Megatona zabawy – recenzja gry planszowej „Fallout Shelter”

Uważnie monitorujesz liczbę zasobów. Kończy się woda pitna. Mieszkańcy nie będą zadowoleni. Trzeba zbudować kolejną stację uzdatniania. Surowców również brakuje. Do tego ciągle wybuchają pożary. Całe szczęście, że ostatnio mutantów jakby mniej. Może na jakieś imprezy poszły. Przynajmniej jest to powód, aby zorganizować własną. Gdyby tylko była woda… Trzeba pozmieniać przydziały pracowników. Pocieszasz się tym, że innym nie idzie lepiej. I znowu zerkasz na liczbę zasobów. Jest źle.

Najpierw było jajko. Nie, stop. Najpierw były Fallouty, obecnie klasyki gier RPG. Na fali popularności tego postapokaliptycznego świata* powstały różnorakie „dzieci”, rozbudowujące to uniwersum. Jednym z nich jest symulator budowy schronu. Pierwotnie dane nam było zagrać w wersje elektroniczne, ale obecnie edycja „bez prądu” trafiła na sklepowe półki. Obejmiemy w niej stanowisko zarządcy „Vaulta”, dzielnie walcząc o zadowolenie naszych podopiecznych.

Konserwa czy też pudełko czekoladek

Opakowanie Fallout Shelter jest z pewnością nieszablonowe. Nie otrzymujemy bowiem klasycznego kartonowego pudełka. Gra trafia do nas zamknięta w puszce. Ciekawe oddanie klimatu uniwersum. Samo opakowanie wygląda naprawdę przyzwoicie. Wytłoczenia na froncie dodają uroku, a grafiki są wykonane w stylu doskonale nam znanym z oryginalnych gier. Prezencję Fallout Shelter na półce oceniam naprawdę wysoko. Do tego samo opakowanie można wykorzystać do walki z mutantem.

W środku czeka na nas całkiem sporo komponentów. Pierwsza rzuca się w nasze ręce bardzo dobrze napisana instrukcja. Po jej przeczytaniu można bez problemów zacząć grę. Ponadto świetnie wygląda.

Niżej natrafimy na komplety plastikowych pionków dla każdego gracza. Przedstawiają one znanego Vault-Tec Boya** w różnych pozach. Wygląda to sympatycznie, chociaż w trakcie rozrywki raczej nie zwraca się na to uwagi. W korespondujących do pionków kolorach każdy gracz otrzymuje także planszetkę służącą do odmierzania poziomu surowców.

Dodatkowo dostajemy komplet żetonów, przeznaczonych do zliczania Zadowolenia pośród mieszkańców. Są to de facto wyznaczniki zwycięstwa. Obok mamy też sześciany, służące do odmierzania poziomu zasobów. Kocham ten odcień zielonego.

Ostatnim komponentem są karty. Mamy zestaw dużych kartoników, przedstawiających pomieszczenia, jakie będzie nam dane budować w naszym schronie. Każda z nich posiada dwa miejsca, oferujące różne przychody. Po zbudowaniu, dowolny gracz będzie mógł korzystać z tego pokoju. Otrzymujemy dodatkowo mniejsze karty Przedmiotów. Każdy z nich ma indywidualne działanie, które mamy możliwość wykorzystać raz na turę. Ostatnią kartą są Zagrożenia wykonane, w przeciwieństwie do reszty, z przeźroczystej folii. Świetny design wpada w oko od razu i ułatwia rozgrywkę.

Panem et circenses

Fallout Shelter polega na rozbudowywaniu wspólnego schronu. Każdy gracz posiada własne piętro, gdzie będzie stawiał pomieszczenia. Rozgrywka podzielona jest na tury, składające się z trzech faz. Pierwsza z nich to pojawienie się zagrożeń w naszych podziemiach. Przy pomocy rzutów kością, losowane są pomieszczenia, w których coś się popsuje. Na przykład dumny status „brak mutantów tutaj”. Później każdy uczestnik, poczynając od zmiennego Pierwszego Gracza, przydziela swoich ludzi do poszczególnych pomieszczeń. Dzięki temu otrzymujemy surowce, przedmioty i Zadowolenie. To ostatnie jest kluczowe, gdyż to ono prowadzi do zwycięstwa. Gdy wszyscy mieszkańcy znajdą sobie zajęcie, następuje ostatnia faza. Nasi pupile wracają do rąk niosąc zdobyczne rzeczy, rany*** i umiejętności. Później krąg życia się powtarza. Wszystko do momentu, gdy ktoś zbuduje szóste pomieszczenie lub skończą się karty w talii zagrożeń. Życie bez ryzyka jest przecież nudne, czyż nie?

