Chodźmy dziś na łąkę – recenzja gry „Łąka”

Dziś chciałabym zaprosić was na wyprawę podczas, której spróbujemy wytropić przeróżne zwierzęta, znaleźć ciekawe rośliny, odkryć ukryte, zachwycające miejsca, a może znaleźć ciekawe skarby. Chodźcie za mną!

Autorem Łąki jest Klemens Kalicki – projektant, który stworzył planszówkę pod tytułem Domek, pozycję niejednokrotnie nagradzaną w licznych plebiscytach i docenianą wśród graczy. Tym razem dostajemy coś nieco innego, zdecydowanie bardziej złożonego i skierowanego do trochę starszych graczy. Według informacji zawartej na pudełku, Łąka została zaadresowana do osób powyżej dziesiątego roku życia. Standardowy tryb gry przewiduje zabawę w gronie od dwóch do czterech odkrywców, jednak planszówka oferuje również wariant solowy.

W oczekiwaniu na najlepsze

Gdy tylko Łąka została zaanonsowana i opublikowano pierwsze wizualizacje planszówki, poczułam się zaintrygowana. Zwróciłam szczególną uwagę na oprawę graficzną, ale nie zagłębiałam się specjalnie o czym opowiada i jakie mechaniki zastosowano w grze. Barwna okładka ze śliczną ilustracją sprawiła, że pomyślałam sobie: „Muszę ją mieć!”. Im więcej pojawiało się materiałów na temat Łąki, nie mogłam doczekać się, kiedy zobaczę na żywo te wszystkie piękne karty. Jednak czy gra co ładnie wygląda, okaże się dobrą, angażującą planszówką? Bywały już w historii sytuacje, kiedy to tytuł zachwycał wyglądem, a nie zawsze dział poprawnie, i odwrotnie. Przyszedł czas, aby to sprawdzić.

Mam ją!

Nastał ten moment, gdy Łąka trafiła w moje ręce. Jak szybko okazało się, okładka to tylko zwiastun tego co tak naprawdę skrywa się w środku pudełka. A w nim znajdziemy imponującą liczbę komponentów: plansze, karty, znaczniki, żetony, koperty, jak również kartonowe podajniki kart do samodzielnego złożenia. Wszystko jest poprawnie przygotowane i bardzo dobrej jakości. Gdybyście zastanawiali się, w jaki sposób ułożyć to wszystko i posegregować, z pomocą przychodzi świetna wypraska. Każdy element znajdzie w niej swoje miejsce, choć wydaje mi się, że wolnej przestrzeni jest aż nadto. Instrukcja została napisana jasno i czytelnie, nie miałam z nią większych problemów, oprócz kilku błędów językowych. Dodatkowym elementem Łąki jest „Indeks kart”, spis wszystkich kart zawierający nazwy naukowe jak i ciekawostki na temat zwierząt i roślin, które na nich widnieją. Zatrzymajmy się na chwilę przy kartach, bo to na nie warto zwrócić szczególną uwagę. Każda z nich została zaprojektowana przez artystkę Karolinę Kijak. Pokuszę się o stwierdzenie, że przypominają małe dzieła sztuki, ponieważ są to ręcznie malowane obrazy akwarelowe zachwycające swoim wyglądem.

Idziemy na łąkę

Przygotowanie do rozgrywki nie powinno zająć dużo czasu. Wystarczy położyć na stole główną planszę z kartonowymi podajnikami w górnej części oraz jedną planszę ogniska obok, w odpowiedniej konfiguracji, która zależna jest od liczby graczy przy stole. Z podajników należy wyłożyć po cztery karty na planszę główną. Następnie gracze, zaczynając od pierwszego obserwatora, wybierają jeden rząd kartoników i pobierają na rękę, tworząc w ten sposób swoją talię startową.

Dookoła plansz powstaną łąki i ich otoczenia, każdy z obserwatorów ma własny obszar, na który będzie zagrywał swoje katy. Na starcie mają do dyspozycji dwustronny kartonik początkowy, dwa żetony drogi, trzy premii oraz cztery lub pięć szlaków.

Sama rozgrywka składa się z kilku rund, ich liczba została uzależniona od tego ile osób zaprosiliśmy do zabawy. Co ciekawe, nie musimy jej pamiętać ponieważ, jak wspomniałam, mamy dwie dwustronne plansze ogniska. Każda z nich jest przystosowana do konkretnego trybu gry. Dlatego też, inną stronę użyjemy w trakcie wariantu solo, inną zaś do partii w pełnym składzie. Liczbie rund odpowiada liczba kamieni na torze etapów umieszczonych obok paleniska.

Jeden etap kończy się, kiedy wszyscy wykonają swoje ruchy. Podczas swojej tury gracze mogą zagrać żeton szlaku na planszę główną i pobrać odpowiednią kartę, dzięki czemu mają okazję wyłożyć jedną w swoim obszarze, lub umieścić znacznik przy planszy ogniska i skorzystać z akcji specjalnej. Gracze wykonują swoje ruchy na przemian do momentu, gdy wyczerpią wszystkie żetony szlaku, po czym następuje kolejna runda, a znacznik pierwszego gracza zostaje przekazany do kolejnej osoby.

Co zje robaka?

Uczestnicy tworzą swój własny zakątek i niekoniecznie zawsze to będzie tytułowa łąka. W ich obszarze pojawią się przeróżne formy terenu jak lasy, bagna czy kamieniste tereny. To one posłużą za podłoża, na których zaczną pojawiać się coraz to różne formy życia, jak również elementy małej architektury takie jak studnia, ławka czy szopa – w postaci kart obserwacji. Zasada wykładania kart jest dość prosta, kartoniki podłoży zawsze kładziemy po lewej lub prawej stronie wcześniej zagranych gruntów. Symbolizują ekosystemu związane z siedliskami przeróżnych gatunków zwierząt, roślin czy grzybów. Gdy chcemy, aby pojawiły się tam nowi mieszkańcy musimy wykorzystać karty obserwacji. Te posiadają specjalne ikony, które stanowią wymogi, jakie należy spełnić przed ich zagraniem.

