Nie tylko dla kocich ciotek – recenzja gry „Najlepsza gra o kotach”

Kot to ma w sumie fajne życie. Jest najpopularniejszym zwierzątkiem domowym w Europie (według poważnych badań FEDIAF). W Starożytnym Egipcie czczono je jako boskie stworzenia, zachowały się nawet kocie mumie. Jest też ogromna szansa, że nasz uroczy kitku zostanie internetowym celebrytą obok Grumpy Cata, Maru, czy Lil Bub.

Ludzie z jakiegoś powodu mają bzika na punkcie kotów, ale jak powiedzieć „nie” puszystemu ogonkowi i różowym łapkom? Dla tych, których miłość nie kończy się na posiadaniu siedmiu kocich bied, wirtualnej adopcji i dokarmianiu podwórkowych przybłęd powstała Najlepsza gra o kotach.

Pierwsze koty za płoty!

Zaczynam trochę od końca. Razem z grą otrzymałam tajemniczą kopertę, zapieczętowaną kocią łapką. Tajemniczo. Wewnątrz znajdował się dodatkowy zestaw kart do samodzielnego uzupełnienia, plus set naklejek do tworzenia własnych kotów-przybłęd. Jest to super opcja dla osób, które mają (miały, zamierzają mieć) własne pupile i chcą dokonać swoistego self-insertu. Jeśli śledziliśmy proces powstawania gry to wiemy, że był taki moment, gdy można było wygrać (z pomocą swojego kota) konkurs na oficjalną kartę, skutkiem czego są absolutnie urocze imiona, o których później. Moje poganiacze człowieków spojrzały łaskawym wzrokiem na skrzętnie podrasowane portrety, więc ja jestem zachwycona tym bonusem.

Natomiast wersja podstawowa to standardowe, średnie pudełeczko w ciepłych kolorach i oczywiście z sympatyczną futrzaną mordką. Tytuł karcianki jest intrygujący. Najlepsza gra o kotach… Przez chwilę kontemplujesz fakt, czy znasz jakieś inne gry o kotach, bo inaczej ten ranking rozstrzygnie się przed otwarciem pudełka. Co w środku? Talia kart, notesik, drewniana figurka kota i zestaw przysmaków oraz żetonów, i oczywiście książeczka z instrukcją. Oprawa graficzna jest bardzo prosta, pastelowa i przyjemna w odbiorze. Mnie przywodzi na myśl Przygody kota Filemona.

Nie odwracaj kota ogonem

Gra polega na rozpieszczaniu kotów. Genialne. Tu już możemy zakończyć opis, wszyscy czują się przekonani? Są tu jacyś zaciekli psiarze? Dobrze, więc co jeszcze… Naszym celem jest odpowiednie zaopiekowanie się zwierzakami – do tego użyjemy przysmaków, ubranek i zabawek. Są też karty zaginionych kotów, kocimiętka i oczywiście galeria osobistości – futrzaki, które są tu gwiazdami i wymagają naszej atencji.

Każda z kart pupila ma swoje wymagania i w zależności od trudności zadań do wykonania, dostaniemy różną liczbę punktów. Są jeszcze kartoniki przybłęd, które są traktowane jako talia specjalna, a możemy je dobrać tylko używając „zaginionego kotka”. Skoro wiemy jak to działa, możemy szykować grę. Liczba osób, która może rozerwać się przy Najlepszej grze o kotach to od dwóch do czterech. W zależności od tego ile nas jest, musimy odjąć bądź dodać coś do talii. Oczywiście tasujemy powstały stosik i tworzymy siatkę 3×3, dodajemy trzy karty przybłęd (i tylko tyle, resztę musimy pożegnać na całą grę), umieszczamy żetony w miejscu dostępnym dla wszystkich graczy i wybieramy kto rozpocznie turę. Ta osoba ustawia znacznik kota w dowolnym rzędzie lub kolumnie.

