego klucza, otwierającego drzwi do wolności. Jednak sam zamysł tytułu jest jak najbardziej trafny. Wydaje mi się tylko, że autorzy nieco pogubili się po drodze w mechanice. Z każdą kolejną zagadką spada poziom trudności, ponieważ opierają się one na tej samej zasadzie – nasze zadania dotyczą głównie odgadywania numerów na poszczególnych planszach, więc odpowiedź będąca numerem nie zaskakuje.

Gra jednorazowa

Jest to niestety tytuł raczej na jeden raz. Nie tylko dlatego, że po przejściu całej pamięta się rozwiązania większości zagadek. Elementy, które są potrzebne do gry, zużywają się podczas rozgrywki i nie ma możliwości ich odtworzenia. Autorzy oczekują, aby wszystkie rozwiązania znalazły się wewnątrz książki, co jeszcze bardziej eliminuje możliwość przejścia książki drugi raz.

Czy Escape room potrzebuje planszówki?

Za garść neodolarów ma jednak pewną przewagę nad tradycyjnymi escape roomami. Akcja nie skupia się już tylko na jednym pomieszczeniu. Tutaj toczy się ona w futurystycznym Los Angeles, a nawet chwilami poza nim, co stanowi ciekawe urozmaicenie. Dodatkowo na pewno każdy chciałby zobaczyć, jak w przyszłościowej wizji autorów prezentuje się jedno z najbardziej rozpoznawalnych miast na świecie. Widać, że dołożono wszelkich starań, by kreowany świat był jak najbardziej autentyczny i klimatyczny, jednocześnie z dopracowanymi szczegółami. Dzięki temu możemy czuć się prawie jak podróżnik w czasie.

Wykonanie

Sama książka wydana jest bardzo estetycznie, widać niesamowitą dbałość o detale. Ciekawe ilustracje doskonale urozmaicają rozgrywkę. Ważne też, że zostały utrzymane w jednym i wspólnym klimacie. Dzięki temu gracz może wczuć się w atmosferę gry. Bardzo często w propozycjach wydawniczych oprawa graficzna nie pasuje do tematyki danego tytułu. W Za garść neodolarów nie ma z tym najmniejszego problemu. Wszystko jest spójne, co pozwala poznawać świat Escape Questa strona po stronie.

Pomysłowość

Gra Za garść neodolarów jest świadectwem pomysłowości autorów. Przede wszystkim ciekawie przedstawiono poszczególne zagadki – każda z nich wizualnie prezentuje się inaczej. Jednak w przypadku samego zamysłu i konstrukcji łamigłówek, jest już nieco inaczej. Wiele z nich jest do siebie bardzo podobnych, a w ten sposób gra traci na różnorodności. Wydaje się skomplikowana jedynie na początku, później można mieć jedynie lekkie déjà vu. Zagadki liczbowe są dość popularnym i leciwym tematem, dlatego w tym zakresie można było oczekiwać nieco więcej.

Podsumowanie

Fabuła Za garść neodolarów jest na tyle wciągająca, że nawet nie wiemy, kiedy ucieka nam kilka godzin. Na pewno będzie to mile spędzony czas – co do tego nie można mieć żadnych wątpliwości. Jednak warto mieć na uwadze, że jest to gra na raz. Do gry warto zasiąść, gdy mamy więcej wolnego czasu, propozycja od wydawnictwa Egmont z pewnością nie nadaje się jako pozycja „z doskoku” – podczas rozgrywki trzeba się skupić i poświęcić więcej chwil. Zagadki i ich poziom może także stanowić rozgrzewkę przed wybraniem się do prawdziwego escape roomu – warto z omawianym tytułem rozgrzać swoje szare komórki.

Za garść neodolarów to gra dla osób lubiących pozycje z ciekawą fabułą i oprawą graficzną oraz także tych gustujących w tytułach logicznych, zmuszających do myślenia i poszukiwania rozwiązań. Jeśli jeszcze jesteście fanami cyberpunkowych klimatów – tym bardziej musicie po nią sięgnąć!

Za grę dziękujemy wydawnictwu Egmont.
Dyskusja