Jaki? Jaka? Jakie? – recenzja gry „Przymiotniki”

Pamiętacie jeszcze te czasy w szkolnej ławce, gdy Pani od polskiego przepytywała z części mowy i trzeba było zapamiętać na jakie pytania odpowiadają? Dla wielu z nas było to pierwsze zderzenie ze skomplikowaniem systemu, no bo jak coś tak łatwego i oczywistego jak język, którym opisujemy naszą rzeczywistość, może być tak trudne, gdy zaczynamy go systematyzować?

Lata minęły, większość z nas opanowała trudną sztukę władania ojczystym językiem i słowo „przymiotnik” nie wywołuje w nas już dreszczyku adrenaliny jak ten, który odczuwaliśmy stojąc przy tablicy… Czy jednak na pewno?

Chytrusek

Zacznijmy od pudełka. Nie ma niespodzianek jeśli chodzi o wymiary, jest to standardowy kartonik. Z wieczka uśmiecha się do nas kreskówkowy lisek na neonowym tle. Każda literka tytułu jest w innym stylu i jest to swego rodzaju zwiastun co do tego, co będzie w środku. Gra nie udaje, że nie jest dla dzieci, styl ilustracji sugeruje młodszego odbiorcę, prosta nazwa też nie pozostawia nam przestrzeni do wahania się. Mamy tu do czynienia z tworem rozrywkowo- edukacyjnym. Na tym etapie możemy też dowiedzieć się, iż w rozgrywce wziąć może udział od dwóch do dziesięciu osób (co jest istotne, jeśli chcemy używać Przymiotników, na przykład jako pomoc naukową) w wieku pięć plus, a zabawa zajmie nam około piętnastu minut.

Puszysty, rudy, przebiegły

Pudełko zawiera jedynie talię podłużnych kart z napisami i instrukcję. Zaczniemy od tej drugiej. Zasady gry są bardzo proste i podzielone na różne tryby, dostosowane do wieku i potrzeb małych (i dużych) graczy. Gra, w dużym skrócie, polega na dopasowaniu przykładów przedmiotów, istot żywych, lub zjawisk naturalnych do wylosowanego przymiotnika (lub większej ich liczby). Mamy tu dwie opcje dla maluchów – Tryb odkrywcy i Biegacza. Spełniają one wymagania młodziaków, którzy potrzebują nieco innych bodźców niż ich nieco starsi koledzy o dłuższym czasie skupienia. Te wersje rozgrywki eliminują element rywalizacji, pozwalając na swobodną grę, lub zapewniają dodatkowy bodziec ruchowy przy poszukiwaniu odpowiednich słów dla wylosowanych opisów.

Są też dwie opcje dla starszaków – Tryb Poszukiwacza przygód i Tryb badacza, odpowiednie dla uczestników od siedmiu lat w górę. Tutaj popisać można się refleksem lub wprowadzić element rywalizacji dzięki zbieraniu odgadniętych haseł. Jest też możliwość operowania poziomem trudności przy pomocy doboru liczby kartoników, do których musimy dopasować odpowiednie słówko. Łatwiej jest oczywiście, jeśli mamy tylko jedno słowo, jak „Metalowy”. Umawiając się na kilka sztuk zdarza się nam otrzymać hybrydę jak „Metalowy”, „Puszysty”, „Pognieciony”. I tu zaczynają się schody, ale i pole do uruchomienia wyobraźni.

Jest też specjalna notka dla rodziców i nauczycieli, zachęcająca, by użyć Przymiotników w celach naukowych zarówno dla języka ojczystego, jak i obcego, co również przetestowałam. Gra oprócz opisanych w instrukcji opcji rozgrywek pozwala na szersze jej użycie, co stanowi bezdyskusyjny plus.

