Tyle było czekania – recenzja książki „Aleo. Ukrywany strach”

Tomasz Miękina powraca z nową książką – kontynuacją przygód Aleo z Kalantari. Po udanym debiucie i ciepłym przyjęciu „Aleo: Burza na północy”, oczekiwania wobec kolejnej odsłony zawsze są wysokie. Czy autorowi udało się im sprostać? Szkoda jedynie, że trzeba było tak długo czekać, aby się o tym wszystkim przekonać.

Druga część opowieści o rudowłosej dziewczynie przenosi nas w czasy dzieciństwa wybranka jej serca – Torsena. Jako mały chłopiec mieszkał na wyspie, jednak marzenia o wielkich przygodach skłoniły go do podróży na kontynent. Trafił on w sam środek wielkiej wojny między Adonem a Barabantimi i o mało nie przypłacił życiem tej decyzji. Swoją waleczną postawą i oddaniem ojczyźnie zdobył jednak szacunek dworu, w tym Fere. Po historii o przeszłości Torsena dostajemy kontynuację przygód Aleo. Kraj przygotowuje się do wojny, konflikt między królem a królową narasta, a pośród tego dziewczyna przeżywa rozterki miłosne i przygotowuje się do nowej roli – władczyni Adonu.

„Aleo: Ukrywany strach” nadrabia wszystkie niedociągnięcia części pierwszej. Tutaj również dostajemy historię, która ma nas wprowadzić w akcję i świat książki, jednak o wiele lepiej podaną. Opowieść przeplatana jest fragmentami współczesnych wydarzeń, co jeszcze bardziej wzbudza ciekawość. Nie dostajemy tu już również aż tak bogatych opisów krajobrazu, dzięki czemu jeszcze szybciej można się wciągnąć w treść. Na znaczeniu zyskują postacie Torsena i księżniczki Eli, co przekłada się na kilka interesujących wątków.

Książka Miękiny to przede wszystkim bardzo dobrze napisani bohaterowie. Mają dobrze nakreślone charaktery, zainteresowania, cele w życiu i nie brakuje im przy tym wad. Dzięki temu łatwo jest wyobrazić sobie, że taki człowiek żył/żyje naprawdę. Nawet postacie z dalszych planów nie sprawiają wrażenia osób, które mają jedynie dalej popchnąć akcję. Opowieść zyskuje na realizmie, przez co o wiele lepiej się ją czyta.

Fabuła nie gna jak szalona, jednak nie brakuje zdarzeń, które mogą zaskoczyć czytelnika. Autor idealnie dobrał tempo akcji, dzięki czemu ani się nie pogubisz, ani nie zanudzisz. Co ważne, wątek miłosny nie jest najważniejszy. Autor na siłę nie stara się tworzyć love story z otoczką fantasy. Przekłada się to na interesującą wielowątkową opowieść, w której każdy znajdzie coś dla siebie. Dawna wojna, dwór, konflikty, nowe przyjaźnie, przepowiednie i przeznaczenie gwarantują niesamowite przygody.

Jedyną kwestią, która nie wszystkim przypadnie do gustu, jest długość rozdziałów. Ponad 300-stronnicowa opowieść podzielona została na cztery rozdziały. Przysporzyć to może problemów z oderwaniem się od książki. W końcu ciężko zająć się czymś innym, kiedy wiesz, że do końca wątku zostało 30-40 stron. Przy tej dość specyficznej konstrukcji „Aleo: Ukrywany strach” jest przede wszystkim dobrze przemyślaną historią. Nie mamy tu żadnych wpadek logicznych, wszystkie interesujące kwestie są prędzej czy później wyjaśniane, a autor nie gubi się w opowieści. Czyta się to z prawdziwą przyjemnością.

Tomasz Miękina kazał nam sporo czekać na kolejną odsłonę przygód Aleo. Książka udowadnia jednak, że zdecydowanie jest tego warta. Druga część nadrabia wszystkie niedociągnięcia pierwszej i zaspokaja z nawiązką ciekawość czytelników. Jednak apetyt rośnie w miarę jedzenia, a po tak niespodziewanym zakończeniu zostaje nam jedynie czekać na więcej.

 

Dyskusja