Owocowy zawrót głowy – recenzja gry „Smoothies”

Smoothie (wym. /smuːði/) – zmiksowany i schłodzony napój na bazie owoców i warzyw, o gęstej i kremowej konsystencji.
Najczęściej przygotowuje się je, miksując świeże owoce i warzywa z lodem, wodą lub sokiem owocowym lub warzywnym, aż do uzyskania gładkości.* Na temat Smoothie oszaleliśmy już kilka lat temu, kiedy to obco brzmiące słowo wyparło rodzimy „koktajl” i szturmem weszło do każdego przybytku szczycącego się serwowaniem zdrowych napitków. Dziśsmoothie możemy stworzyć na przykład z kostek do gry.
Witaminki, witaminki

Klasyczna odmiana gry w kości, gdzie musimy wyrzucić odpowiedniki pokerowych figur, wydaje się być nieco zapomnianym wynalazkiem. Kojarzy mi się z wieczorami u dziadków, którzy lubili takie zagrywajki, oraz z tą pamiętną sceną w Piratach z Karaibów, choć tam grali w coś innego. A, no i jeszcze z D&D, ale to już inna para – set – kostek. Smoothies jest powiewem świeżości w stosie gier karcianych.

Po pierwsze pudełko. Klasyczne, kartonowe i dosyć solidne, bo oprócz funkcji przechowania ma spełnić jeszcze jedną, ale o tym za chwilę. Wewnątrz znajdziemy gruby notesik, zestaw ołówków, pastelowe kostki i instrukcje. A kiedy przewrócimy wieko do góry dnem, mamy planszę do gry. Oszczędne przestrzennie i fajne rozwiązanie. Nie musimy nic dodatkowo składać.

Co z grafiką? Jest utrzymana w klimacie tytułu, z małą nutą atmosfery kasyna. Wierzch ozdobiono ilustracją Smoothie-tracku, barwa sześcianów przywodzi na myśl miksowane owoce, plansze mają narysowane działające blendery z bulgoczącymi napojami, notes jest w kolorystyce i formie, która przypomina barwną grę hazardową. Ogólnie rzecz ujmując karcian… kościanka przyciąga wzrok.

Jedynym mankamentem w kwestii technicznej może być „idealne” dopasowanie notatnika do pudełka. Nie wiem, czy to kwestia mojego egzemplarza, czy wszystkich, ale bloczek osiadł tak solidnie, że przy próbie (delikatnej) wyciągnięcia go, obdarł część ilustracji z boku wieczka. Nie wpłynęło to na jakość gry, ale trochę przykro.

Miksować możemy samodzielnie, lub w gronie do czterech osób w wieku od dziesięciu lat wzwyż i zajmie nam to około 30 minut.

Szczypta Zamieszania

Zatem z czym się to pije? Naszym celem w grze jest zdobycie jak największej liczby punktów poprzez tworzenie smoothie w dwóch blenderach – okrągłym i kwadratowym. Zdobycze zapisujemy na arkuszach. Tak wyglądałby skrót, ale meandrów gry jest więcej.

Zagrywamy poprzez wrzucenie wszystkich kości z góry go połączonych ze sobą mikserów, czyli wieczek. Kiedy to nastąpi, wybieramy jeden z nich i przekreślamy w tabeli urządzenia wszystkie kości, jakie się w nim znajdują. W kolorowych liniach wpisujemy nie kość – kolor – numer, a sumę i barwy (czyli na przykład mając 3-3-3 wpisujemy w wierszu 9 wszystkie kolory, które znalazły się w wirówce). Dodatkowo jest gracz pasywny, który może wybrać i wpisać jedną kostkę, z przeciwnego miksera, bez kary za skreślenie.

Dla każdej konfiguracji graczy mamy inną minimalną liczbę pól – to jest liczba krzyżyków, które musimy postawić w tabeli danego koloru, aby na końcu dodać sobie punkty za ten wiersz. Gramy do momentu, gdy wszystkim graczom skończą się skreślenia w paskach blenderów i kar. Są również premie, takie jak gwiazdka. Skreślamy dodatkowe przystające pole, ale nie po skosie. Jeśli wyrzuciliśmy sumę siedmiu oczek, również skreślamy jeden bonusowy kwadracik, czternaście to dwa ekstra. Są też pola premii, na przykład: przerzut, dodatkowa kość, zmiana koloru, modyfikatory +/-1, -3, +3, oraz „okrągły blender” i „kwadratowy blender”. Na końcu dolicza się kilka dodatkowych premii za skreślenie kolumny, pomarańczowe i żółte owoce… I jeśli brzmi to skomplikowanie, to takie jest.

Najwięcej witaminy?

Tę grę można określić mianem – WIELE. Jest wiele zasad. Wiele bonusów, wiele kruczków. Za pierwszym razem ciężko jest załapać „co do czego”. Gdzieś w połowie gry połapaliśmy się na przykład, że na panelu mikserów trzeba skreślić wszystkie wrzucone do niego kości, a nie tylko te, których używamy. Pierwsza rozgrywka wymaga częstego zaglądania do instrukcji, bo ciężko jest spamiętać te wszystkie symbole, triki i instrukcje. Mój współgracz na przykład w ogóle nie połapał, że oprócz dodatku za skreślenie pełnej kolumny, żeby w ogóle go dostać, musi najpierw mieć skreślone siedem pól w wierszu z danym kolorem (za pierwszym razem graliśmy we dwoje). Bonus przepadł, a swoją drogą – nazbieranie wymaganego limitu też takie łatwe nie jest. Ja sama jakimś cudem byłam przekonana, że jeśli nie użyję premii w czasie gry, na końcu dostanę dodatkowe punkty. Utrata tych grubych milionów do tej pory mnie boli.

Czy mimo tych wad gra jest warta świeczki? Tak. Kiedy już w końcu zrozumiemy liczne zasady, kiedy już dotrze do nas sposób używania premiowanych pól i „power upów”, okaże się, że jest to bardzo sympatyczna zabawa, szczególnie dla osób, które lubią rozgrywki z elementem strategii. Musimy tutaj ważyć opcje, co warto wymienić za co, w ilu ruchach możemy ugrać jak najwięcej, które pasywne ruchy najlepiej wykorzystać, jak dobrać się do najlepiej premiowanych pól, zanim wykorzystamy wszystkie możliwości naszego blendera. Raczej nie możemy tutaj grać „przeciw”, właściwie nie mamy opcji, żeby coś popsuć przeciwnikowi, tak więc każdy zajmuje się sobą, aż nie nadchodzi czas chwalenia się wynikami (wtedy możemy siać zniszczenie moralne, a co!).

Do Smoothies trzeba się niestety przekonać. Trochę do nich dojrzeć, może się przespać, bo w pierwszym momencie gra zasypuje nas ilością zasad i poziomem ich skomplikowania. Kiedy uda nam się przebić przez trudności, tytuł odkrywa przed nami swoje prawdziwe ja”, które jest bardzo sympatyczne, ma potencjał, jest regrywalne i nawet wciągające. Prawdziwy problem tkwi w tym, że jeśli nie powiedzie nam się za pierwszym razem, łatwo jest się do gry zniechęcić, a byłoby szkoda, bo Smoothies to świeża i przyjemna rozrywka.

Ocena: 7/10
Za grę dziękujemy wydawnictwu Muduko.

*Wikipedia

Dyskusja