Ludzie uprawiają seks z różnych powodów – wywiad z Justyną Wydrą, autorką „Warkoczyka”

Dotychczas dałaś się poznać czytelnikom jako autorka prozy historycznej, a tu nagle skok w dość odległe rubieże – do świata fantasy, ale nie takiego tolkienowskiego, lecz bardziej realistycznego, brutalnego, bliskiego pierwszym tomom „Pieśni Lodu i Ognia” George’a R.R. Martina. Skąd właściwie wziął się tego typu pomysł, aby opowiedzieć coś w tej konwencji?

To prawda, że moje „Zaniemówienie” było książką historyczną. „Esesman i Żydówka” – powiedzmy, że ta opowieść działa się w historycznej scenerii, do miana książki historycznej raczej nie powinna aspirować, bo sporo w niej jednak nazmyślałam. Innymi słowy, historii II wojny uczyć się z niej nie polecam, bo też nie o to mi szło podczas pisania. To bardziej rzecz o atmosferze tamtych dni, o łamiącym moralne kręgosłupy przypadku, obowiązku i miłości. Po drodze było „Ponieważ wróciłam”, powieść utrzymana w konwencji magicznego realizmu. Właśnie skończyłam pisać rzecz zupełnie współczesną, na warsztacie mam rozgrzebany kryminał. Z książkami, które piszę mam podobnie, jak z tymi, które czytam. Nie ograniczam się do „ulubionego” gatunku, bo każdy gatunek literacki jest moim ulubionym. Pod jednym warunkiem – książka ma być dobrze napisana, z żywymi postaciami, ciekawymi pod kątem psychologicznym.

Czy okładka, tytuł i część opisu świadomie mają… wprowadzić czytelnika w błąd? Aby później zaskoczyć, pokazać, że to jednak nie romans ze szczyptą walki i podróży, lecz pełnoprawna, okrutna, wchodząca w psychologiczne i kulturowe aspekty powieści skądinąd przygodowa.

Wiesz że trudno mi odpowiedzieć na to pytanie? ? Okładka wiernie oddaje jedną z początkowych scen książki, w której główna kobieca bohaterka trafia w niewolę głównego bohatera męskiego. Nie sądziłam, że może ona zasugerować, iż jest to romans… Tytuł nadałam powieści przewrotny i wieloznaczny. Opis książki… Cóż, przyznaję, że powinniśmy może z wydawcą ostrzec Czytelnika, że z samego faktu, iż „główne role” grają w „Warkoczyku” młodzi ludzie, którzy uprawiają ze sobą seks nie wynika, że to rzecz o miłości. Ludzie uprawiają seks z różnych powodów, nie wszystkie są romantyczne.

Myślę, że dobrze to ująłeś – „Warkoczyk” to powieść przygodowa, niewątpliwie okrutna, dodałabym nawet, że to powieść awanturnicza. A że są tu jakieś pozytywne uczucia? Cóż, jak w życiu. Nie można żyć tylko nienawiścią. Zauważ, że niektóre sceny są momentami nawet zabawne. Niektóre dialogi także są lżejsze. Dla mnie jako dla pisarki to zaszczyt i przyjemność, że Ty jako Czytelnik, zwróciłeś uwagę na psychologiczną i kulturową warstwę książki.

Do „Zaniemówienia” robiłaś wielki research. Jak wyglądało to w przypadku „Warkoczyku”?

Tu research robiłam we własnej głowie, nie sięgałam po źródła historyczne. Pewnie się zorientowałeś, że jak większość książek klasyfikowanych jako fantasy, „Warkoczyk” umiejscowić można gdzieś mniej więcej w realiach wczesnego Średniowiecza. Oczywiście zmienionych, nieprawdziwych, dostosowanych do potrzeb opowiadanej historii. Jednak technologia, jaką dysponują bohaterowie i świat przedstawiony, jest mniej więcej z tamtego okresu. To chyba tyle historii, tyle researchu w „Warkoczyku”. O, przepraszam, jest jeszcze broń, którą na potrzeby książki wymyśliłam. „Krzycząca śmierć”, jaką uczy posługiwać się Tesa, okazała się być już wcześniej wymyślona przez Chińczyków. U nich tego typu broń nazywała się „rogami jelenia”, bodajże. Z zaskoczeniem, ale i rozbawieniem rozpoznałam „mój” oręż w jednym z odcinków programu pt.: „Wykute w ogniu” na kanale History.

