Tylko dla niektórych – recenzja książki „Kiry”

Ważnym elementem każdej kultury na przestrzeni wieków stawała się wiara w boga/bogów. Od wieków toczyły się wojny religijne, jednak nikt nie zastanawiał się nad tym, czy religie mogą ze sobą współistnieć. Anna Madejak postanowiła zmierzyć się z tą tematyką, czego efektem są „Kiry”.

Człowiek musi w coś wierzyć. Problemy zaczynają się tam, gdzie religie mieszają się ze sobą i tracą na popularności. W „Kirach” mitologia słowiańska przeplata się z nordycką, germańską i różnymi innymi wierzeniami pogańskimi. Bogowie wciąż muszą walczyć o wpływy, aby nie zostać zapomnianymi. Jednocześnie na świecie robi się ciasno i zaczyna brakować miejsca dla kolejnych istot boskich.

Choć sam zamysł na historię był dobry, to zabrakło porządnego wykonania. Widać to już na poziomie postaci. Dostajemy tu całą paletę bohaterów, o których informacji w książce jest jak na lekarstwo. O ile nie jesteśmy znawcami wierzeń pogańskich i różnych mitologii, łatwo się w tym wszystkim pogubić. Ciężko zrozumieć, co kieruje bohaterów, czy jaki mają charakter. W większości przypadków wiemy jedynie, że są atrakcyjni, czasami dodatkowo jaki jest ich kolor włosów.

Podobnie kuleje fabuła. Wątki mieszają się ze sobą, historia opowiadana jest też z kilku punktów widzenia. Do tego autorka gna z wydarzeniami, choć książka ma jedynie 176 stron. Wszystko to przekłada się na bałagan, w którym ciężko się odnaleźć. W opowieści zabrakło również konsekwencji. Pojawiły się tu drobne potknięcia jak nagła zmiana koloru oczu bohaterów czy większe – stopień pokrewieństwa Lokiego z Thorem i Odynem. W połączeniu z chaosem opowieści można odnieść wrażenie, jakby „Kiry” powstawały bez większego przemyślenia i na ostatnią chwilę.

Książka napisana jest prostym językiem. Nie ma tu żadnych nieścisłości, jednak momentami wydaje się aż za płytka. Brakuje tu opisów świata przedstawionego, a jeśli już jakiś dostajemy, to na pewno zawiera słowo „osobliwy”. Dialogi również są dosyć skąpe i można odnieść wrażenie, że prawie każdy bohater ma jedno w głowie. Świadczy o tym często powtarzające się słowo „pożądanie”. Dla miłośników twórczości Tolkiena „Kiry” na pewno nie trafią.

Okładka książki jest inspirowana mitologią nordycką. Bardzo klimatyczna, surowa, aż zachęca do zapoznania się ze skrywaną treścią. W środku także znajdziemy grafiki, jednak odpowiada za nie inny autor – chrześniak Anny Madejak. Widać, że są to prace dziecka, mimo to, niektórym stylistyka może się podobać. Obecność tych obrazków będzie innym jednak przeszkadzać, szczególnie ze względu na erotyczne treści. Zderzenie tych dwóch skrajności do siebie nie pasuje.

„Kiry” to propozycja, która trafi jedynie do niektórych czytelników. Tych, którzy są miłośnikami różnych mitologii i lubiących doszukiwać się różnych smaczków na temat dobrze znanych im bohaterów. Zdecydowana większość będzie raczej rozczarowana brakiem podstawowych informacji o świecie przedstawionym i postaciach. Po przeczytaniu książki ciężko nie odnieść wrażenia, że to jedynie wstęp do całej opowieści. Pomysł na historię rewelacyjny, jednak zabrakło dobrego wykonania.

Dyskusja