Idzie stare – recenzja książki „Koty Ultharu”

„Koty Ultharu” H.P. Lovecrafta to nic nowego. Wydawca tego nie kryje. Fani tego nie kryją. Nikt nie udaje, że jest tam coś nowego. Jedynie odświeżenie, nowe tłumaczenie tytułowego opowiadania. Czy to oznacza, że nie warto sięgnąć po „nowość” od Vespera? Za takie insynuacje fani pisarza zbanowaliby na profilu czy forum albo… utopili ku chwale Cthulhu.

Uniwersum H.P. Lovecrafta – cała ta Mitologia Przedwiecznych – zaraziła świat. Wprawdzie nie doczekaliśmy się jeszcze naprawdę dobrego filmu adaptującego twórczość Samotnika z Providence, ale gier wideo, planszowych, tekstów, (quasi)kontynuacji, muzyki, komiksów i czego właściwie dusza zapragnie nie brakuje. Nic więc dziwnego, że cyklicznie w księgarniach pojawia się nowy album czy zbiór tekstów autora.

Vesper przyznaje, że większość osób, która oczekiwała cudownie odkrytego tekstu Lovecrafta mogą się zawieść. W ich portfolio znajdują się już (prawie) wszystkie wydane w tym tomie opowiadania. To wyłącznie wznowienie, które może ucieszyć fanów-kolekcjonerów i osób, które chcą spróbować prozy, aczkolwiek boją się tych „grubszych” woluminów. Stąd regularne dostarczanie tekstów Lovecrafta w takiej formie – krótszej, przekrojowej i bardzo dobrze ze sobą skomponowanej.

Wyjątkiem są tytułowe „Koty Ultharu” – można przeczytać je przecież w domenie publicznej (jak właściwie każde inne opowiadanie Lovecrafta) – ale umówmy się, Vesper to nie wydawnictwo komercyjne (każde wydawnictwo chce zarabiać, tego nie ma co ukrywać), stara się trafić w gusta czytelników literatury, która poza Stephenem Kingiem, Deanem Koontzem czy sporadycznymi wybrykami uznanych pisarzy, w Polsce raczej uchodziła za niszową. Do czasu aż Vesper wziął – złożył, przetłumaczył i wydał ją w taki sposób, że dziś obok żadnego ich nowego wydania tzw. salony literackie nie przejdą obojętnie. W tym przypadku – Lovecrafta – liczy się forma, dosłownie. To bardzo dobre dla fanów, lecz nikt nie powinien wzgardzić tym, spoglądając na wydanie.

Wydawnictwo po raz kolejny stanęło na wysokości zadania. Szukacie czegoś kolekcjonerskiego? Czegoś na prezent? Czegoś pięknego dla oka i umysłu (a może i ducha)? A do tego to jeszcze fan(ka) Lovecrafta? Chyba nie ma nic lepszego obecnie w zasięgu. Znakomity skład, wybitne tłumaczenia, klimatyczna i twarda oprawa. Tak powinno się dziś wydawać ambitną literaturę grozy. Dobrze, że mamy Vesper.

 

Dyskusja