Ukazujesz postać kobiecą jako inteligentną, potrafiącą odnaleźć się w świecie zastanym, ale jednocześnie walczącą o swoje interesy (trudno mówić o prawach w tym uniwersum). Nie jest to także bohaterka bierna, lecz i nie szukająca wroga w pierwiastku męskim świata. To zdrowe, feministyczne podejście. Z tym, że chyba „mało popularne”. Nie martwiłaś się, że taka droga mogłaby zostać mocno skrytykowana przez feministki najnowszej fali?

O, trudne pytanie, lubię takie, więc Ci za nie dziękuję. I postaram się na nie oczywiście odpowiedzieć. Pierwsza sprawa – „Warkoczyk”, krwawy i awanturniczy, jest opowieścią o kobiecie. O kobiecie, która doświadcza wszystkiego, co najgorsze i musi sobie jakoś ze swoimi doświadczeniami poradzić. Ma przeżyć, ma wywalczyć sobie prawo do życia, prawo do funkcjonowania w brutalnym świecie górskich rozbójników. Pozwoliłam jej korzystać dla tych celów ze wszystkiego, czym jako mądra, młoda i ładna dziewczyna dysponuje. Jest inteligentna, więc korzysta z rozumu. Jest silna, więc się nie poddaje. Jest, jak napisałam, ładna, zgrabna, zatem używa swojego ciała do tego, by zapewnić sobie bezpieczeństwo i pozycję. Cóż, opisany przeze mnie świat tego właśnie od niej wymaga. Im brutalniejsze zasady, tym kobiecie trudniej, tym musi się ona bardziej starać, mocniej walczyć. I oczywiście szukać sojuszników. Sojusznik Tesy został zdefiniowany na samym początku. Art ją okrutnie krzywdzi, a potem podstępem i szantażem zmusza Tesę do współpracy. I ona na tę współpracę ostatecznie się zgadza, bo rozumie, że alternatywa będzie dużo gorsza. Art jest hersztem zbójców. Inteligentnym, w miarę wykształconym, ma dużą władzę, wiele może. Będąc pozbawioną przyjaciół branką, dobrze jest mieć po swojej stronie kogoś takiego. Stojąc na ramionach kogoś takiego, łatwiej jest sięgnąć własnych celów, zdobyć mocną pozycję.

Czy takie podejście jest niepopularne? Skoro o to pytasz, to pewnie tak jest, ale szczerze mówiąc, ja tego nie wiem. Wiem tyle, ile wyczytałam w biografiach rozmaitych „mocnych” kobiecych postaci historycznych. Każda z nich, nim zapisała się na kartach historii, musiała zawalczyć o prawo do samostanowienia. Z przedmiotu stać się podmiotem opowieści. U mnie tak samo – branka to z definicji bierna ofiara, prawda? Jeśli chce przeżyć, uwolnić się i zdobyć odpowiedni status, musi naprawdę wiele poświęcić i bardzo, bardzo się postarać. I Tesa się stara. A że współpracuje przy tym z Artem? Robi to, co musi. Przy okazji obnażając jego wnętrze i stawiając go wobec wielu trudnych sytuacji. Czyniąc Arta bardziej ludzkim, mam nadzieję, że trochę chociaż sympatyczniejszym w oczach Czytelników. Ja lubię ich oboje. Tesę – to myślę oczywiste, ale i Arta. Za jego człowieczą stronę.

Jeśli chodzi o feminizm Tesy… Mam poczucie, że jej dojrzewanie, usamodzielnianie się, dorastanie do swojego Animusa (pierwiastka męskiego wg. Junga, u Tesy przejawia się on w jej odwadze, zdolności do walki, gotowości do podejmowania samodzielnych decyzji i rosnącej w niej bezczelności) jest opowieścią dla współczesnej kobiety. W tym, że dojrzewając do siebie Tesa zawiera sojusze i z kobietami i z mężczyznami, nie widzę niczego „feministycznie” zdrożnego. Jesteśmy sobie nawzajem potrzebni – kobiety i mężczyźni. Współpracując, możemy więcej, tworzymy nową jakość.

A nie obawiałaś się, że to, co spotkało bohaterkę będzie zbyt kontrowersyjne? Wprawdzie w historii literatury podobne zabiegi nie są niczym nowym, ale w ostatnich latach w popkulturze są to miejsca dość czułe (przytoczę bojkot sceny gwałtu na Sansie Stark z serialu „Gra o tron”).