Okolica łąki to krajobrazy i znaleziska. Pierwsze z nich z reguły wymagają aktywnego żetonu drogi lub kilku innych symboli widniejących w obszarze łąki. Na zagrane widoki, będziemy mogli wyłożyć karty znalezisk.

Właściwie każda karta w grze, oprócz podłoży, posiada pewną wartość punktową. Im bardziej wymagająca do zagrania, tym więcej oczek dostarczy na koniec. A jak to w planszówkach często bywa, wygrywa ten z obserwatorów, który zdobędzie ich największą liczbę.

Przy ognisku

Plansza ogniska to nie tylko tor liczący upływające rundy. Zagrywając na nią żeton szlaku, możemy skorzystać ze specjalnego bonusu. Mogą to być dwa dodatkowe znaczniki dróg, możliwość wzięcia dowolnej karty z głównej planszy czy przejrzenia trzech kart z dowolnej talii w wybranym podajniku i zachowanie jednej z nich. Tego typu akcje nieraz ratują skórę, ale warto pamiętać, że tracimy wtedy szansę na wyłożenie jakiejkolwiek karty obserwacji na nasz obszar. Dookoła ogniska znajdują się jeszcze dość istotne elementy w postaci celów, za które otrzymamy dodatkowe punkty, gdy uda nam się je osiągnąć.

Co tam się czai?

Losowość w Łące daje się we znaki. Nigdy nie wiadomo co takiego pojawi się na planszy. Możemy liczyć, że dociągniemy upragnioną kartę lub zrobi to przeciwnik, ale nie zawsze doczekamy się tego momentu. Akcje specjalne czasem pomagają wybrnąć z kilku sytuacji, jednak niektóre z nich wiążą się z tym, że nie wyłożymy żadnej karty na swój obszar łąki. Chyba największy problem miałam z podłożami. Ich rodzajów jest zaledwie pięć, natomiast kart w talii E, która składa się jedynie z tego typu kartoników, czterdzieści pięć. Po krótkim rachunku okazuje się, że kart reprezentujących jedną kategorię gruntów powinno być dziewięć. W wyniku czego, oczekując lasu możemy trochę poczekać, aż jakiś pojawi się na stole, gdy wypadają same mokradła i kamienie. Jeśli chodzi o regrywalność, to w tym przypadku łatwo jest się domyśleć, że jest naprawdę duża. Kart dołączono do gry niemal sto dziewięćdziesiąt, więc podczas każdej partii główna plansza prezentuje się inaczej.

Łąka oferuje także tryb solo. Osobiście raczej nie jestem zwolenniczką rozgrywek jednoosobowych, zdecydowanie wolę te w towarzystwie. Choć są wyjątki. Niemniej w tym tytule wariant solo działa dobrze, ale przypomina mi nieco układane pasjansa. Kiedy przy stole siedzi więcej graczy, pojawiają się emocje i rywalizacja. Jednak nie nastawiajmy się na sporą dawkę interakcji. Każdy raczej planuje swoje ruchy indywidualnie, a podebranie komuś karty, na którą „polował” od kilku tur, zwykle zdarza się zupełnie przypadkowo.

Co to jest?

Bardzo podoba mi się element edukacyjny tej planszówki. „Indeks kart” oraz zawarte w nim ciekawostki na temat roślin czy zwierząt pozwolą poznać nieco otaczające nas środowisko naturalne. Gdybyście zastanawiali się, czy na okładce Łąki znajduje się kuna domowa czy gronostaj, znajdźcie kartę z wizerunkiem tego ssaka, sprawdźcie jej numer, a w indeksie poznacie odpowiedź. Ponadto karty obserwacji układane w obszarze naszej łąki tworzą w coś na wzór łańcucha pokarmowego. Jeśli pojawił się w naszym zakątku robak, wkrótce odnajdziemy zwierza, który z chęcią go zje i będziemy mogli zaprosić go na swoje tereny zielone.

Jak tu pięknie

W Łące doceniam to, że trzeba główkować, kombinować i zastanawiać się czy dana karta okaże się dobrym wyborem. Gdzieś z tyłu głowy musimy pamiętać o celach, bo one także przynoszą dodatkowe punkty zwycięstwa. Dlatego tylko dobrze zaprojektowana i zaplanowana łąka oraz jej okolica, będzie dobrym przepisem na zwycięstwo.

Wspominałam, że oprawa graficzna Łąki jest naprawdę ładna. Ręcznie malowane ilustracje robią zadziwiająco duże wrażenie. Osobiście bardzo często w swoich recenzjach zwracam szczególną uwagę na to jak dana planszówka prezentuje się. Lubię, gdy gry wyróżniają się wyjątkowym wyglądem. W przypadku Łąki wydawnictwa Rebel samo pudełko wywołuje u mnie zachwyt. Mówi się, że nie należy oceniać po wyglądzie, bo nigdy nie wiadomo co znajdziemy w środku. Coś może być piękne, ale nie zawsze dobre. W przypadku tej gry planszowej, piękno idzie w parze z dobrą zabawą. Łąka dostarcza ciekawą, edukacyjną i angażującą rozgrywkę, a o to chyba właśnie chodzi.

Ocena: 9/10
Za grę dziękujemy wydawnictwu Rebel.
Dyskusja