Rozgrywka polega na wykonaniu trzech akcji: dobraniu całego rzędu bądź kolumny nieoznaczonego przez kota (dzięki niemu możemy zablokować przeciwnikom chciane przez nas karty), przesunięciu figurkę i uzupełnieniu rzędu. Są także czynności, które wykonujemy dodatkowo lub natychmiast. Na przykład: od razu wymieniamy kartę na żeton, po skończeniu rundy wolno nam też użyć spryskiwacza, aby zmienić położenie znacznika, lub zaginionego zwierzaka, zgodnie z przeznaczeniem – wymieniamy dobrane kotki na przybłędy. Te ostatnie mają zdolności specjalne – podwajają punkty za same rude koty, albo można użyć na nich dodatkowych przysmaków, które normalnie odjęłyby nam punkty. Czyli tak, jak w życiu – koty wolno żyjące mają super moce. Kończymy, kiedy nie możemy już dołożyć kartoników do linii. Cała rozgrywka zajmie nam około trzydziestu minut.

Oczy kocie, życie w złocie

Najlepsza gra o kotach jest banalnie łatwa do załapania. Chociaż zasady są „opakowane” w dość sporą broszurę, to szybko okazuje się, że to zmyłka na zasadzie książeczki dla małych dzieci – duży tom, niewiele treści (ale sporo obrazków!). W dodatku nie ma tu kwestii spornych czy wymagających analizowania, więc pierwsze „czytanie” jest na ogół ostatnim. Zwłaszcza że karty mają na sobie podpowiedzi co do mechaniki ich działania, więc kiedy już rozegramy sobie partyjkę czy dwie, możemy zrezygnować z używania instrukcji w ogóle (co, jak wiadomo, przyspiesza rozgrywkę).

Jaki typ zabawy dostarcza nam kocia gra? Jest tu element strategii – musimy zaplanować sobie jak w najkorzystniejszy sposób nakarmić swoje futrzaki, które przysmaki najlepiej zebrać, aby tego dokonać, i jeszcze nie mieć wspomnianej już nadwyżki, pozbawiającej nas punktów, a także co zrobić, żeby przyblokować przeciwnika i jeszcze zaklepać sobie najlepszy rządek do następnej kolejki (a nie zawsze się to udaje, bo z zablokowanego rzędu i tak można skubnąć jedną kartę, wybierając odpowiednią kolumnę). Są też warunki, które musimy spełnić, aby otrzymać punkty, takie jak zebranie co najmniej danej liczby kocimiętek, albo posiadanie przynajmniej jednego ubranka. Niektóre nieużyte kartoniki podbijają nasz końcowy wynik, niektóre wielokrotności dają coraz lepszy efekt i tak dalej. Musimy zaplanować swoje zwycięstwo, ale myśląc jednotorowo może się okazać, że przeciwnik nas przewyższył, zatem drugim okiem należy kontrolować, jak radzą sobie pieszczochy współgracza.

Zabawa w kotka i myszkę

Gra się szybko i płynnie. Chociaż nie możemy opanować rozgrywki na tyle, żeby już od początku wiedzieć, jak dojdziemy do najwyższej liczby punktów, to ten element zmienności działa zdecydowanie na korzyść karcianki. Nie ma dwóch takich samych tur, rzadko trafi się identyczny rozkład przybłęd czy naszej siatki rozmaitości. Są też punkty estetyczne, czyli cudownie smutne koty na kartach z ubrankami (no nie oszukujmy się, żaden poganiacz człowieków nie marzy o przebraniu króliczka), oraz imiona. Te ostatnie naprawdę robią robotę. Wielka część z nich to żarty kręcące się wokół słowa „kot”, pozostałe są albo kreatywne, albo przyjemnie swojskie. To o tyle miły akcent zwłaszcza, jeśli ma się świadomość, że faktycznie są to imiona kotów ludzi, którzy brali udział w konkursie, albo wydawców gry.

Ogólnie rzecz ujmując Najlepsza gra o kotach to regrywalna i przyjemna karcianka, z którą poradzi sobie nawet mały człowiek w dolnej granicy wieku (osiem lat), a która zachwyci i starszych graczy. Szybka, nieskomplikowana, ale dająca szansę na strategiczne myślenie, element planowania i rywalizację. Po zakończeniu rozgrywki czujemy niedosyt, kusi, żeby rozegrać kolejną partię. No i pudełko mieści dwa koty!

Ocena: 10/10
Za grę dziękujemy wydawnictwu FoxGames.
Dyskusja