Trochę się bałam. Tylko wiesz, jeszcze przed pisaniem za motto książki przyjęłam cytat z Margaret Mitchell i jej „Przeminęło z wiatrem”:

To bardzo niedobrze, jeżeli kobieta przeżyje najgorsze,

co może się jej zdarzyć, bo potem nie boi się już niczego.

A to bardzo źle, gdy kobieta niczego się nie boi.

Tesę musiało spotkać wszystko, co najgorsze, więc nie tylko strata majątku, pozycji i śmierć bliskich. Także gwałt. Absolutna utrata, pozbawienie nadziei, upokorzenie. Wszystko po to, by musiała wystartować od zera, z samego dna. By się odbiła. I ona to robi – mozolnie wspina się w górę, nie zawodzi mnie.

Gwałt to faktycznie temat mocny i, z pozoru, kontrowersyjny. „Z pozoru”, bo przecież kobiety od tysiącleci padały, padają i obawiam się, że padać będą ofiarami gwałtów. A w warunkach wojennych, czy w szczególnie brutalnych, surowych realiach, gwałty są częstsze i w dodatku traktowane przez stronę atakującą jak swego rodzaju prawo. Prawo do zabijania, prawo do kradzieży dóbr materialnych, prawo do kobiet i do robienia z ich ciałami wszystkiego, na co się ma ochotę. Wybrałam dla mojej Tesy taki los, ponieważ uznałam, że gdybym zrezygnowała akurat z tego „punktu brutalności”, opowieść byłaby mniej wiarygodna, a Tesa nie przeżyłaby najgorszego, co może je się zdarzyć jako kobiecie – parafrazując Margaret Mitchell. To zaś, że Tesa musi i żyje ze swoim krzywdzicielem… Cóż, nie ma innego wyboru. W każdym razie, nie ma go do pewnego momentu. Jeśli chce przeżyć, musi zaakceptować narzucone sobie reguły.

Skąd pragnienie przełamania niektórych toposów i archetypów? Po lekturze książki wyraźnie widać, że świadomość nie korzystasz ze schematów w sprawdzony sposób.

I znowu – muszę Ci podziękować za czytelniczą czujność. Lubię literaturę i filmy fantasy, oczywiście te dobrze skonstruowane. Tolkien, Sapkowski, Andre Norton i jej Świat Czarownic to pieśni mojego dzieciństwa i wczesnej młodości, jeśli mogę tak poetycko. Oczywiście zatem paraśredniowiecze, oczywiście wojownicy i czarownice, oczywiście Campbellowska podróż „bohatera o tysiącu twarzy” w świecie przepełnionym magią, najlepiej magią starożytną. To wszystko piękne, to wszystko się czyta, ale to wszystko to jest pewien schemat, którego Czytelnik się pewno spodziewa… Więc dlaczego się tym schematem nie pobawić, dlaczego go nie złamać? Zamiast namaszczonej do wielkości bohaterki, w roli głównej obsadziłam zwykłą, słabą dziewczynę bez żadnych nadnaturalnych zdolności. Zamiast szlachetnego bohatera-wojownika mamy w „Warkoczyku” niegodziwego bandytę. Magii brak, smoków brak, elfów nie ma i nie będzie. Walki, brutalność, podróż, przygoda, przemiana – wszystko tak, ale bez elementów nadnaturalnych, które wkraczają w ostatniej chwili, by ratować głównych postaci i odmienić losy świata… Nie jesteśmy w baśni, tylko w brutalnym, bezlitosnym świecie, gdzie finału dożywa ten, kto jest najlepiej przystosowany i kto ma najwięcej szczęścia. I rozumu, oczywiście.

„Warkoczyk” to pierwszy rozdział większej opowieści. Kiedy można spodziewać się dalszych losów tych bohaterów?

Chwilkę odetchnę, ale dosłownie chwilkę – pewnie na początku marca siądę do pisania kontynuacji. W pierwszym tomie pootwierałam tyle wątków, a tak niewiele ich zamknęłam. Będzie z czego wybierać ?

Na koniec. Ile w Tesie Ciebie? Jak bardzo wzorowałaś cechy bohaterki swoimi?

Ani trochę Tesa nie wzięła ze mnie. Boszzz, gdyby mnie poddano takim próbom, rzuciłabym się ze skały przy pierwszej okazji! A tak na poważnie – ja swojej prywatnej magii, wiedzy, mądrości od zawsze szukałam w książkach. Tesa też do nich sięga. Zamkowa biblioteka zmienia ją po trochu ze zwykłej dziewczyny w wiedźmę.

Dyskusja