W tym momencie wszyscy uczestnicy sumują swoje żetony zwycięstwa oraz bonusy z Przedmiotów. Istnieje spora grupa kart, które na koniec dają właśnie dodatkowe punkty po spełnieniu określonych warunków. Pozwala to z zaskoczenia śmignąć zwycięstwo prowadzącemu dotychczas cwaniakowi.

Warto jeszcze wspomnieć o walce. Podczas gry możemy bowiem przypisać naszego człowieka do walki z mutantem, pożarem i innym przejawem złego losu. Każde takie zagrożenie ma określony poziom trudności lub koszt w zasobach. O ile w przypadku tego drugiego scenariusza wystarczy zapłacić cenę i zadanie wykonane, to klasyczna walka jest bardziej… interesująca. Do gry wchodzą wtedy kostki. Tak, rycerze Szczęścia, wasza kolej. Przed nami stoi zadanie wyrzucenia wyniku równego bądź większego od podanego na karcie. Oczywiście mamy do pomocy Przedmioty, które wspierają nas możliwościami przerzutu, dodaniem określonej cyfry do wyniku i tak dalej. Jeśli nam się powiedzie, dostaniemy podaną nagrodę, zazwyczaj Zadowolenie (yum!). W przeciwnym wypadku – nasz pupilek zostaje ranny. Następną turę spędzi w lazarecie, o ile będzie tam wolne miejsce. Kto pierwszy, ten lepszy.

Ciekawą mechaniką jest także szkolenie naszych mieszkańców. W specjalnych pomieszczeniach można ulepszyć ich w danej dziedzinie. Pozwala to w następnej turze zgarnąć podwójne nagrody w zadaniach wymagających danej cechy.

I tak wygląda całość mechaniki. Prosta strategia z elementami losowości. Zatem jak przyjemny jest to tytuł?

Jak to jest żyć pod ziemią, dobrze?

Fallout Shelter to gra stosunkowo szybka. Partie trwają około godziny, co jest przyjemnie wyważonym czasem. Mamy możliwość pogłówkowania i zaplanowania strategii, jednocześnie nie musząc nadmiernie kombinować. Negatywna interakcja, opierająca się na podbieraniu wartościowych miejscówek innym, dodaje grze smaczku i dodatkowo sprawia, że istotna jest kolejność w turze. Często także trzeba się zatrzymać na chwilkę, planując następne kroki, tak aby na pewno wystarczyło nam surowców oraz aby ubiec rywali.

Losowość nie rzuca się zbyt w oczy. Z pewnością momentami dodaje emocji, ale nie ma wielkiego wpływu na rozgrywkę. Ilość wymaganej strategii również nie jest zbyt duża, zresztą niespodziewane zwroty akcji często psują nam plany. Ponadto musimy dynamicznie dostosowywać się do sytuacji i wyciągać jak najwięcej z każdej tury.

Jednocześnie może bawić się od dwóch do czterech graczy, chociaż to większa liczba uczestników daje więcej radości. Poziom wejścia nie jest wysoki, wystarczy bowiem wytłumaczyć zasady, aby każdy mógł bez trudności zagrać. Nie wszystkim jednak spodoba się mechanika „zbierania z planszy, aby w przyszłości zbierać więcej”.

Regrywalność nie oszałamia. Raz na jakiś czas dobrze jest ściągnąć tę grę z półki, ale nie ma mowy o „ciupaniu” kilku partii pod rząd. Monotonia byłaby zbyt wielka, ponieważ grze brakuje różnorodności.

Podsumowując, Fallout Shelter to przyjemny tytuł z klimatem. Spodoba się na pewno fanom eurosucharów, osobom szukającym gry, która pozwoli posiedzieć i pomyśleć nad planszą oraz falloutowcom. Rozgrywka nie sprawia wielu problemów, a pozwala nieźle się rozerwać, ale tylko od czasu do czasu. Przy częstszych posiedzeniach może nudzić.

 

Ocena: 7/10
Za grę dziękujemy wydawnictwu Rebel.

*Ciekawe spostrzeżenie na temat naszego społeczeństwa. Ciągnie nas do ogólnej rozwałki. Dziwne, nie?

**Taki Boy Budowniczy, heh.

***Pokrzyczy ktoś ze mną „Medic!” głosami postaci z TF2?

Dyskusja