Teraz wróćmy do początku. Do dwóch początków. Pamiętam, jak na lekcjach plastyki w szkole podstawowej mieliśmy temat o graficznym przedstawianiu słów (dumnie to brzmi w ustach dorosłej osoby, wtedy pewnie było to ujęte nieco łatwiej). „Lód” na planszy trzymanej przez nauczycielkę był błękitny i „kapał”. „Ryba” miała łuski i ogon w literce „y”. „Dom” miał dach i okienko. Mieliśmy wtedy wymyślić coś własnego. Już nie pamiętam, co wymyśliłam, ale te obrazy pamiętam do tej pory. Przymiotniki oparte są na tym samym wizualnym pomyśle. W dodatku mają przeuroczego liska-asystenta, który pomaga te wyrazy przedstawić (a jako wielbicielka lisów jestem zdania, że jeśli jakaś gra ma lisa, to z założenia nie może być zła!). Zatem wedle tej samej zasady – słowo „smaczny” zbudowane jest z pizzy, a nasz pomocnik próbuje się do niej dobrać, „brudny” ułożone jest z prania, rudzielcowi też przydałaby się kąpiel, „długi” to lina, „skórzany” paski… Przeuroczy i genialny pomysł, nie tylko na to, żeby słowo wbiło się w pamięć, ale i aby młodsze dzieci łatwiej się go nauczyły, wszak najlepszy sposób na naukę to przykład!

A co z moim ogonkiem?

No dobrze. To kto w końcu w to gra? Moja odpowiedź brzmi – każdy. To fakt, Przymiotniki zostały stworzona z myślą o dzieciach i tutaj zaczniemy. Zarówno rozgrywka „dla zabawy” jak i edukacyjna to niezwykła frajda. Osobiście testowałam Przymiotniki jako pomoc przy nauce angielskiego. Efekty są fantastyczne. Można ją rozegrać tak jak mówi instrukcja (to polecam dla starszych dzieci), albo użyć jako fiszek do tłumaczenia i jest to też fajny pomysł zwłaszcza, jeśli dodamy tutaj efekt rywalizacji – jeśli przetłumaczysz dobrze, możesz zebrać kartę, na koniec lekcji zobaczymy, kto ma najwięcej słówek.

Młodsze dzieci ucieszą się z wersji bieganej – wymieniamy słówko po angielsku i szukamy w klasie przedmiotu o takiej cesze, starszym odpowiada Tryb Badacza szczególnie, gdy mogą w każdej rundzie zdecydować o nowej liczbie haseł. Traktują to jako osobiste wyzwanie. Lisek bawi i uczy.

Co jednak z dorosłymi? Ano, Panie i Panowie, proszę się nie martwić. Dwa wspomniane tryby są bardzo ciekawe i dla nas. Oczywiście trzeba wyprosić młodszych graczy z pokoju, bo doświadczenie pokazuje, że gdy starzy wyjadacze dostaną Przymiotniki w swoje ręce, odpowiedzi mogą być bardzo niepoprawne politycznie, ale i szalenie zabawne. Szare komórki pracują, wyobraźnia szaleje, stolik numer pięć pada ze śmiechu.

Tryb Biegacza jest dla tych, co chcą wprowadzić trochę akcji na nudnej imprezie, tutaj bardzo polecam podzielić się na zespoły, bo kiedy większa liczba osób rzuca się na „puszystą” poduszkę, albo co gorsza domowe zwierzątko… Powiedzenie, że powstaje dziki chaos, to jak nie powiedzieć nic.

Chodzi lisek koło drogi

Przymiotniki to gra genialna w swej prostocie, odpowiednia dla dzieci, do których została skierowana i zaskakująco sprawdzająca się w gronie dorosłych. Nie do podważenia są jej wartości edukacyjne, ale zapewnia też dużo śmiechu i rozrywki na wysokim poziomie, jeśli wiemy jak jej użyć. Trochę niepozorna, kryje w sobie potencjał, który szybko się nie znudzi. Zdecydowanie polecam.

Ocena: 9/10
Za grę dziękujemy wydawnictwu FoxGames.

Dyskusja