O tej ziemi – recenzja książki „Ostatnie lato Wandalów”

Niejeden usłyszawszy o temacie powieści mógłby odpuścić sobie, obudziwszy w sobie skojarzenia z „turbosłowianami” czy „Wielką Lechią”. Będzie to błąd, ponieważ choć książka to literacka fikcja, nie bawi się w tworzenie wymyślnych, zaginionych imperiów, tylko opiera się na solidnych historycznych podstawach i ciekawie podchodzi do rodzimych podań.

Dzikie ziemie, obrośnięte nieskończoną puszczą, niezauważane przez wzrok sąsiednich mocarstw stają się areną bratobójczych walk, które doprowadzą do zmierzchu ongi potężnego ludu. Gra o tron, zakazana miłość i mroczne siły, a do tego spiski, królewskie dylematy i groźby. Brzmi banalnie? W wykonaniu Jakuba Urbańczyka cała opowieść skrzy się angażującą intrygą, niewymuszoną akcją i niespodziewanymi rozwiązaniami.

Porównanie do George’a R.R. Martina jest przypadkowe, ponieważ Urbańczyk nie rozdrobnił się na kilkanaście skomplikowanych wątków, rozwijanych na setkach stron następnych tomów. Skupił się na paru bohaterach, ich historii, śledzeniu kluczowych dla fabuły wydarzeń z ich perspektywy. Wcale nie twierdzę, że to właściwsza droga, choć dla debiutującego w dłuższej formie autora zapewne lepsza. Spójna, zwarta historia pozwala zapoznać się z możliwościami i warsztatem – i w tym przypadku, twórca udowodnił, że stać go na wiele i potrafi wyraźnie, sensownie domknąć główne wątki, dobrze zarysować bohaterów, a przy tym nie przesadzić, nie silić się na wielotomowe „arcydzieło”. W ogóle nie czuć na kartach powieści czczych prób stworzenia ogromnego uniwersum i podkreślenia, że to, co dzieje się w „Ostatnim lecie Wandalów” nie zaważy na losach całego świata, to – mimo rozmachu – opowieść tocząca się na peryferiach. Sztuką jest tu skuteczne ukazanie, że „małe historie” potrafią być interesujące i przejmujące.

Z tym, że nie tylko z narracją i bohaterami autor sobie radzi. Malownicze tło, obyczajowość, która nie przytłacza rozwlekłą opisowością to coś, co pozwala czytelnikowi delektować się smaczkami, prawdopodobnymi elementami ówczesnego sztafażu oraz sposobem życia. Urbańczyk stawia tu na akcję, a większość informacji przemyca w dialogach. Akcja to klucz tego, co wielu nazywa czytaniem jednym tchem, bowiem, gdy już uda się odbiorcy rozsmakować w historii, nie będzie chciał zaprzestać lektury. Czy to za sprawą sprytnie rozłożonych chwytów, sprawiających, że pragnie się poznać rozwiązanie pewnego wątku, a ten z kolei prowadzi do kolejnej… zagadki. I tak do końca powieści. A tam czeka nas bardzo rozbudowany indeks i objaśnienia, pogłębiające tylko wrażenie autentyczności tego, co między fikcją udało się zamieścić autorowi.

„Ostatnie lato Wandalów” to więc zręczna fantazja historyczna o tym, co mogło wydarzyć się nad Wisłą roku 556. Zgranie polskich podań z przesłankami historycznymi, umieszczenie ich w jednym okresie i nieprzerysowanie wszystkiego było wyzwaniem, któremu Jakub Urbańczyk podołał, zawiązując sensownie wątki i przekonywująco odmalowując obyczajową panoramę ziem później polskich VI wieku.

 

Dyskusja