Nie wstydzę się niczego co napisałem – wywiad z Andrzejem Pilipiukiem

Poniżej możecie zapoznać się z wywiadem z Andrzejem Pilipiukiem, autorem m.in. „Oka Jelenia” czy „Czarnej Góry”.

Kamil Żółkiewicz: Zacznijmy delikatnie. Czy jesteś zadowolony ze swojego dorobku pisarskiego? Jaka książka jest dla Ciebie największym sukcesem, a która najmniejszym? Dlaczego?

Andrzej Pilipiuk: Przez ostatnie 20 lat współpracy z Fabryką Słów zrobiłem naprawdę sporo – myślę, że odcisnąłem trwały ślad w pisakach czasu. Z drugiej strony natura ludzka zawsze podpowiada, że należało postarać się bardziej.

Wydaje mi się, że najważniejsze książki, które napisałem to cykl Oko Jelenia oraz zbiór reportaży o Skandynawii „Raport z północy”. Niestety ta ostatnia książka przeszła niemal bez echa – nad czym ubolewam, ale trochę się spodziewałem takiej reakcji.

Zbiory opowiadań z cyklu „światy Pilipiuka” – też uważam za bardzo udane.

Nie wstydzę się niczego co napisałem. Choć czasem myślę, że trzeba siąść i napisać raz jeszcze „norweski dziennik”. Gdy powstawała tamta wersja miałem 17-21 lat. Dziś oceniam, że jest to historia, którą mógłbym opowiedzieć lepiej, bogatszy o 25 lat różnych doświadczeń. Może kiedyś…?

: Czy „Upiór w ruderze” oraz „Czarna góra” są dla Ciebie bardziej po stronie książek, z których jesteś zadowolony, czy jednak wciąż myślisz w ich przypadku o tym, co by tam można było jeszcze zmienić?

AP: Zmienić i poprawić można wszystko. Zasadniczo jestem z nich zadowolony. Choć może byłbym bardziej zadowolony, gdyby były jeszcze o połowę grubsze?

: Skąd najczęściej czerpiesz inspiracje do swojej twórczości? Czy masz swoje ulubione źródło? Czy jednak jest to dziełem przypadku?

AP: Przede wszystkim wiele inspiracji dostarcza samo życie. Po drugie: lubię czytać literaturę historyczną i popularno-naukową, grzebać w starych czasopismach. Co i rusz trafiam na jakieś ciekawostki mogące stanowić zalążek fabuły.

To pewna wypracowana przez lata umiejętność. Widzę jakiś epizod, ciekawe tło i zaczynam się zastanawiać, jak dopasować do tego fabułę, który z bohaterów mógłby opowiedzieć czytelnikowi o tych zdarzeniach.

: Jak to jest w przypadku „Upiora w ruderze” oraz „Czarnej góry”? Co było inspiracją? Opowiedz o tym proszę.

AP: Upiór w ruderze powstawał i dojrzewał bardzo długo. Zaczęło się od pomysłu takiego: w Łańcucie mamy, jak wiadomo, piękny pałac i ślady fortalicji Stadnickiego – na której w XIX wieku postawiono kościółek. Wymyśliłem fabułę taką: budowa kościoła zmusza do ucieczki potępioną duszę warchoła Stanisława Stadnickiego zwanego Diabłem. Bezdomny awanturniczy duch włamuje się do pałacu ku utrapieniu straszących tam duchów dwu panienek… Potem pomysł ewoluował… Aż do obecnej postaci.

W przypadku zbioru „Czarna góra” było tak: od dawna chciałem napisać coś o młodości doktora Skórzewskiego. Co robił wcześniej – zanim go poznaliśmy jako młodego lekarza w opowiadaniu 2586 kroków.

Dwa opowiadania o Robercie Stormie miały odmienną genezę. „Dwie czaszki” wyszły od mojego pomysłu, by napisać coś o grze w szachy, o szachowej zagadce, z wykorzystaniem cmentarza jako gigantycznej szachownicy. „Decha” to podsumowanie mojego prywatnego śledztwa – prób ustalenia, co stało się z trzecim jachtem Julesa Verne. „Grom” – to historia alternatywna, którą układałem sobie w głowie przez ostatnie 5-6 lat. Dumałem, jak mogłaby wyglądać Polska, gdyby próba odzyskania niepodległości powidła nam się gorzej niż w rzeczywistości… „Jesienny sztorm” – opowiada dalsze losy bohaterów „Duchów Povegli”.

: Na jakiej zasadzie tworzysz tytuły dla swoich książek? Czy masz swój wypracowany schemat i wszystkie kolejne tytuły się w niego wpisują? Opowiedz o tym proszę.

AP: Zasadniczo tytuły zbiorów opowiadań powstają od jednego z opowiadań. Czasem mam jakiś pomysł – a wydawca ma inny. Tytuł jest istotny, musi trochę intrygować, usłyszany – powinien wpadać w ucho, umieszczony na okładce powinien przyciągnąć wzrok – warto tu zasięgnąć opinii innych.

: Jak wygląda sytuacja tytułu dla „Upiora w ruderze” oraz „Czarnej góry”? Co było inspiracją i jaka jest ich geneza?

AP: Pierwszy tytuł wymyślił ktoś z działu marketingu wydawcy. Brzmiał lepiej niż moje pomysły.

Czarna góra – tu nazwa zbioru pochodzi po prostu od jednego z opowiadań.

: Dlaczego akurat fantastyka? Co Cię w niej najbardziej urzeka? Dlaczego to właśnie w tym gatunku tworzysz?

AP: W domu zawsze były książki z tego gatunku. Od dziecka czytywałem też miesięcznik Fantastyka. To było doświadczenie silnie formatujące moje literackie gusta. Zawsze lubiłem wybiegać myślą w przód, zastanawiać się, co będzie. Zawsze też lubiłem cofać się i dumać, jak inaczej mogłaby potoczyć się historia.

: Jeśli fantastyki by nie było… Uprzedzam od razu zakładamy, że w tej alternatywnej rzeczywistości nie będziesz w stanie jej wymyślić. W jakim gatunku literackim byłbyś w stanie się odnaleźć? Dlaczego?

AP: Myślę, że pisałbym książki dla dzieci i młodzieży. To wymagający odbiorca, ale i spora satysfakcja…

: Z którą postacią ze swoich książek najbardziej się utożsamiasz? Dlaczego właśnie ta? Czy tworzyłeś ją właśnie z myślą o sobie? Opowiedz o tym proszę.

AP: Wszyscy moi pozytywni bohaterowie mają coś ze mnie – tylko oczywiście są lepsi, mądrzejsi, sprytniejsi, szlachetniejsi, odważniejsi i znają więcej języków obcych.

Marek Oberech – bohater Oka Jelenia myśli chyba najbardziej podobnie do mnie. Robert Storm – grzebie w przeszłości jak ja – tylko osiąga znacznie lepsze efekty…

: Czy tworząc postacie często kreujesz je na wzór tych ze swoich lubionych książek, filmów lub po prostu na podstawie swoich znajomych rodziny?

AP: Czasem bywa tak, że zainspiruje mnie rzeczywista postać – z reguły jednak rzeźbię sobie swobodnie i bohater literacki w efekcie jest daleki od pierwowzoru. Część bohaterów, zwłaszcza drugoplanowych, wymyślam dopasowując do roli którą mają odegrać.

Dyskusja