Cień arcydzieła – recenzja powieści graficznej „Rok 1984”

Adaptowanie arcydzieł nigdy nie jest czymś łatwym, a twórca-adaptator musi liczyć się z tym, że część fanów pierwowzoru postanowi nieco naprzykrzyć, choćby złym słowem w odmęcie Sieci. Fido Nesti sięgnął po coś, co w literackim światku uchodzi wręcz za świętą księgę. Czy był gotowy na hejterski lincz? Trudno stwierdzić. Ale ten go i tak spotkał. Choć adaptowane dzieło sprawnie i w wielu miejscach interesująco graficznie podjęło się przełożenia wybitnej książki na nowe medium.

George Orwell to bodaj najbardziej profetyczny (społecznie) z autorów XX wieku, a przy tym wciąż niezwykle aktualny, przystępny i… przerażający. Odkrywanie tego, co udało mu się przewidzieć i tego, co wciąż okazuje się przewidziane przez niego potrafi wprowadzić czytelnika w dyskomfort i obawę o przyszłość. Niestety, „Rok 1984” nie jest dziełem optymistycznym dla człowieka i człowieczeństwa, a Nesti w tym względzie nie ustępuje ciężarowi oryginału.

Przesłania utworu Orwella nie są w komiksie spłycone, raz czy drugi autor powieści graficznej mierzy się z trudnościami, ale znajduje odpowiednie rozwiązania, które jako narzędzia medium lepiej radzą sobie z pewnymi motywami. Jest to wprawdzie adaptacja dzieła sprzed ponad siedemdziesięciu lat, ale na kartach komiksu można odnaleźć pewne novum, coś autorskiego i – przynajmniej sprawiającego pozór – osobistego, które ani nie wybija czytelnika z narracji, fabuły, świata przedstawionego, a do tego znakomicie odnajduje się w przedstawionych realiach i być może wiele osób nawet nie zwróci uwagi na te subtelne różnice między pierwowzorem a adaptacją.

W tym przypadku bardzo trudno oceniać dzieło za wartości, bowiem te zostały świetnie przeniesione z arcydzieła. Nesti odnalazł się w roli wiernego, incydentalnie dodającego coś od siebie (i to bardzo niewielkiego), adaptatora – i jeżeli o to chodzi, czytając komiks możecie poczuć to, co podczas czytania Orwella, choć w nieco przystępniejszy, czasem odrobinę okrojony sposób.

Inną materią jest artyzm graficzny, gdzie Nesti musiał zaprezentować swój warsztat w całości. Kreskę, kolorystykę i zawarta w nich oniryczność sprawdza się w połączeniu z tak ciężkim światem i fabułą. Zabiegi autora (nie tylko ukazanie mimiki czy gestów) pozwalają mu oddać emocje, przeżycia wewnętrzne bohaterów, a także odtworzyć symboliczne przedstawienia konkretnych motywów, które nie pozostawiają złudzeń co do znaczenia. Sens często jest wyraźny, choć i w graficznych przedstawieniach nie brak miejsca na dodatkowe interpretacje.

Czy „Rok 1984” to coś, co zastąpi nam starego, uznanego Orwella? Nie. To dzieło, które wiernie adaptuje książkę, wycinając niektóre z motywów i wątków, aby cała historia była spójniejsza i dla współczesnego odbiorcy, i dla samego medium. Nesti to nie zastępstwo mistrza, lecz suplement bądź wstęp dla wszystkich tych, których ciężkość pierwowzoru i, być może, rozmiar odstraszały. Z tym, że ten wstęp wcale nie jest mniej pożywny – to dzieło, które pozostanie z czytelnikiem na długo.

Głównym minusem tego dzieła, a właściwie większości adaptacji, jest nadanie wyraźniejszych sensów, kształtów i wizerunków, co nieco ogranicza inwencję odbiorcy. Normalnie byłoby to coś, co jest właściwie dla adaptacji (w rzeczy samej jest), aczkolwiek tu jest to coś dotykające oryginału dotkliwiej, ponieważ jest to utwór wymagający wiele wysiłku interpretacyjnego od odbiorcy.

 

Dyskusja