Tolkien. Niesamowity, ale jakże ludzki – recenzja książki „Listy”

Wszystko, co powinieneś wiedzieć o J.R.R. Tolkienie znajdziesz w „Listach” – to punkt wyjścia, którym powinien podążyć każdy, którego życie Tolkiena obchodzi na tyle, aby poświęcić jej część swego. Z tym, że to książka, która najwięcej zyskuje po lekturze większości dzieł mistrza fantasy.

Oto epistolarna książka, w której Tolkien się obnaża. Poważny, dystyngowany profesor ze swadą oraz starannością wykłada o sobie, drodze swego życia, gdzie „Władca Pierścieni”, a właściwie samo Śródziemie wcale nie dominuje. Z tym, że to ani spowiedź, ani sfragmentowana opowieść o sobie. Wszystko o autorze wynika z drobinek informacji, anegdot wplecionych w treść pięknie pisanych listów, pozwalających zapoznać się z tłem obyczajowym – choć nieszczegółowym, aczkolwiek to nie minus – środowiska akademickiego, literackiego i wydawniczego Anglii głównie w środku XX wieku.

W listach odnajdziemy próby nawiązania kontaktu z wydawcami i redaktorami, ścieżkę do wydania „Hobbita”, potem „Władcy Pierścieni”. Kwestie wydawnicze, które nadały najważniejszej książce Tolkiena obecnego kształtu wielokrotnie rodzącego terminologiczne spory. To także spojrzenie na formujące się relacje między późniejszymi stałymi, wieloletnimi współpracownikami, a nawet przyjaciółmi.

Podobne aspekty wynikają w listach do akademickich współpracowników, przyjaciół i członków rodziny – w każdym z listów dostrzec można nie tylko zmieniające się relacje, ale także indywidualne podejście do każdej osoby. Wychwytywanie niuansów podczas lektury pozwala na dodatkowe odkrycie, kim Tolkien mógł być dla innych, jaką pełnił w ich życiu rolę (i vice versa). To pejzaż obrazujący wycinki z całego codziennego życia pisarza, od etatowej pracy, poprzez językoznawcze hobby, czas dla rodziny i intymne okoliczności z najbliższymi, literacką twórczość czy przyjaźń oraz członkostwo w klubie Inklingów. Czytanie każdego kolejnego listu (nie zawsze autorstwa Tolkiena, bowiem i odpowiedzi na konkretne wiadomości udało się zawrzeć w tej książce) wnosi kolejną cegłę do budowy wizerunku w umyśle odbiorcy, czasem można dojść do tego, że niektóre elementy tej sylwetki są ze sobą sprzeczne bądź poddają w wątpliwość niektóre z poznanych wcześniej (albo domniemanych) faktów bądź ciekawostek o pisarzu.

Ale to ponadto zbiór informacji, ogromnej wiedzy i elokwencji, o świecie, badaniach języków (często wymarłych) i dawnej literatury (głównie anglosaskiej i germańskiej), a także jedno z najbogatszych źródeł na temat Śródziemie. W „Listach” przejawiają się poglądy autora na temat rzeczywistości, fikcji, literatury i fantasy – to tam znaleźć można próbę ukucia spójnego terminu oznaczającego ten gatunek fantastyki. Jednak to dopiero początek, ponieważ tematów i dziedzin sztuki, nauki i życia w listach czytelnik znajdzie co niemiara i każda ponowna lektura odkryje przed nim coś nowego, ponieważ to nie naukowy zbiór dokładnie, rzeczowo wyłożonych opisów, ale coś dającego pole szerokim interpretacjom i domysłom. Tolkien zostawia w swych listach pewną dozę niepewności (dla czytelnika), którą odkryć zapewne w wielu miejscach się nie da, ponieważ odnalezione „dziury” wypełnić mogłaby wyłącznie wiedza kogoś znającego tamte czasy, konkretna osoba (adresat konkretnych listów) czy sam Tolkien.

Oto więc coś więcej niż listy z informacjami i coś innego niż biografia. Oto sam Tolkien w wielu miejscach niezwykle osobisty, intymny, prywatny, w różnych maskach i stanach emocjonalnych, w różnym nastroju i okresie życia. On sam. Nie posąg z laurkowych biogramów i artykułów, sentymentalnych wspomnień osób, którym udało się go spotkać i/lub rozmawiać z jego najbliższymi. To po prostu człowiek. Niesamowity, ale jakże ludzki – i chyba tylko w tych „Listach” można go takiego poznać.

Dyskusja