Dopracowany świat, humor i… niewiarygodne wydarzenia – recenzja książki „Virion. Zamek”

Virion, legenda w świecie książek Andrzeja Ziemiańskiego powraca. Nie jest to już ten sam młody człowiek. „Virion. Zamek” to opowieść o dojrzałym mężczyźnie z bagażem doświadczeń życiowych. To przeskok czasowy od historii zaprezentowanej w „Imperium Achai”, jednak wydawca upiera się, że to zupełnie inna, osobna seria.

Autor już od samego początku książki rzuca nas w wir wydarzeń. Zaczynamy od obławy, z której zbiegł jeden poszukiwany. Do tego dochodzi infiltracja tytułowego Zamku i wizja wielkiej wojny. Tylko nie wiadomo, kto będzie wrogiem. Do tego dochodzą perypetie Viriona, szermierza natchnionego, o którym słyszał niemal cały kraj. Jego żona jest w ciąży, jednak nawet to nie powstrzymuje go od trzymania się z dala od kłopotów.

Nie jest to pierwsza książka o Virionie. Ziemiański napisał już wcześniej czterotomowy cykl o młodości bohatera. „Virion. Zamek” jest jednak reklamowany jako pierwszy tom innej serii, do której nie trzeba znajomości poprzedniej. Lektura opowieści świadczy zupełnie o czym innym. Autor nie zawarł w niej nawet krótkiej wzmianki, która pozwoliłaby lepiej zrozumieć, czym właściwie jest tytułowy Zamek, Cesarstwo Luan czy Szermierz Natchniony. Książkę można przeczytać bez tej wiedzy, ale w ten sposób część istotnych faktów umyka.

Książka napisana jest z punktu widzenia dwóch osób – Viriona i Taidy, czyli prokurator z Zamku. Taki zabieg pozwala nam śledzić historię dwutorowo, aż do momentu skrzyżowania się losów bohaterów. Oba wątki są całkiem niezłe, a późniejsze spotkanie zarysowuje szerzej prezentowaną historię. Nie zabrakło jednak drobnych potknięć – niektóre wydarzenia są zbyt nierealne nawet jak na fikcję literacką.

Świat opowieści jest dopracowany przez autora, jednak zabrakło jego porządnego przedstawienia w książce. Ziemiański założył, że czytelnik go już doskonale zna z serii „Imperium Achai”, „Achaja” i „Pomnik Cesarzowej Achai”. Drażnić może również język. Mocno stylizowany na mowę potoczną, pełen kolokwializmów i wulgaryzmów momentami aż razi swoją nadnaturalnością. Nie każdy czytelnik przepada za tego typu treściami.

Bohaterowie są nieźle napisani, szczególnie postacie główne i ważniejsze drugoplanowe. Większość wyróżnia się swoim charakterem, sprawiając wrażenie ludzi z krwi i kości. Nie zabrakło jednak osób przypadkowych, upchniętych na siłę, sprawiających wrażenie płaskich postaci z kartonu. Mimo to prawie każda przedstawiona w opowieści osoba jest inna, co razem tworzy interesującą, zaskakującą mieszankę osobowości. Gra charakterów jest silnym aspektem opowieści.

Fabuła nie jest mocno zaskakująca, pojawiają się zdarzenia niewiarygodne, jednak cała opowieść jest całkiem zgrabnie napisana. Można przez nią przejść bez znajomości wcześniejszych książek z tego uniwersum, jednak lektura zdecydowanie traci wtedy na atrakcyjności. Nie zabrakło też dobrego humoru, dlatego mimo wszystkich niedogodności, autor zafundował czytelnikom sporo dobrej zabawy.

 

Dyskusja